Jazda czwarta po mieście

Czyli, wypad na trasę egzaminacyjną i dwie wpadki, za które mi się oberwało…

Zamotałam się znów na tej samej krzyżówce, co na poprzedniej jeździe. Zatrzymałam się za bardzo po lewej stronie, tak trochę bezmyślnie – wyznaczyłam sobie własną linię między pasami ruchu ;-). Muszę sobie wbić do głowy raz i na zawsze – gdzie się tam zatrzymuje (patrz foto).

Ćwiczenia na Stringu poprawiły płynność machania biegami i z hamulcem też było trochę lepiej. No ale kolejna, konkretna wpadka – zdecydowanie zepsuła mi humor. Na poboczu stało auto, skupiłam się na tym, by je ominąć prawidłowo (lusterko->głowa->kierunkowskaz->głowa) i dopiero wtedy zaczęłam je omijać. Nie podejrzewałam jeszcze, że tak bardzo mi się za to oberwie!

Instruktor nakazał mi zjazd na pobocze i zdecydowanie stwierdził, że mam „skłonności samobójcze” i że już później – nie dało by się tego manewru zrobić. A do tego obrazowo przedstawił, jak wyglądałabym z połamanymi rączkami… Chyba coś z moim poczuciem strachu jest nie tak ;-)!

Trochę „rozdygotana” wróciłam na bazę i tam, już na spokojnie – jeszcze raz omówiliśmy te moje wpadki. Oby było już tylko lepiej!

Jazda treningowa siódma i ósma

To ile już kilometrów?? No prawie 90 🙂
Kolejne ćwiczenia na Stringu, które sobie wymyśliłam, obejmowały przede wszystkim płynne przyśpieszenie, a potem wytracenie prędkości z użyciem (tak nie lubianego przeze mnie) hamulca.

Na kawałku asfaltu (należącym do jakiegoś zakładu) jeździłam sobie tak w tę i we w tę ;-), zmieniając biegi 1->4->1 z hamowaniem raz płynnym, a raz takim bardziej awaryjnym.

Trochę to monotonne było, ale jak już zaczęło fajnie wychodzić – to satysfakcja z tych ćwiczeń bardzo wzrosła ;-).