Niedzielne zakrętobranie

W ubiegłą niedzielę, ze świetną ekipą, pojechaliśmy na wycieczkę do Kotliny Kłodzkiej. Ekipa była „z łapanki”, tzn. Robert dał posta, że jadą – a ja zaproponowałam, że dołączymy i już. Mam już na koncie parę takich spontanów i tylko raz średnio mi się podobało, jak ekipa leciała 130km/h i wyżej. Nauczona doświadczeniem, teraz zawsze pytam o tempo wycieczki. Poza tym lubię jak ktoś za mnie obmyśla plan wycieczki, bo nie muszę się wtedy głowić, gdzie wyskoczyć na weekend 🙂 . A, że nikogo nie znam, to żaden problem, bo z motocyklistami jest łatwo znaleźć wspólny temat.

Robert trasę wyznaczył wyśmienitą, a podobała mi się szczególnie dlatego, że zawierała najlepsze, kręte trasy Kotliny Kłodzkiej, a do tego nie byłam na nich już kilka lat. Po przeprowadzce do Brzegu Dolnego już tak często w tamtych rejonach nie bywam, częściej za to zahaczam o Wielkopolskę.

Spotkaliśmy się w Strzelinie, gdzie czekali na nas: Robert z Wiolą, Tomek z Iwonką i Krzysiek oraz bliźniaczy Versys mojego (tylko żółty, taki jak chciałam mieć, ale nie pykło) i dwie sztuki Suzuki DL. Wynik 3:2 na korzyść Versysów 🙂 .

Ruszyliśmy w stronę Złotego Stoku, gdzie wstąpiliśmy na zapoznawczą kawę pod znaną kopalnią. Rozmowy z nową ekipą od początku kleiły świetnie, miałam praktycznie wrażenie, że się już znamy i dużo razem zjeździliśmy.

Po tej krótkiej pauzie pojechaliśmy na pierwszą partię zakrętów ze Złotego Stoku do Lądka Zdrój. Szczerze, to miałam jakieś obawy, że nie znam jeszcze Versysa na tyle, żeby płynnie pokonywać kręte trasy, ale miło się (nie) rozczarowałam. Szedł jak po sznurku, składał się jak chciałam i generalnie „uśmiech od ucha do ucha” miałam. Końcówka tej trasy jest nieco wyboista, ale jednak większość ma super nawierzchnię.

Kolejne winkle były na Siennej, znam te wszystkie zakręty, ale z pobocza 😀 , bo wielokrotnie oglądałam tam samochodowy wyścig górski. Sam podjazd jest ekstra, ale i później było świetnie, wąsko i zakrętami do Międzygórza, a następnie na obiad we Wrzosowej Przystani w Długopolu Zdrój, gdzie miał być nasz kolega z Versysem, ale się minęliśmy. Miejsce fajne, tylko świeżo usypana żwirem droga mnie zaskoczyła. Po pierwszym ratowaniu się przed glebą, pojechałam dalej trawiastym poboczem, a w drodze powrotnej z grząskiego podjazdu wyjechał za mnie Emil. Ja już jeden metalowy bark mam i więcej nie potrzebuje 🙂 .

Przez Zieleniec wyskoczyliśmy na chwilę na 8mkę, by dalej pojechać „Drogą 100 zakrętów”. Jak tam byłam ostatnio, to dziury w asfalcie zasłaniały mi te zakręty. Jednak sytuacja znacznie się poprawiła, miejscami jest nowy asfalt i można cieszyć się trasą. Oczywiście tłumy turystów wszędzie, a zwiedzali nawet skarpy przy drodze, bo jedno auto zsunęło się tam właśnie 🙂 .

Na koniec została nam trasa, którą też bardzo lubię – z Nowej Rudy do Bielawy, kręta przez las. Zmęczenie już dawało o sobie znać, dlatego zrobiliśmy krótką przerwę, żeby potem przez Przełęcz Tąpadła pojechać na wieńczący wycieczkę jabłecznik w fajnej knajpce. A my mieliśmy jeszcze godzinną trasę do domu.

Podsumowując – przejechałam tego dnia 470 kilometrów (mój tyłek to odczuł), wyjechaliśmy o 8 rano z garażu, a wróciliśmy o 19. Sama nie wiem, która droga podobała mi się najbardziej, ale wrócę na bank, jeszcze w tym sezonie, na Sienną, Zieleniec i do Bielawy.

Nowa ekipa była świetna, wesoła i zgrana, a do tego tempo jazdy też było dobre, dynamiczne, a nie za szybkie. Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja razem pojeździć, bo bardzo miło wspominam tą wspólną niedzielę!

P.S.
Z nowości to mam wskaźnik biegów, okleiłam sobie lekko kask i wymieniłam żarówki na białe (obecnie mam też tą pozycyjną wymienioną).

i jeszcze kilka zdjęć z wypadu na lody i w lawendę tydzień wcześniej:

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Wielkopolska wycieczka pałacowa

W ubiegłą sobotę wyruszyliśmy na wycieczkę, którą zaplanowali Iwonka i Sylwek. Do miejsca spotkania mieliśmy 2 godziny jazdy i około godz. 10 dołączyliśmy do ekipy organizatorów na Versysie 1000, Adama na Versysie 650 i Krzyśka na BMW 1200, razem uzbierało się 5 motocykli. Planowana trasa liczyła ok. 300 kilometrów i zawierała kilka punktów do obejrzenia. Były to głównie pięknie zachowane zespoły pałacowo-parkowe, a także dworek i skansen, wprost z filmu „Pan Tadeusz”.

Pierwszy punkt wycieczki to Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy, Zespół Pałacowo-Parkowy. Pałac w Dobrzycy wzniesiono w latach 1795-1799 z inicjatywy Augustyna Gorzeńskiego, ówczesnego właściciela majątku, według projektu Stanisława Zawadzkiego. Piękny jest teren wokół pałacu zwany „parkiem krajobrazowym o cechach romantycznych”. Alejki, stawy, pawilony parkowe, zabytkowy drzewostan, pawie i bażanty. Emil spotkał Gąskę Balbinkę, a Adam odpalił drona i z góry to dopiero wszystko ekstra wyglądało. Z chęcią tu wrócę i odwiedzę to muzeum wewnątrz.

To nie koniec spotkań ze zwierzętami, bo w kolejnym punkcie wycieczki to dopiero ich dużo było. Pojechaliśmy do skansenu filmowego „Soplicowo”, który jest rekonstrukcją scenografii z filmu „Pan Tadeusz”. Oryginalne budowle filmowe: lamus, wozownia, stajnia, stodoła, kurnik i spichlerz odbudowano, aby spełniały funkcje kulturalne i turystyczne. Dopełnieniem filmowej scenografii stał się otwarty w 2011 roku – Dwór Sopliców. Zwierzęta były bardzo przyjazne i lgnęły do ludzi, część z nich była za ogrodzeniami, a część brykała sobie na wolności.


Następny był Pałac w Turkwi, który pochodzi z lat 1760-1770 i otoczony jest XVIII-wiecznym parkiem krajobrazowym o powierzchni 21,9 ha. Jednym z jego właścicieli był gen. Dezydery Chłapowski – żołnierz napoleoński, poseł, współtwórca pracy organicznej i jeden z kreatorów nowoczesnego rolnictwa wielkopolskiego. Pałac był wybudowany w stylu barokowym, a potem przebudowany na neogotycki.

W Racocie odwiedziliśmy Pałac książąt Jabłonowskich i już parkując, zauważyliśmy spacerujące postacie, wprost wyrwane z kart historii. Okazało się, że mamy niesamowite szczęście i odwiedzamy obiekt wtedy, gdy wynajęła go historyczna grupa rekonstrukcyjna. Normalnie teleportacja w czasie, a raczej zderzenie współczesnych motocyklistów z historycznymi postaciami. Podziwialiśmy, porozmawialiśmy z pasjonatami historii i nawet wspólne zdjęcia mamy:

Pałac powstał w II poł. XVIII wieku. Zaprojektowany przez słynnego architekta Dominika Merliniego, od początku był miejscem spotkań inteligencji, a także obiektem krzewienia polskiej kultury. Swoje sztuki wystawiali tu: Józef Wybicki oraz Wojciech Bogusławski, zwany ojcem Teatru Polskiego. Gośćmi księcia Jabłonowskiego byli także książę Józef Poniatowski i Tadeusz Kościuszko.

W późniejszych latach pałac przechodził we władanie kolejno: królów niderlandzkich z dynastii Orańskiej, a następnie wielkich książąt saksońsko – weimarskich. Decyzją Rady Ministrów z 1921 roku, pałac w Racocie zyskał rangę Rezydencji Prezydentów Rzeczypospolitej. Bywali tu prezydenci Stanisław Wojciechowski i Ignacy Mościcki. W 1928 roku utworzono tu Państwową Stadninę Koni ,,Racot” (jedną z trzech w przedwojennej Polsce), której kontynuatorką jest obecna spółka. Obecnie, po gruntownym remoncie w pałacu znajduje się hotel o wysokim standardzie.

Kolejnym punktem wycieczki był pałac w Będlewie z 1866, zbudowany w stylu neogotyku angielskiego z pięknymi wieżyczkami. Pałac ma swoją legendę o błąkającej się nocami „Czarnej Damie”, czyli Felicji, która zdradziła męża Macieja Mielżyńskiego. W akcie zemsty za taki skandal, mąż zastrzelił parę kochanków…

Od 1945 roku w pałacu mieściła się szkoła rolnicza, a od 1975 roku – konferencyjny Poznańskiego Oddziału Polskiej Akademii Nauk PAN. Park otaczający pałac zajmuje około 9,00 ha, jest zaprojektowany w stylu angielskim z płynnym przejściem w park leśny. Są tam unikalne, chronione prawem drzewa, dwa stawy i wyspa z grotą. Z jednej strony pałacu znajduje się marmurowa fontanna a z drugiej strony taras kwiatowy. Po odnowieniu w latach 80-tych pałac jest teraz obiektem hotelowym. Na bramie wisi zakaz wjazdu dla motocyklistów na teren parku, jednak Iwonka załatwiła nam na to zgodę.

Przejechaliśmy już sporo kilometrów, koncentracja mi spadała ze zmęczenia, ale na szczęście zatrzymaliśmy się na syty obiad w Rogalinie. Potem poszliśmy do pałacu w tej samej miejscowości. Pałac w Rogalinie to Oddział Muzeum Narodowego w Poznaniu oraz duży, romantyczny park w stylu francuskim z zadbaną roślinnością, pięknymi rzeźbami i ok. 700-letnimi dębami.

Pałac w Rogalinie wybudował w latach 1770-1776 Kazimierz Raczyński, pełniący funkcję pisarza koronnego, a następnie starosty generalnego Wielkopolski i marszałka nadwornego koronnego. Jest to miejsce, do którego z pewnością będę chciała wrócić, ponieważ czas nie pozwolił nam na większy zakres zwiedzania pałacu wewnątrz, ani dalszej części parku i mauzoleum.

Po drodze podjechaliśmy jeszcze pod Pałac w Kórniku, który też dopisałam do swojej listy odwiedzenia w przyszłości.

Był już wieczór, więc musieliśmy już jechać w stronę jeziora Powidz, gdzie mieliśmy nocować pod namiotami. Jest tam także amerykańska baza wojskowa, stąd sporo anglojęzycznych osób w tej małej miejscowości. Jezioro jest bardzo rozległe, woda w nim czysta i jakoś nie było tłumów (i dobrze!). Wybraliśmy się wieczorem na spacer wzdłuż jego brzegów, niezbyt długi, ponieważ już powoli potykałam się o własne nogi.

Ten dzień był bardzo intensywny i pełen wrażeń, wykorzystany w pełni od rana do wieczora. Pogoda nam dopisała, bo nie było zbyt upalnie, ani nie padało. Kolejnego dnia jeszcze pospacerowaliśmy przy jeziorze, spakowaliśmy dobytek i z przerwą na pyszny obiadek, ruszyliśmy w stronę domu.

To była świetna wycieczka, plan dnia był bogaty w atrakcje (dzięki Iwonce i Sylwkowi), cała ekipa była świetna i zgrana, a rozmowom i żartom nie było końca! Już za Wami tęsknimy!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże, Zamki i pałace | Otagowano , , , , , , | Dodaj komentarz

Wjechał nowy, przed-urodzinowy, tłumik Leo Vince Underbody

Wymarzyłam sobie tłumik na urodziny, ale trafiła się promocja i prezent dotarł 1,5 miesiąca wcześniej. Jak byłam w pracy, to Emil mi go założył i efekt też jest wymarzony!

Tłumik LeoVince Underbody Slip-on, bo postawiłam na markę, którą słyszałam w innych motocyklach, choć nie wiedziałam, jak będzie to brzmiało u mnie. I nie chciałam, żeby mi długa puszka wyłaziła na koło.
Efekt mi się podoba i nie żałuję wyboru 😍 Motocykl nie zrobił się mega głośny, a ma lepsze brzmienie. Kupiłam w Polsce w promocji za 1749 zł (10 dni oczekiwania).

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Majk | Otagowano , | Dodaj komentarz

Sobota z Versysami

Dwa tygodnie temu miał się odbyć mały, prywatny zlot Versysów u Adama, na posesji pod Pleszewem. Jednak pogoda nie pozostawiła złudzeń, lało cały czas i nie przestawało, dlatego termin spotkania przesunięty został o tydzień. Czas mieliśmy tylko z sobotę, więc postanowiliśmy odwiedzić Sylwka i Iwonkę, a wieczór spędzić wspólnie u Adama z innymi właścicielami Versysów.

Był jeszcze plan na wycieczkę w południe do Lichenia, jednak już na starcie upadł. Pojechaliśmy zatankować i ruszyliśmy w trasę. Emil nie przejechał nawet kilometra, jak usłyszałam w intercomie: „Czekaj, mam awarię…”. Okazało się, że odpadła mu dźwignia zmiany biegów! Serio! Kiedyś miałam podobnie, ale motocykl miał ponad 10 lat, a ten to jak nówka.


Dźwignia została odnaleziona, ale śruba już nie, więc powoli na pierwszym biegu Emil wrócił do garażu. Z jednej strony to dobrze, że pod domem tak się stało. Emil dopasował inną śrubę, przyciął na wymiar i nawet dał nakrętkę. Mogliśmy jechać od nowa, choć na wycieczkę zabrakło już czasu – pojechaliśmy ze znajomymi już tylko na wypasiony obiad w Górskim Grill Barze. Serio wypasiony, bo ledwo zmieściłam ten placek po węgiersku i wstać było ciężko.

Ok. 17 zameldowaliśmy się u Adama, a że on mieszka tam, gdzie numer jest jeden, a tylko literki alfabetu dodają, to trafić nie było łatwo i na starcie google wysłało nas pod… cmentarz. Na miejscu napiliśmy się kawki, a jak się uzbierało 5 motocykli to pojechaliśmy na małą przejażdżkę po okolicy. Adam miał drona to robił z góry fajne fotki.

Zatrzymaliśmy się na stacji paliw Aramir (Czermin), a ja wypatrzyłam tam malutkiego, wychudzonego kotka. Boki miał zapadnięte, sierść zniszczoną, oczy zaropiałe – rany, serce zabolało! Pogłaskałam go, a on od razu się wtulił, na kolana wdrapał. Poleciałam szybko na stacje kupić mu coś do jedzenia, nie było żadnej karmy, to kupiłam hot-doga, a wzięłam tylko parówkę. Kotek rzucił się na nią, zanim jeszcze zdążyłam mu ją rozdrobnić. Myślałam o nim jeszcze potem, a kolejnego dnia napisałam do dwóch organizacji pomocy zwierzętom z tamtej okolicy, żeby spróbowały temu maluchowi pomóc. Bo serce do kochania ludzi ma wielkie, a życie jednak podłe.

Podczas wycieczki zjechaliśmy na chwilę na szutrową drogę. Ja oczywiście już zamarłam, bo staram się unikać „ruchomych piasków”. Początkowo droga była w miarę twarda, ale w jednym grząskim miejscu tyłem mi zarzuciło. Poprosiłam Emila, żeby mi zawrócił i to miejsce w drodze powrotnej przejechał. Mam prawą rękę sprawną w połowie i każda sytuacja, w której musiałabym się odruchowo na niej podeprzeć (np. przy upadku z małej prędkości), może mieć dla mnie tragiczne skutki. Dlatego unikam mniej przyczepnych od asfaltu miejsc.

Mieliśmy tą drogą przejechać dalej, ale szlaban był zamkniety. Wykorzystaliśmy jednak to miejsce do zrobienia kilku zdjęć pamiątkowych. Na pierwszym przystanku dołączył do nas 6-ty Versys, bliźniak mojego modelu. Miał fajną sprężynę progresywną, zamiast fabrycznej i to go obniżyło o kilka centymetrów. Muszę czegoś takiego poszukać, bo ponoć właściwości jezdne też się znacznie poprawiły.


Kot Adama ma swoje ulubione miejsce i jednocześnie punkt widokowy – w karmniku dla ptaków 😀 .

Na koniec podskoczyliśmy do sklepu po prowiant na ognisko, choć po tym wypasionym obiedzie to jadłam raczej symbolicznie. Spędziliśmy wieczór na sympatycznych rozmowach przy ognisku. Tematów oczywiście cała rzeka, Versysowe, podróżnicze, życiowe. Na noc pojechaliśmy do znajomych, bo z samego rana musieliśmy już wracać. Dziękujemy za gościnę i super klimat – już tęsknimy! Chętnie spędzimy jeszcze czas w tym towarzystwie i być może będzie taka okazja, już 11 lipca na wspólnej wycieczce.

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Majk, Wycieczki małe i duże | Otagowano | Dodaj komentarz

Majk o sobie

Hej, jestem Majk, choć czasem moja Pani woła na mnie Majki. Ponoć moje imię wywodzi się od jakiegoś zielonego potworka. Miałem 10 lat spokojnego życia u mojego, pierwszego właściciela, aż tu nagle wpadłem w kobiece ręce. Nie ukrywam – był to dla mnie lekki szok! Ponoć miała jakiś innych przede mną, ale i tak nie miałem pewności, czy ona jazdę motocyklem jakoś ogarnia?

Potem moje życie bardzo się zmieniło, nabrało niezłego tempa – okazało się, że jestem potrzebny co tydzień, a nawet więcej razy w tygodniu. A zamiast słodkiej drzemki w garażu, rumakujemy sobie to tu to tam, a jak redukuje i odkręca, to aż drżę z podniecenia. Ahooooj przygodo!

W sumie te baby też coś potrafią. Obserwuję jednak pewną słabość u mojej Pani, otóż ona kupuje mi więcej rzeczy, niż sama sobie! To lekko niepokojące i nie wiem, czy nie powinna iść na jakąś terapię?

Chociaż w sumie lubię te rzeczy, kolorowe, nowoczesne i dla mnie dedykowane. Byłem taki zwykły czarno-srebrny, a teraz jestem taki wycacany, tu jakiś bajer, tam jakiś bajer. A w planie jest wypasiony tłumik! Nie mogę się już doczekać, jak będzie gadać!

Jednak najbardziej to mi się podoba to, że ja się jej tak bardzo podobam! Ciacho jestem! Ciągle jakiś mądrala mówi, że nowszy model ładniejszy i lepszy. I wszystko przez to, że ja mam oczy tak, a tamte inaczej?

A ona mnie zawsze broni, mówi że ja jestem najładniejszy i mnie takiego zawsze pragnęła! Tworzymy zgrany duet i niech już zawsze tak będzie.

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Majk | Otagowano | Dodaj komentarz

Zamek w Mosznej i Pałac w Kopicach

W ubiegłą niedzielę postanowiliśmy wyskoczyć w opolskie. Jest tam mnóstwo zamków i pałaców, jednak postanowiłam po latach odwiedzić te dwa, które najbardziej lubię. Chciałam to zrobić w czasie kwitnięcia rododendronów, ale znowu się spóźniłam…

Na wycieczkę pojechałam z moją ulubioną, motocyklową rodzinką: Magdą, Andrzejem i Asią. Wycieczka nie była szybka, bo to Asi pierwszy motocykl 125 i pierwsze, możliwe uprawnienia. Początek zawsze jest dla mnie ciężki, ale po kilkunastu kilometrach przypominam sobie, że spokojna jazda motocyklem ma swoje zalety i potrafię od nowa się nią cieszyć. Szczególnie, że można po drodze więcej świata zobaczyć dookoła. Nie zakładam wtedy stoperów i też przez to nie ciągnie mnie do zwiększenia prędkości 🙂 . Opolskie drogi są całkiem przyjemne, a te mniej główne – nie były oblegane.

Pierwszym przystankiem był pałac w Kopicach, a raczej to, co z niego zostało. A imponująca to budowla. Jest ogrodzona i strzeżona, jednak teraz bardziej widoczna z brzegu jeziorka, bo drzewa i krzaki, które wcześniej wszystko zasłaniały – zostały wycięte. Historia zamku jest związana z życiem „śląskiego Kopciuszka”

Pojechaliśmy jeszcze do zamku w Mosznej, a na ten sam pomysł wpadły też tłumy rodaków i z godziny na godzinę zwiedząjących było coraz więcej. Na szczęście wnętrza większość z nas już zwiedzała, więc nastawiliśmy się tylko na spacer po parku.

Przekąsiliśmy coś, a tuż przed wyjazdem z Mosznej koło motocykli zatrzymała się na chwilę wycieczka konna. Konie przepiękne, ale ilość spożytego alkoholu u połowy jeźdźców nieco mnie przeraziła…

W połowie drogi powrotnej zatrzymaliśmy się na stacji paliw w Grodkowie. Stacja należy do firmy, która zajmuje się handlem maszynami i produktami rolniczymi, więc na jej terenie można było zobaczyć ciekawą ekspozycję kolorowych, zabytkowych ciągników.

Całą drogę straszyły nas czarne chmury, ale w drodze powrotnej już wyszło słońce. Tego dnia zrobiłam 320 kilometrów i świetnie spędziłam czas z przyjaciółmi. Uwielbiam takie niedziele.

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże, Zamki i pałace | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Co kryje się w motocyklowym kufrze blondynki? Może kot?

Zapraszam na mój kanał youtube, gdzie wrzuciłam właśnie nowy film. To pierwszy film na którym gadam, dużo gadam i gadam hahahah. Mam nadzieję, że to wytrzymacie. Tematem przewodnim jest mój motocyklowy kufer i jego zawartość. Ciągle mnie ktoś pyta, co ja tam wożę i dlaczego tyle, więc w tym filmie znajdziecie wszystkie odpowiedzi. Moje umiejętności robienia filmów są jeszcze zerowe, ale od czegoś trzeba zacząć…

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii O czym myśli blondynka? | Dodaj komentarz

Rocznica ślubu nad jeziorem Głębokim

Tak, to już rok, jak mam męża, a prawie pięć, od pierwszego z Emilem spotkania. Ślub mieliśmy skromny, ale taki wymarzony jednocześnie, bo połączyliśmy motocykle, przyjaciół i najbliższą rodzinę. Wybraliśmy Bolesławiec, a właściwie to ja to miejsce wypatrzyłam, bo spodobał mi się ten ryneczek od pierwszego wejrzenia. Tak było 1 czerwca 2019 roku:

Rok po tej uroczystości postanowiliśmy z motocyklową ekipą odwiedzić te same miejsca – rynek w Bolesławcu, restaurację Season, gdzie był obiad weselny oraz domek nad jeziorem Głębokim, gdzie było „wesele”. Niestety choroba zatrzymała w domu naszych świadków – byli z nami on-line, duchem i sercem.

Przywitaliśmy się z właścicielami restauracji, którzy nas rozpoznali i z okazji rocznicy zostaliśmy przez nich poczęstowani pysznym Prosecco z beczki. Zjedliśmy smaczny obiadek i ruszyliśmy w stronę jeziora.

Pogoda miała być deszczowa, ale bardziej w południowej Polsce, niż środkowej, więc zaryzykowaliśmy wyjazd motocyklami. To była super decyzja, bo żadna kropla nas nie zmoczyła, a wycieczka motocyklowa świetna przy okazji.

Sezon nad jeziorem jeszcze kiełkował, więc tłumów nie było, przyroda w rozkwicie i cudowny zachód słońca zaliczyliśmy. Była oczywiście imprezka, grill i nocne motocyklistów rozmowy. Fajnie tak poczuć wakacyjno-relaksacyjny klimat, oderwać się od codzienności, a w dodatku w świetnym gronie przyjaciół.

Powrotną trasę 180 km strzeliliśmy bez żadnej przerwy, myślę, że to zasługa podwyższenia kierownicy, które sobie zamontowałam. Zwykle potrzebowałam przerwy po 100 kilometrach, bo bolał mnie już operowany bark. Mam dziwną kolumnę kierownicy i wątpiłam, że uda się coś z tym zrobić. Jednak okazało się, że SW-Motech robi dedykowane do mojego modelu podwyższenie kierownicy.

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano | Dodaj komentarz

Zamkowo-pałacowy weekend

W obecnej sytuacji koronawirusowego szaleństwa na cele motocyklowych wycieczek trzeba wybierać ciekawe obiekty, do których wstęp nie jest biletowany (bo te są jeszcze zamknięte). Z pomocą przychodzą mi zwykle mapy google, gdzie wpisuje „zamek” czy „pałac” i klikam, żeby szukał w pobliżu. W jedną sobotę celem stały się ruiny zamku Bolczów, koło Janowic Wielkich. Muszę przyznać, że odwiedziłam już tyle zamków i ich ruin, że do końca nie wiedziałam, czy już tam byłam… Serio!

Wycieczka miała być na kilka motocykli, a wyszło jak zwykle… Na starcie pojawiłam się ja i kolega Marek z Versys Club Poland, którego wtedy właśnie poznałam. W połowie trasy dołączył do nas jeszcze Emil. Marek jeździ litrowym Versysem, ale na szczęście moje tempo jazdy mu odpowiadało, a mi odpowiadało to, że mam sympatyczne towarzystwo i mnóstwo tematów do przegadania.

Zatrzymaliśmy się na chwilę przy dworze obronnym w Piotrowicach Świdnickich, o który na szczęście ktoś zadbał i niedługo będzie możliwość jego zwiedzania. Powstaje tam Muzeum Techniki Rolniczej.

Trochę nas mapy google wyprowadziły w pole i jakoś okrężną drogą poprowadziły. Zatrzymaliśmy się na chwilę na szczycie wzniesienia z ładnym widokiem, a napotkane osoby zachęciły nas, żebyśmy pojechali kawałek drogą gruntową – bo tam jest lepszy widok. I faktycznie tak było, choć zdjęcia nie do końca to oddają. Wtedy też skorygowaliśmy drogę do celu.

Po zaparkowaniu poszliśmy w stronę zamku, do przejścia było jakoś 1,3 km, tyle że, pod górę! W ciuchach motocyklowych wspinanie się po kamieniach nie jest wcale takie proste, już nie wspomnę o swojej kondycji (a raczej jej braku), co skutkowało kilkoma pauzami na złapanie oddechu… Same ruiny są dla wszystkich otwarte, ciekawe są połączenia budowli z naturalnymi skałami oraz punkt widokowy. Jednak tam jeszcze nie byłam.

W niedzielę znowu udało się wyskoczyć na wycieczkę, tym razem pojechałam z moją zaprzyjaźnioną, motocyklową rodzinką: Magdą, Asią i Andrzejem. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, więc pokręciliśmy się w okolicach Henrykowa. Na początek odwiedziliśmy mały pałacyk w Przewornie. Urokliwy jest i szkoda, że niszczeje coraz bardziej…

Kolejnym punktem wycieczki była wieża widokowa Gromnik i ruiny zamku obok. Na szczęście wspinanie się na miejsce docelowe było bardzo krótkie, szkoda tylko, że wejście na wieżę jest zamknięte.

Kolejnym punktem był zamek w Witostowicach, pięknie położony przy jeziorku. Niestety – okazało się, że zupełnie niedostępny i ogrodzony. Przy okazji przekonaliśmy się, że na Dolnym Śląsku istnieją jeszcze drogi maksymalnie zaniedbane, po których przejazd przypomina już tylko off-road!

Na koniec zostawiliśmy sobie spacerek po dziedzińcu Opactwa Cystersów w Henrykowie.

To był super weekend, pełen ciekawych miejsc, rozmów, śmiechu i motocyklowej pasji. Uwielbiam takie klimaty!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże, Zamki i pałace | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Wycieczki przez Dolinę Baryczy

Częściej, niż zwykle, odwiedzamy ostatnio Dolinę Baryczy. Są tam świetne drogi, piękna przyroda, jeziora i kilka pałaców, które odwiedzić można bez biletu (te biletowane atrakcje są wciąż zamknięte). Obowiązkowo też zaliczamy wtedy rybkę U Bartka (niestety na wynos), którą można zjeść w cywilizowany sposób przy drewnianym stole dwa kilometry dalej, przy jeziorze.

Na jedną z wycieczek wybrałam się w kobiecym towarzystwie Asi i Magdy. Asia jeździ od niedawna motocyklem 125, ale świetnie sobie radzi także na dłuższych wycieczkach. Oczywiście nie szalejemy wtedy z prędkościami i nie wyprzedzamy za wiele, ale w sumie ma to swoje plusy, bo więcej jest czasu na podziwianie przyrody. Czasem tak się człowiek skupia na jeździe i tempie, że niewiele po drodze widzi, a przyroda w pełnym rozkwicie.

Przejechałyśmy znaną dróżką między jeziorami i odwiedziłyśmy pałac w Starym Sielcu, który jest niedokończoną budową rodziny Czartoryskich. Stoi już tak w stanie surowym 100 lat, ma mnóstwo pomieszczeń i swój niepowtarzalny urok. Dookoła mały lasek i jezioro – bajkowo!

W ubiegłą sobotę znów wyskoczyliśmy na rybkę, a tym razem towarzyszyły mi dwa bliźniaki, zielone Versys’y nowej generacji Emila oraz Sylwka i Iwonki. Było mnóstwo śmiechu i pochwalę się, że była też moja pierwsza parkingówka Versysem! Ciężki jest skubany, jak już chce upadać… Klasyka gatunku, czyli zbyt mało gazu przy skręconej kierownicy i na szutrowej nawierzchni. Na szczęście miał go kto podnosić haha, a gmole i składane klamki gwarantują, że nic się przy wywrotce nie łamie.

Odwiedziliśmy razem ruiny Pałacu w Goszczu:

A także Pałacyk w Mojej Woli:

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Małe wycieczki i nowy film

Ostatnio nie robię dużych wypadów, bo po pierwsze noclegi zamknięte, a po drugie zamknięte są też wszystkie atrakcje do zwiedzania. Trzeba się nieco wysilić i szukać fajnych miejsc, które można zobaczyć bez biletu lub dobrych tras. Pogoda dopisuje, roślinność w pełnym rozkwicie i optymistyczny kolor rzepaku powala, więc warto pokręcić się na motocyklu, nawet bez celu.

Raz z Emilem wybraliśmy się pod klasztor w Lubiążu. Chciałam zrobić mały filmik z jego przeróbek w Versysie. Umieściłam tam też zrzuty z cenami tych bajerów na AliExpress. Podobny film zrobię o swoim motocyklu, ale dopiero jak mi przyjdzie dodatkowy błotnik, pokrowiec na kanapę i inne rzeczy. Zobaczcie jak to wyszło:

Co do jazdy wersją 2018, a moją 2010 – to przepaść! Pozycja na moto 2018 jest skrojona pod motocyklistę. Nieco niższy jest, kierownica bliżej, wygoda mega! Dobrze wyważony, lżejszy (w odczuciu), kompaktowy, lepiej od mojego się składa w zakręty. Uśmiech od ucha do ucha podczas jazdy! Jednak, gdybym miała budżet na tą wersję, to kupiłabym coś z konkurencji (małą Tenere albo mały V-Strom). Dlaczego? Bo turystyk ma wyglądać, jak turystyk, a nie ścigacz 😁 Takie moje zdanie. Nie jest to moja bajka, jeżeli chodzi o wygląd.

Testuję też ostatnio kilka rzeczy. Zaczęłam jeździć z pancernym telefonem Ulefone na aplikacjach z mapami, zamiast nawigacji. Żeby mieć internet bez abonamentów comiesięcznych – zastosowałam kartę Aero2. Wolę korzystać z aplikacji, a nie nawigacji. Są łatwiejsze w obsłudze, w czasie rzeczywistym mogą pokazywać problemy na drodze lub kontrole, a ich przejrzysty wygląd bardziej mi odpowiada. W połączeniu z wodoodpornym telefonem i Aero2 powinno być idealnie. Pierwsze jazdy to potwierdzają.

Nałożyłam też warstwę ceramiczną z Chin na lakier i elementy z tworzywa. Aplikacja jest super łatwa, nie trzeba ostro polerować, a efekt mnie zaskoczył! Super połysk, elementy z tworzywa odzyskały moc czerni i satynowy połysk, no i teraz dużo łatwiej jest zmyć owady z motocykla, szyby, owiewek. Całość kosztowała mnie 40 zł za 2 buteleczki, a zużyłam 1/4 jednej dopiero. Zobaczymy, na ile ta warstwa jest trwała.

p.s. Nowe paski też mam na felgach.

Mam małą sesję z Lubiąża:

A na innej przejażdżce zaliczyłam też rzepakową sesję:

I spotkałam King Konga haha:

Oraz czołg:

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Majk, Wycieczki małe i duże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

20-go kwietnia zakwitnie motocyklowa rekreacja

Doczekaliśmy się daty, kiedy można się bujać motocyklem bez celu, a nie tylko do pracy, lekarza, sklepu i apteki. Są tacy, co dopiero teraz rozpoczną sezon, ale też i tacy, którzy jeździli cały czas. Ja sezon zaczęłam 1 lutego, więc ograniczenie jazdy motocyklem na chwilę, nie sprawiło mi większej krzywdy na psychice 😀 .

Te pierwsze wycieczki i tak nie będą takie same. Nie można się zbytnio integrować grupowo, miejsca do zwiedzania są zamknięte i nawet na głupią kawę wyskoczyć można jedynie na stację paliw.

Ostatnią, dłuższą wycieczkę robiłam z Witkiem, który ma w głowie chyba wszystkie drogi w okolicy i zawsze coś fajnego wynajdzie. To był 8 marca, więc kobiecą, czerwoną spódnicę na motocykl ubrałam! Potrzebowałam takiej odskoczni na chwilę, bo przyszło nam się zmierzyć ze śmiercią bliskiego członka rodziny…

To siedzenie w domu, a raczej w garażu wyszło też na plus. Garaż doczekał się solidnej podłogi, zamiast kruszącego się betonu:

A z nudów obrazki sobie robiłam:

I przyjechał też deflektor z Chin. Jak zobaczyłam, ile ma części, to od razu oddałam Emilowi do poskładania – faceci mają większy do tego talent. Sam deflektor jest porządny, ma regulacje 4-punktową, kosztował ok. 60 zł. Jednak w jeździe, póki co, mi się nie sprawdził.

Działa dobrze (chodziło o takie podwyższenie strugi powietrza, żeby mi się szybka w kasku nie otwierała sama), tylko że gwiżdże powyżej 70 km/h. Kombinowałam już z wysokością i kątami pochylenia, a gwiżdże cały czas. Spróbuje jeszcze dać go maksymalnie do góry.

 

 

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Majk | Dodaj komentarz