Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy

Szukałam celu na majową wycieczkę i padło na Muzeum Ziemiaństwa w Dobrzycy, które prowadzi działalność edukacyjną, naukową i wystawienniczą. A rozległy park jest idealnym miejscem na relaksujący spacer, przeplatany historycznymi ciekawostkami. Od 2019 roku cały kompleks pałacowo-parkowy posiada prestiżowy status Pomnika Historii.

Dzieje dobrzyckiej rezydencji sięgają średniowiecza – była to siedziba szlachecka rodu Dobrzyckich wraz z zabudowaniami gospodarczymi i ogrodami. W XVIII wieku majątek przeszedł w ręce rodziny Gorzeńskich, a jego największy rozkwit nastąpił za czasów generała Augustyna Gorzeńskiego. Postanowił on stworzyć w Dobrzycy nowoczesną, reprezentacyjną rezydencję, zaprojektowaną przez Stanisława Zawadzkiego. Budowla wyróżnia się nietypowym układem dwóch skrzydeł połączonych pod kątem prostym, co nadaje jej wyjątkowy charakter.

Klasycystyczny pałac pełnił funkcję rodowej siedziby ziemiańskiej, centrum zarządzania rozległym majątkiem oraz miejsca spotkań elity politycznej i towarzyskiej Wielkopolski. W tym samym czasie założono również romantyczny park krajobrazowy z licznymi pawilonami, jeziorkami i budowlami ogrodowymi.

Po śmierci Augustyna Gorzeńskiego w 1816 roku dobra odziedziczyła rodzina Turnów, a następnie majątek przechodził w ręce kolejnych właścicieli, jako prywatna rezydencja ziemiańska. W 1939 roku kompleks został przejęty przez niemieckiego okupanta i wykorzystywany między innymi jako magazyn zbożowy. Po wojnie mieściły się tu magazyny, mieszkania dla lokatorów, biblioteka, dom kultury, szkoła oraz klubokawiarnia. Tak intensywne użytkowanie doprowadziło do stopniowej degradacji zabytku. Dopiero pod koniec XX wieku rozpoczęto szeroko zakrojone prace konserwatorskie, które przywróciły pałacowi dawny blask.

Do zwiedzania udostępnione są dwa piętra, a przy kasie otrzymujemy audioprzewodnik, dzięki któremu otrzymamy najważniejsze informacje, dotyczące poszczególnych sal. Wnętrza pałacu zachwycają bogactwem dekoracji malarskich, sztukaterii, złotych zdobień oraz historycznego wyposażenia. Szczególną uwagę zwracają zachowane polichromie oraz duże, fikcyjne okna namalowane na ścianach, „przez” które można podziwiać egzotyczne krajobrazy. Można obejrzeć pokoje o różnym przeznaczeniu i zbiory przedmiotów, min. związanych z życiem codziennym ziemiaństwa i z lożą masońską. A na parterze jest czasowa wystawa o życiu i działalności Tadeusza Kościuszki. Zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce i nie jakoś przelotem, tylko poświęcić czas na jego eksplorowanie.

Pałac w Pławniowicach

W majową niedziele odwiedziliśmy Pałac Pławniowice, który został wzniesiony pod koniec XIX wieku. To jeden z najpiękniejszych zabytków w regionie. Jak tylko zobaczyłam go na zdjęciach, to postanowiłam, że kiedyś tam pojadę. Zeszło mi na to, chyba z rok, ale wreszcie się udało. Trasa była dość długa, więc w jedną stronę pojechaliśmy autostradą i od razu przypomniało mi się, dlaczego autostrady omijam… NUUUUDA i strasznie się dłuży, choć niby krócej jedziesz.

Miejscowość Pławniowice nie jest zbyt duża, położona jest nad zalewem. Plaża jest oblegana i odpłatna, więc sobie ją odpuściliśmy, ale pyszne są tam lody włoskie z budki. Na ogrodzony teren wokół pałacu obowiązują bilety 15 zł, a do wewnątrz za 20 zł.

Bajkowy wygląd pałacu i ogrodu zawdzięczamy włoskiej rodzinie Ballestremów, która zarządzała kopalniami i hutami. Wojna zmusiła ich do ucieczki, a armia rosyjska zdewastowała wnętrza pałacu. W czasach PRL były tam biura, koszary i mieszkania. Czyli klasyka dziejów polskich pałaców… Od 1989 roku pałac jest w rękach Diecezji Gliwickiej, która go zrewitalizowała. Teraz pełni funkcję ośrodka edukacyjnego i sakralno-kulturalnego.

Pałac robi niesamowite wrażenie. Mieszane uczucia jednak mam, co do formy zwiedzania tego miejsca. Na olbrzymi metraż pałacu przypada jedynie kilka udostępnionych pokoi, bez przewodnika, z minimalistycznymi opisami i lektorem puszczonym z głośnika (trafia się na losowo wybrany fragment, bez związku z trasą zwiedzania). O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby zwiedzanie z audioprzewodnikiem. Takie trochę przegonienie turystów w kółko po piętrze i do do domu.

Przy wspomnianych lodach spotkaliśmy dwóch sympatycznych motocyklistów i za ich namową – wyskoczyliśmy jeszcze zobaczyć Zamek w Toszku.

W drodze powrotnej zawarliśmy też nową znajomość z motocyklową rodzinką, która jechała w tym samym kierunku. Pozdrawiamy! Czasami jest tak, że klimat wycieczki tworzą napotkani ludzie, a miejsce jest tylko jej dopełnieniem.