Sobota z Versysami

Dwa tygodnie temu miał się odbyć mały, prywatny zlot Versysów u Adama, na posesji pod Pleszewem. Jednak pogoda nie pozostawiła złudzeń, lało cały czas i nie przestawało, dlatego termin spotkania przesunięty został o tydzień. Czas mieliśmy tylko z sobotę, więc postanowiliśmy odwiedzić Sylwka i Iwonkę, a wieczór spędzić wspólnie u Adama z innymi właścicielami Versysów.

Był jeszcze plan na wycieczkę w południe do Lichenia, jednak już na starcie upadł. Pojechaliśmy zatankować i ruszyliśmy w trasę. Emil nie przejechał nawet kilometra, jak usłyszałam w intercomie: „Czekaj, mam awarię…”. Okazało się, że odpadła mu dźwignia zmiany biegów! Serio! Kiedyś miałam podobnie, ale motocykl miał ponad 10 lat, a ten to jak nówka.


Dźwignia została odnaleziona, ale śruba już nie, więc powoli na pierwszym biegu Emil wrócił do garażu. Z jednej strony to dobrze, że pod domem tak się stało. Emil dopasował inną śrubę, przyciął na wymiar i nawet dał nakrętkę. Mogliśmy jechać od nowa, choć na wycieczkę zabrakło już czasu – pojechaliśmy ze znajomymi już tylko na wypasiony obiad w Górskim Grill Barze. Serio wypasiony, bo ledwo zmieściłam ten placek po węgiersku i wstać było ciężko.

Ok. 17 zameldowaliśmy się u Adama, a że on mieszka tam, gdzie numer jest jeden, a tylko literki alfabetu dodają, to trafić nie było łatwo i na starcie google wysłało nas pod… cmentarz. Na miejscu napiliśmy się kawki, a jak się uzbierało 5 motocykli to pojechaliśmy na małą przejażdżkę po okolicy. Adam miał drona to robił z góry fajne fotki.

Zatrzymaliśmy się na stacji paliw Aramir (Czermin), a ja wypatrzyłam tam malutkiego, wychudzonego kotka. Boki miał zapadnięte, sierść zniszczoną, oczy zaropiałe – rany, serce zabolało! Pogłaskałam go, a on od razu się wtulił, na kolana wdrapał. Poleciałam szybko na stacje kupić mu coś do jedzenia, nie było żadnej karmy, to kupiłam hot-doga, a wzięłam tylko parówkę. Kotek rzucił się na nią, zanim jeszcze zdążyłam mu ją rozdrobnić. Myślałam o nim jeszcze potem, a kolejnego dnia napisałam do dwóch organizacji pomocy zwierzętom z tamtej okolicy, żeby spróbowały temu maluchowi pomóc. Bo serce do kochania ludzi ma wielkie, a życie jednak podłe.

Podczas wycieczki zjechaliśmy na chwilę na szutrową drogę. Ja oczywiście już zamarłam, bo staram się unikać „ruchomych piasków”. Początkowo droga była w miarę twarda, ale w jednym grząskim miejscu tyłem mi zarzuciło. Poprosiłam Emila, żeby mi zawrócił i to miejsce w drodze powrotnej przejechał. Mam prawą rękę sprawną w połowie i każda sytuacja, w której musiałabym się odruchowo na niej podeprzeć (np. przy upadku z małej prędkości), może mieć dla mnie tragiczne skutki. Dlatego unikam mniej przyczepnych od asfaltu miejsc.

Mieliśmy tą drogą przejechać dalej, ale szlaban był zamkniety. Wykorzystaliśmy jednak to miejsce do zrobienia kilku zdjęć pamiątkowych. Na pierwszym przystanku dołączył do nas 6-ty Versys, bliźniak mojego modelu. Miał fajną sprężynę progresywną, zamiast fabrycznej i to go obniżyło o kilka centymetrów. Muszę czegoś takiego poszukać, bo ponoć właściwości jezdne też się znacznie poprawiły.


Kot Adama ma swoje ulubione miejsce i jednocześnie punkt widokowy – w karmniku dla ptaków 😀 .

Na koniec podskoczyliśmy do sklepu po prowiant na ognisko, choć po tym wypasionym obiedzie to jadłam raczej symbolicznie. Spędziliśmy wieczór na sympatycznych rozmowach przy ognisku. Tematów oczywiście cała rzeka, Versysowe, podróżnicze, życiowe. Na noc pojechaliśmy do znajomych, bo z samego rana musieliśmy już wracać. Dziękujemy za gościnę i super klimat – już tęsknimy! Chętnie spędzimy jeszcze czas w tym towarzystwie i być może będzie taka okazja, już 11 lipca na wspólnej wycieczce.

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Majk, Wycieczki małe i duże | Otagowano | Dodaj komentarz

Majk o sobie

Hej, jestem Majk, choć czasem moja Pani woła na mnie Majki. Ponoć moje imię wywodzi się od jakiegoś zielonego potworka. Miałem 10 lat spokojnego życia u mojego, pierwszego właściciela, aż tu nagle wpadłem w kobiece ręce. Nie ukrywam – był to dla mnie lekki szok! Ponoć miała jakiś innych przede mną, ale i tak nie miałem pewności, czy ona jazdę motocyklem jakoś ogarnia?

Potem moje życie bardzo się zmieniło, nabrało niezłego tempa – okazało się, że jestem potrzebny co tydzień, a nawet więcej razy w tygodniu. A zamiast słodkiej drzemki w garażu, rumakujemy sobie to tu to tam, a jak redukuje i odkręca, to aż drżę z podniecenia. Ahooooj przygodo!

W sumie te baby też coś potrafią. Obserwuję jednak pewną słabość u mojej Pani, otóż ona kupuje mi więcej rzeczy, niż sama sobie! To lekko niepokojące i nie wiem, czy nie powinna iść na jakąś terapię?

Chociaż w sumie lubię te rzeczy, kolorowe, nowoczesne i dla mnie dedykowane. Byłem taki zwykły czarno-srebrny, a teraz jestem taki wycacany, tu jakiś bajer, tam jakiś bajer. A w planie jest wypasiony tłumik! Nie mogę się już doczekać, jak będzie gadać!

Jednak najbardziej to mi się podoba to, że ja się jej tak bardzo podobam! Ciacho jestem! Ciągle jakiś mądrala mówi, że nowszy model ładniejszy i lepszy. I wszystko przez to, że ja mam oczy tak, a tamte inaczej?

A ona mnie zawsze broni, mówi że ja jestem najładniejszy i mnie takiego zawsze pragnęła! Tworzymy zgrany duet i niech już zawsze tak będzie.

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Majk | Otagowano | Dodaj komentarz

Zamek w Mosznej i Pałac w Kopicach

W ubiegłą niedzielę postanowiliśmy wyskoczyć w opolskie. Jest tam mnóstwo zamków i pałaców, jednak postanowiłam po latach odwiedzić te dwa, które najbardziej lubię. Chciałam to zrobić w czasie kwitnięcia rododendronów, ale znowu się spóźniłam…

Na wycieczkę pojechałam z moją ulubioną, motocyklową rodzinką: Magdą, Andrzejem i Asią. Wycieczka nie była szybka, bo to Asi pierwszy motocykl 125 i pierwsze, możliwe uprawnienia. Początek zawsze jest dla mnie ciężki, ale po kilkunastu kilometrach przypominam sobie, że spokojna jazda motocyklem ma swoje zalety i potrafię od nowa się nią cieszyć. Szczególnie, że można po drodze więcej świata zobaczyć dookoła. Nie zakładam wtedy stoperów i też przez to nie ciągnie mnie do zwiększenia prędkości 🙂 . Opolskie drogi są całkiem przyjemne, a te mniej główne – nie były oblegane.

Pierwszym przystankiem był pałac w Kopicach, a raczej to, co z niego zostało. A imponująca to budowla. Jest ogrodzona i strzeżona, jednak teraz bardziej widoczna z brzegu jeziorka, bo drzewa i krzaki, które wcześniej wszystko zasłaniały – zostały wycięte. Historia zamku jest związana z życiem „śląskiego Kopciuszka”

Pojechaliśmy jeszcze do zamku w Mosznej, a na ten sam pomysł wpadły też tłumy rodaków i z godziny na godzinę zwiedząjących było coraz więcej. Na szczęście wnętrza większość z nas już zwiedzała, więc nastawiliśmy się tylko na spacer po parku.

Przekąsiliśmy coś, a tuż przed wyjazdem z Mosznej koło motocykli zatrzymała się na chwilę wycieczka konna. Konie przepiękne, ale ilość spożytego alkoholu u połowy jeźdźców nieco mnie przeraziła…

W połowie drogi powrotnej zatrzymaliśmy się na stacji paliw w Grodkowie. Stacja należy do firmy, która zajmuje się handlem maszynami i produktami rolniczymi, więc na jej terenie można było zobaczyć ciekawą ekspozycję kolorowych, zabytkowych ciągników.

Całą drogę straszyły nas czarne chmury, ale w drodze powrotnej już wyszło słońce. Tego dnia zrobiłam 320 kilometrów i świetnie spędziłam czas z przyjaciółmi. Uwielbiam takie niedziele.

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże, Zamki i pałace | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Co kryje się w motocyklowym kufrze blondynki? Może kot?

Zapraszam na mój kanał youtube, gdzie wrzuciłam właśnie nowy film. To pierwszy film na którym gadam, dużo gadam i gadam hahahah. Mam nadzieję, że to wytrzymacie. Tematem przewodnim jest mój motocyklowy kufer i jego zawartość. Ciągle mnie ktoś pyta, co ja tam wożę i dlaczego tyle, więc w tym filmie znajdziecie wszystkie odpowiedzi. Moje umiejętności robienia filmów są jeszcze zerowe, ale od czegoś trzeba zacząć…

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii O czym myśli blondynka? | Dodaj komentarz

Rocznica ślubu nad jeziorem Głębokim

Tak, to już rok, jak mam męża, a prawie pięć, od pierwszego z Emilem spotkania. Ślub mieliśmy skromny, ale taki wymarzony jednocześnie, bo połączyliśmy motocykle, przyjaciół i najbliższą rodzinę. Wybraliśmy Bolesławiec, a właściwie to ja to miejsce wypatrzyłam, bo spodobał mi się ten ryneczek od pierwszego wejrzenia. Tak było 1 czerwca 2019 roku:

Rok po tej uroczystości postanowiliśmy z motocyklową ekipą odwiedzić te same miejsca – rynek w Bolesławcu, restaurację Season, gdzie był obiad weselny oraz domek nad jeziorem Głębokim, gdzie było „wesele”. Niestety choroba zatrzymała w domu naszych świadków – byli z nami on-line, duchem i sercem.

Przywitaliśmy się z właścicielami restauracji, którzy nas rozpoznali i z okazji rocznicy zostaliśmy przez nich poczęstowani pysznym Prosecco z beczki. Zjedliśmy smaczny obiadek i ruszyliśmy w stronę jeziora.

Pogoda miała być deszczowa, ale bardziej w południowej Polsce, niż środkowej, więc zaryzykowaliśmy wyjazd motocyklami. To była super decyzja, bo żadna kropla nas nie zmoczyła, a wycieczka motocyklowa świetna przy okazji.

Sezon nad jeziorem jeszcze kiełkował, więc tłumów nie było, przyroda w rozkwicie i cudowny zachód słońca zaliczyliśmy. Była oczywiście imprezka, grill i nocne motocyklistów rozmowy. Fajnie tak poczuć wakacyjno-relaksacyjny klimat, oderwać się od codzienności, a w dodatku w świetnym gronie przyjaciół.

Powrotną trasę 180 km strzeliliśmy bez żadnej przerwy, myślę, że to zasługa podwyższenia kierownicy, które sobie zamontowałam. Zwykle potrzebowałam przerwy po 100 kilometrach, bo bolał mnie już operowany bark. Mam dziwną kolumnę kierownicy i wątpiłam, że uda się coś z tym zrobić. Jednak okazało się, że SW-Motech robi dedykowane do mojego modelu podwyższenie kierownicy.

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano | Dodaj komentarz

Zamkowo-pałacowy weekend

W obecnej sytuacji koronawirusowego szaleństwa na cele motocyklowych wycieczek trzeba wybierać ciekawe obiekty, do których wstęp nie jest biletowany (bo te są jeszcze zamknięte). Z pomocą przychodzą mi zwykle mapy google, gdzie wpisuje „zamek” czy „pałac” i klikam, żeby szukał w pobliżu. W jedną sobotę celem stały się ruiny zamku Bolczów, koło Janowic Wielkich. Muszę przyznać, że odwiedziłam już tyle zamków i ich ruin, że do końca nie wiedziałam, czy już tam byłam… Serio!

Wycieczka miała być na kilka motocykli, a wyszło jak zwykle… Na starcie pojawiłam się ja i kolega Marek z Versys Club Poland, którego wtedy właśnie poznałam. W połowie trasy dołączył do nas jeszcze Emil. Marek jeździ litrowym Versysem, ale na szczęście moje tempo jazdy mu odpowiadało, a mi odpowiadało to, że mam sympatyczne towarzystwo i mnóstwo tematów do przegadania.

Zatrzymaliśmy się na chwilę przy dworze obronnym w Piotrowicach Świdnickich, o który na szczęście ktoś zadbał i niedługo będzie możliwość jego zwiedzania. Powstaje tam Muzeum Techniki Rolniczej.

Trochę nas mapy google wyprowadziły w pole i jakoś okrężną drogą poprowadziły. Zatrzymaliśmy się na chwilę na szczycie wzniesienia z ładnym widokiem, a napotkane osoby zachęciły nas, żebyśmy pojechali kawałek drogą gruntową – bo tam jest lepszy widok. I faktycznie tak było, choć zdjęcia nie do końca to oddają. Wtedy też skorygowaliśmy drogę do celu.

Po zaparkowaniu poszliśmy w stronę zamku, do przejścia było jakoś 1,3 km, tyle że, pod górę! W ciuchach motocyklowych wspinanie się po kamieniach nie jest wcale takie proste, już nie wspomnę o swojej kondycji (a raczej jej braku), co skutkowało kilkoma pauzami na złapanie oddechu… Same ruiny są dla wszystkich otwarte, ciekawe są połączenia budowli z naturalnymi skałami oraz punkt widokowy. Jednak tam jeszcze nie byłam.

W niedzielę znowu udało się wyskoczyć na wycieczkę, tym razem pojechałam z moją zaprzyjaźnioną, motocyklową rodzinką: Magdą, Asią i Andrzejem. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu, więc pokręciliśmy się w okolicach Henrykowa. Na początek odwiedziliśmy mały pałacyk w Przewornie. Urokliwy jest i szkoda, że niszczeje coraz bardziej…

Kolejnym punktem wycieczki była wieża widokowa Gromnik i ruiny zamku obok. Na szczęście wspinanie się na miejsce docelowe było bardzo krótkie, szkoda tylko, że wejście na wieżę jest zamknięte.

Kolejnym punktem był zamek w Witostowicach, pięknie położony przy jeziorku. Niestety – okazało się, że zupełnie niedostępny i ogrodzony. Przy okazji przekonaliśmy się, że na Dolnym Śląsku istnieją jeszcze drogi maksymalnie zaniedbane, po których przejazd przypomina już tylko off-road!

Na koniec zostawiliśmy sobie spacerek po dziedzińcu Opactwa Cystersów w Henrykowie.

To był super weekend, pełen ciekawych miejsc, rozmów, śmiechu i motocyklowej pasji. Uwielbiam takie klimaty!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże, Zamki i pałace | Otagowano , , , , | Dodaj komentarz

Wycieczki przez Dolinę Baryczy

Częściej, niż zwykle, odwiedzamy ostatnio Dolinę Baryczy. Są tam świetne drogi, piękna przyroda, jeziora i kilka pałaców, które odwiedzić można bez biletu (te biletowane atrakcje są wciąż zamknięte). Obowiązkowo też zaliczamy wtedy rybkę U Bartka (niestety na wynos), którą można zjeść w cywilizowany sposób przy drewnianym stole dwa kilometry dalej, przy jeziorze.

Na jedną z wycieczek wybrałam się w kobiecym towarzystwie Asi i Magdy. Asia jeździ od niedawna motocyklem 125, ale świetnie sobie radzi także na dłuższych wycieczkach. Oczywiście nie szalejemy wtedy z prędkościami i nie wyprzedzamy za wiele, ale w sumie ma to swoje plusy, bo więcej jest czasu na podziwianie przyrody. Czasem tak się człowiek skupia na jeździe i tempie, że niewiele po drodze widzi, a przyroda w pełnym rozkwicie.

Przejechałyśmy znaną dróżką między jeziorami i odwiedziłyśmy pałac w Starym Sielcu, który jest niedokończoną budową rodziny Czartoryskich. Stoi już tak w stanie surowym 100 lat, ma mnóstwo pomieszczeń i swój niepowtarzalny urok. Dookoła mały lasek i jezioro – bajkowo!

W ubiegłą sobotę znów wyskoczyliśmy na rybkę, a tym razem towarzyszyły mi dwa bliźniaki, zielone Versys’y nowej generacji Emila oraz Sylwka i Iwonki. Było mnóstwo śmiechu i pochwalę się, że była też moja pierwsza parkingówka Versysem! Ciężki jest skubany, jak już chce upadać… Klasyka gatunku, czyli zbyt mało gazu przy skręconej kierownicy i na szutrowej nawierzchni. Na szczęście miał go kto podnosić haha, a gmole i składane klamki gwarantują, że nic się przy wywrotce nie łamie.

Odwiedziliśmy razem ruiny Pałacu w Goszczu:

A także Pałacyk w Mojej Woli:

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Wycieczki małe i duże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

Małe wycieczki i nowy film

Ostatnio nie robię dużych wypadów, bo po pierwsze noclegi zamknięte, a po drugie zamknięte są też wszystkie atrakcje do zwiedzania. Trzeba się nieco wysilić i szukać fajnych miejsc, które można zobaczyć bez biletu lub dobrych tras. Pogoda dopisuje, roślinność w pełnym rozkwicie i optymistyczny kolor rzepaku powala, więc warto pokręcić się na motocyklu, nawet bez celu.

Raz z Emilem wybraliśmy się pod klasztor w Lubiążu. Chciałam zrobić mały filmik z jego przeróbek w Versysie. Umieściłam tam też zrzuty z cenami tych bajerów na AliExpress. Podobny film zrobię o swoim motocyklu, ale dopiero jak mi przyjdzie dodatkowy błotnik, pokrowiec na kanapę i inne rzeczy. Zobaczcie jak to wyszło:

Co do jazdy wersją 2018, a moją 2010 – to przepaść! Pozycja na moto 2018 jest skrojona pod motocyklistę. Nieco niższy jest, kierownica bliżej, wygoda mega! Dobrze wyważony, lżejszy (w odczuciu), kompaktowy, lepiej od mojego się składa w zakręty. Uśmiech od ucha do ucha podczas jazdy! Jednak, gdybym miała budżet na tą wersję, to kupiłabym coś z konkurencji (małą Tenere albo mały V-Strom). Dlaczego? Bo turystyk ma wyglądać, jak turystyk, a nie ścigacz 😁 Takie moje zdanie. Nie jest to moja bajka, jeżeli chodzi o wygląd.

Testuję też ostatnio kilka rzeczy. Zaczęłam jeździć z pancernym telefonem Ulefone na aplikacjach z mapami, zamiast nawigacji. Żeby mieć internet bez abonamentów comiesięcznych – zastosowałam kartę Aero2. Wolę korzystać z aplikacji, a nie nawigacji. Są łatwiejsze w obsłudze, w czasie rzeczywistym mogą pokazywać problemy na drodze lub kontrole, a ich przejrzysty wygląd bardziej mi odpowiada. W połączeniu z wodoodpornym telefonem i Aero2 powinno być idealnie. Pierwsze jazdy to potwierdzają.

Nałożyłam też warstwę ceramiczną z Chin na lakier i elementy z tworzywa. Aplikacja jest super łatwa, nie trzeba ostro polerować, a efekt mnie zaskoczył! Super połysk, elementy z tworzywa odzyskały moc czerni i satynowy połysk, no i teraz dużo łatwiej jest zmyć owady z motocykla, szyby, owiewek. Całość kosztowała mnie 40 zł za 2 buteleczki, a zużyłam 1/4 jednej dopiero. Zobaczymy, na ile ta warstwa jest trwała.

p.s. Nowe paski też mam na felgach.

Mam małą sesję z Lubiąża:

A na innej przejażdżce zaliczyłam też rzepakową sesję:

I spotkałam King Konga haha:

Oraz czołg:

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Majk, Wycieczki małe i duże | Otagowano , , | Dodaj komentarz

20-go kwietnia zakwitnie motocyklowa rekreacja

Doczekaliśmy się daty, kiedy można się bujać motocyklem bez celu, a nie tylko do pracy, lekarza, sklepu i apteki. Są tacy, co dopiero teraz rozpoczną sezon, ale też i tacy, którzy jeździli cały czas. Ja sezon zaczęłam 1 lutego, więc ograniczenie jazdy motocyklem na chwilę, nie sprawiło mi większej krzywdy na psychice 😀 .

Te pierwsze wycieczki i tak nie będą takie same. Nie można się zbytnio integrować grupowo, miejsca do zwiedzania są zamknięte i nawet na głupią kawę wyskoczyć można jedynie na stację paliw.

Ostatnią, dłuższą wycieczkę robiłam z Witkiem, który ma w głowie chyba wszystkie drogi w okolicy i zawsze coś fajnego wynajdzie. To był 8 marca, więc kobiecą, czerwoną spódnicę na motocykl ubrałam! Potrzebowałam takiej odskoczni na chwilę, bo przyszło nam się zmierzyć ze śmiercią bliskiego członka rodziny…

To siedzenie w domu, a raczej w garażu wyszło też na plus. Garaż doczekał się solidnej podłogi, zamiast kruszącego się betonu:

A z nudów obrazki sobie robiłam:

I przyjechał też deflektor z Chin. Jak zobaczyłam, ile ma części, to od razu oddałam Emilowi do poskładania – faceci mają większy do tego talent. Sam deflektor jest porządny, ma regulacje 4-punktową, kosztował ok. 60 zł. Jednak w jeździe, póki co, mi się nie sprawdził.

Działa dobrze (chodziło o takie podwyższenie strugi powietrza, żeby mi się szybka w kasku nie otwierała sama), tylko że gwiżdże powyżej 70 km/h. Kombinowałam już z wysokością i kątami pochylenia, a gwiżdże cały czas. Spróbuje jeszcze dać go maksymalnie do góry.

 

 

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Majk | Dodaj komentarz

Mój pierwszy filmik!

Jaram się 😁 W niedzielę dużo rzeczy robiłam pierwszy raz.

Pierwszy raz kręciłam jakiekolwiek ujęcia, pierwszy raz używałam gimbala (nadal nie kumam o co mu chodzi czasami 😂, jakieś tryby ma i świruje) i pierwszy raz montowałam to wszystko w klip.  Ujdzie? 😎

Telefon Huawei P20
Gimbal FeiyuTech Vlog Pocket
inShot na telefonie do montażu

Obraz jest w kwadracie, bo mieszałam poziom z pionem i potem trzeba było to jakoś naprawić hahaha

Jak znacie się na tym lepiej, niż ja – to dajcie znać w komentarzach, co mogłam zrobić lepiej. Czas poświęcony na całość to ok 1,5 godziny (godzina na składanie + pół godziny kręcenia w terenie).

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Majk, O czym myśli blondynka? | Dodaj komentarz

Grzana kanapa w motocyklu

Grzaną kanapę w moim motocyklu założył Emil. To była niespodzianka (bo ja zmarzluch jestem straszny), więc nie mam żadnych zdjęć z montażu. Ale opowiem Wam po kolei…

Emil kupił u chińczyka takie plachty grzejące do montażu w samochodzie (dam link w komentarzach). Następnie ściągnął obicie, przykleił matę (klejem w sprayu) i założył je z powrotem. Mata miała wszystkie przewody i przycisk uruchamiający. Emil dokupił osłonkę wodoodporną i wyciął otwór na przycisk. Żeby kanapa działała silnik musi być uruchomiony (jest podpięta na przekaźnik przy lampie) i kanapę trzeba połączyć z motocyklem dwoma wtyczkami.

Teraz w praktyce. Grzeje konkretnie na 2-gim stopniu (czerwona dioda). Przy 10 stopniach grzałam chwilę na 2-jce, żeby zejść na podtrzymanie na 1-nce (zielona dioda). Samo grzanie na 1-nce jakoś nie jest zbytnio odczuwalne, a znowu ciągła 2-jka tym ciepłem mnie dekoncentrowała. Ciepło przyjemnie rozchodzi się po ciele i biorąc pod uwagę, że jeżdżę, tak od 7 stopni wzwyż to z pewnością się przyda.

P. S. Trochę widać te przewody pod obiciem, ale już do mnie leci, taka siatka 3D na siedzenie.

Zamontowałam jeszcze takie chińskie uchwyty pod lusterka. Z jednej strony będzie telefon z nawigacją, a z drugiej kamerka. Fajne jest to, że pod spodem są takie ząbki, które pozwalają na zmianę kierunku tej „pałki”, bez konieczności rozkręcania lusterka.

Są lekkie wibracje od kierownicy, ale korzystania z nawigacji to nie utrudnia, innym razem sprawdzę jaki ma wpływ na obraz z kamerki (SJ6 Legend, która ma jakąś stabilizację).

Sam uchwyt telefonu (ten czerwony) niby spoko, ale bez tej gumy uchwytowej nie zaryzykuję, bo nie mam zaufania, że telefon się utrzyma.

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii Majk | Otagowano , | Dodaj komentarz

Strach przed jazdą motocyklem

Najczęściej słyszane przeze mnie pytanie, od przypadkowo napotkanych osób, to wciąż: „Czy Pani się nie boi jeździć motocyklem?”. Tak się czasem zastanawiam, co autor/ka tego pytania ma na myśli? Myślę, że zwykle chodzi o (pewną ich zdaniem) śmierć lub kalectwo w wyniku wypadku na drodze. No, chyba że pytają, czy się nie boję „nieokiełznanej” mocy swego motocykla? 🙂

Każdy się czegoś boi, każdego dnia mamy te bojaźliwe myśli. Zwykle dotyczą przyszłości naszej, czy osób nam bliskich, zdrowia, pracy albo dobytku, a pewnie i motocykla. Przemykają przez głowę mniej lub bardziej zauważone. Strach o małym natężeniu nas chroni, a o dużym blokuje. Żaden strach nie blokuje mnie tak, żebym nie jeździła motocyklem.

Jednak boję się jechać motocyklem wtedy, jak jakiś kretyn w samochodzie wyprzedza, mimo że jadę z przeciwnej strony. Boję się, jak jadę nocą ruchliwą, europejską autostradą, a deszcz leje taki, że motocykl tańczy mi na lewo i prawo. Boję się, jak wiatr ściąga mnie na przeciwny pas, albo wciąga pod ciężarówkę. To jest strach, który chroni, uruchamia „procedury awaryjne” w głowie i odruchy, które pozwolą mi (lub nie) na wyjście z opresji.

Nigdy nie rozumiałam, dlaczego motocykl miałby być, tak wielkim źródłem śmierci lub kalectwa. Owszem znam osoby, które uległy wypadkowi, ale znam też takie, które szczęśliwie pokonują tysiące kilometrów, latami… Czy jazda samochodem nie jest równie niebezpieczna? A jakoś nikt się nikogo o strach w jego prowadzeniu nie pyta. Czy choroba nabyta, genetyczna, nieuleczalna itp. się do śmierci lub kalectwa nie może przyczynić? Czy wypadek w domu, pracy, na chodniku, w sklepie – nie może nas pozbawić życia i zdrowia? Strach przed jazdą motocyklem jest strachem przed życiem. Po prostu.

Dla mnie motocykl nie jest źródłem strachu, jest źródłem: pozytywnych emocji, pewności siebie, relaksu, pogody ducha i wewnętrznej siły. Poczuciem bycia we właściwym miejscu (tu i teraz, bez tego, co wczoraj i jutro). A jeżeli kiedyś mnie zabraknie i akurat stanie się to na motocyklu, to będzie znaczyło tylko tyle, że moja droga życia dobiegła końca. Bo każdy ma swój koniec i ominąć się tego nie da… Najważniejsze, że byłam, z tym swoim motocyklem, szczęśliwa i było to widać każdego dnia!

Facebook Comments
Zaszufladkowano do kategorii O czym myśli blondynka? | Dodaj komentarz