Festiwal Podróżni

W sobotę razem z Magdą odwiedziłyśmy Festiwal Podróżni, który odbywał się na forcie w Srebrnej Górze. Ostatnio dość popularne są takie prelekcje z podróżnikami, gdzie jest okazja przekonać się, że świat nie jest taki straszny, jak go malują i dowiedzieć, jak zacząć swoją przygodę z podróżowaniem. O dziwo, na tym festiwalu tłumów nie było. Miejsce, organizacja, nagłośnienie, wizja – wszystko zagrało, ale z jakiegoś powodu zabrakło tam tłumów słuchaczy.

IMG_20150530_125622Ale od początku… Zaparkowałyśmy na parkingu (już to, że był prawie pusty – dało do myślenia) i poszłyśmy na fort, tyle, że na lewo a nie na prawo i po osiągnięciu jego murów okazało się, że to nie ten fort! Uśmiałyśmy się, a po powrocie do asfaltu miny nam zrzedły, bo fort właściwy (na prawo) był dwa razy wyżej w lesie. Z odsieczą ruszyła nam kolejka zbudowana z ciągnika i dwóch przyczep – za 5 zł miałyśmy gwarantowany wjazd na górę i powrót (przepastne widoki po bokach drogi – gratis).

IMG_20150530_134753Zależało nam, by posłuchać jak o swojej podróży opowiada Szymon Springer, który razem z Erykiem Krasnym pokonali ponad 30 tysięcy kilometrów, przejechali przez 15 państw, a ich celem była Australia. Opowieść była bardzo fajna, pełna sympatycznych relacji z ludźmi rożnych krajów, a motocykliści byli bardzo wytrwali i zaparci w dążeniu do celu, choć wielokrotnie do komfortu brakowało im bardzo wiele. Do kraju wrócił już tylko Szymon, bo Eryk zakochał się w Australii i tam został.

IMG_20150530_153105Pogoda była nieokreślona, raz słońce, raz deszcz, ale na szczęście było się gdzie przed nim schować. Magda przywiozła ciasto i sympatycznie spędziłyśmy czas. Potem przyszedł po nas żołnierz pruski (foto) i oprowadził po twierdzy. Nadal uważam, że przewodnik wycieczek to bardzo trudny zawód i monotonne klepanie z pamięci, wyłącza czasem słuchających (zabrakło tej charyzmy przewodnika z Henrykowa, który śmiał się szczerze z dowcipów, po raz setny opowiadanych).

IMG_20150530_160820Ożywienie wprowadzały ciekawe obyczajowo historie o rozwiązłości, kastrowaniu, czy takim osiołku (foto), na którym odbywało się wymyślną torturę wielogodzinnego siedzenia. Po czym przewodnik wziął na środek, może 12-letnią dziewczynkę, żeby na jej przykładzie pokazać, jak kat obcinał głowę! Mam nadzieję, że była tak podjarana tym wystąpieniem, że nie zarejestrowała szczegółów tego opowiadania… A kat z racji doskonałej znajomości anatomii był ponoć też świetnym lekarzem, a nawet ginekologiem 😉 .Potem z tematów „traumatycznych” było jeszcze o chirurgach i szczegółach amputacji bez znieczulenia. Wrażliwym – nie polecam 😉 . Ciekawe były to czasy, bez wątpienia!

Mieliśmy też okazję zobaczyć, jak się strzelało wtedy z broni – pan załadował proch, ale bez kulki, więc przeżyliśmy 😉 . Potem już samodzielnie pochodziłyśmy po forcie, a widoki z niego są przepiękne:

Byłyśmy jeszcze obejrzeć wystawę zdjęć i w sali filmowej, gdzie ku naszej radości, też film motocyklowy puścili. Potem na kawałek innej opowieści podróżniczej i już trzeba było lecieć „na pociąg”. Na koniec dostałyśmy ochrzan od pana z parkingu za to, że wróciłyśmy o 18, a on od godziny mógł być w domu… Dość dziwne, że w czasie festiwalu (i w weekend) parking czynny do 17, ani nikt nas o tym wcześniej nie poinformował.

Podobne wpisy

  • ||

    Męskie motórzenie i kobieca fura

    Podczas ostatniego weekendu postanowiliśmy dokończyć zwiedzanie Skalnego Miasta Adrspach i obejrzeć wyścig motocyklowy po ulicach miasta Horice. Nasze plany zawisły na moment w powietrzu, jak się okazało, że mam niesprawny motocykl… Jednak zaraz w naszych głowach zaczęły powstawać plany awaryjne, mniej lub bardziej hardcorowe (np. 5 osób w aucie, albo 5 osób na 3 motocyklach)…

  • American Cars Mania w Milczu

    W sobotę po pracy postanowiłam z Emilem zobaczyć amerykańskie pojazdy na American Cars Manii w Miliczu. Upał był nieznośny! Niestety, żeby wyjechać do Milicza musieliśmy najpierw przebrnąć przez cały Wrocław. Może nie było dużego ruchu, ale nawet krótkie stanie na światłach w ciemnych ciuchach, gorącym słońcu z góry i jeszcze większym gorącu uderzającym z asfaltu…

  • Takie tam…

    Ostatnio miałam śmieszną sytuację, gonił mnie rowerzysta! Tak, tak rowerzysta, jakiś taki bardziej zawodowy, ale nadal na rowerze ;-). Wjeżdżam sobie na miejscowość i zwalniam tak do 50 km/h, jadę i nagle widzę czerwoną plamę w lusterku – patrzę, a tu rowerzysta. No jedzie sobie, nic dziwnego. No ale patrzę na licznik i na niego,…

  • Dziabąg o sobie

    Hejka 🙂 Jestem Dziabąg, następca Pomidora. Widziałem, jak mój poprzednik pakuje się na busa i odjeżdża na remont, więc wtedy zacząłem się nieco martwić o swoją przyszłość… Nie mogłem uwierzyć, że po latach udanej współpracy z facetami – będzie mnie teraz dosiadać blondynka! Pierwszego minusa załapała, jak chciała mi dać na imię Brzydal! Co ona…

  • Czary-mary ;-)

    Jak już wspominałam, szansy na zmianę motocykla na ten moment nie widzę, wykonałam więc małe czary-mary ;-). Przechodząc koło wrocławskiego rynku poszłam odwiedzić Wentyla – wrocławskiego krasnala na motocyklu. Potarłam jego manetkę i poszłam wysłać totka na chybił trafił! Myślicie, że to pomoże?? 😉 Update: coś sknociłam przy tym czarowaniu, znowu tylko 1 cyfrę trafiłam…

  • |||

    Urlop w Dolomitach. Dzień 5. Lago di Braies

    Kolejnego dnia urlopu okienko pogodowe było tylko do godz. 11, więc wyskoczyliśmy szybko na „najpiękniejsze jezioro Dolomitów”. Faktycznie, trzeba przyznać, że panorama na Lago di Braies robi wrażenie i to z każdej strony! Sprzyja to niestety turystyce „instagramowej”, na każdym kroku wpada się na sesje fotograficzne „jakiś gwiazd” na tle jeziora. Im dalej od głównego…