Strach przed jazdą motocyklem

Najczęściej słyszane przeze mnie pytanie, od przypadkowo napotkanych osób, to wciąż: „Czy Pani się nie boi jeździć motocyklem?”. Tak się czasem zastanawiam, co autor/ka tego pytania ma na myśli? Myślę, że zwykle chodzi o (pewną ich zdaniem) śmierć lub kalectwo w wyniku wypadku na drodze. No, chyba że pytają, czy się nie boję „nieokiełznanej” mocy swego motocykla? 🙂

Każdy się czegoś boi, każdego dnia mamy te bojaźliwe myśli. Zwykle dotyczą przyszłości naszej, czy osób nam bliskich, zdrowia, pracy albo dobytku, a pewnie i motocykla. Przemykają przez głowę mniej lub bardziej zauważone. Strach o małym natężeniu nas chroni, a o dużym blokuje. Żaden strach nie blokuje mnie tak, żebym nie jeździła motocyklem.

Jednak boję się jechać motocyklem wtedy, jak jakiś kretyn w samochodzie wyprzedza, mimo że jadę z przeciwnej strony. Boję się, jak jadę nocą ruchliwą, europejską autostradą, a deszcz leje taki, że motocykl tańczy mi na lewo i prawo. Boję się, jak wiatr ściąga mnie na przeciwny pas, albo wciąga pod ciężarówkę. To jest strach, który chroni, uruchamia „procedury awaryjne” w głowie i odruchy, które pozwolą mi (lub nie) na wyjście z opresji.

Nigdy nie rozumiałam, dlaczego motocykl miałby być, tak wielkim źródłem śmierci lub kalectwa. Owszem znam osoby, które uległy wypadkowi, ale znam też takie, które szczęśliwie pokonują tysiące kilometrów, latami… Czy jazda samochodem nie jest równie niebezpieczna? A jakoś nikt się nikogo o strach w jego prowadzeniu nie pyta. Czy choroba nabyta, genetyczna, nieuleczalna itp. się do śmierci lub kalectwa nie może przyczynić? Czy wypadek w domu, pracy, na chodniku, w sklepie – nie może nas pozbawić życia i zdrowia? Strach przed jazdą motocyklem jest strachem przed życiem. Po prostu.

Dla mnie motocykl nie jest źródłem strachu, jest źródłem: pozytywnych emocji, pewności siebie, relaksu, pogody ducha i wewnętrznej siły. Poczuciem bycia we właściwym miejscu (tu i teraz, bez tego, co wczoraj i jutro). A jeżeli kiedyś mnie zabraknie i akurat stanie się to na motocyklu, to będzie znaczyło tylko tyle, że moja droga życia dobiegła końca. Bo każdy ma swój koniec i ominąć się tego nie da… Najważniejsze, że byłam, z tym swoim motocyklem, szczęśliwa i było to widać każdego dnia!

Podobne wpisy

  • Do podróżowania trzeba odwagi

    Wczoraj uczestniczyłam w „spotkaniu z górami”, a gościem był Mieczysław „Hajer” Bieniek. Może jego podróżowanie (pieszo, stopem, rowerem) nie jest motocyklowe, ale chciałabym o nim opowiedzieć, bo w pewnym sensie stał się moją inspiracją. Stanął przed nami Ślązak w wieku mojego taty. Z pozoru zwyczajny człowiek, którego życie zmieniło się w przygodę – po górniczym…

  • Kobieca nadinterpretacja

    Motocyklowy dowcip dnia: Jej pamiętnik: „Dziś mój mąż zachowywał się bardzo dziwnie. Zaplanowaliśmy wieczorem wyjście do restauracji na kolację. Poszłam z koleżankami połazić po sklepach i trochę się spóźniłam. Przypuszczam, że zauważył moje spóźnienie, ale nic nie powiedział. Rozmowa nie kleiła się. Zaproponowałam, byśmy poszli do jakiejś zacisznej knajpki, w której moglibyśmy spokojnie porozmawiać. Zgodził…

  • Złota ta jesień (update)

    Tydzień temu śmigałam po zielonym lesie, a już jest złocisto-czerwony. Jeszcze moment i będzie szaro-buro. A potem już tylko białość… Nowy termin operacji mam na 29 października i mam nadzieję, że będzie bardziej prawdopodobny niż ten ostatni. Pięknie się złocą te kolorowe liście w słońcu, pobocza już całe są nimi przykryte – pewnie będzie z…

  • Dawid i Goliat

    Dziś miałam przygodę z…tirem ;-). Jechałam sobie jak przystało – grzecznie przez miejscowość, a za mną (grzecznie jak przystało) tirek. Taki duży i czerwony. Wyjeżdżamy z ograniczenia prędkości, to się bujam coraz szybciej, tirek trzyma za mną tempo. I było by wszystko OK, gdyby tirkowi nie włączyła się nagła potrzeba wyprzedzenia mnie. No i patrze…

  • Mój pierwszy deszcz w trasie

    Niby wiedziałam, że wcześniej czy później to się zdarzy, ale czy byłam na deszcz przygotowana? Hmm nie do końca ;-). Wczoraj wieczorem wyruszyłam na Kotlinę Kłodzką do domu, pogoda była OK. Dopiero w okolicach Strzelina totalnie pociemniało. Zadzwoniłam szybko do domu – u nich nie padało, więc byłam dobrej myśli, ale tylko przez chwilę ;-)….

  • Chora ja, chory i on…

    Na tropie nowego kasku, błądzę gdzieś, trochę na manowce 😉 Nie mam kasy na Nolana N44, to sobie zaczęłam szukać jakiejś alternatywy. Jest podobny kask LS2, ale robią tylko czarne i czarne mat. Znalazłam z linii Nolana tańszy odpowiednik N43, czyli Grex J2 i strasznie się na niego napaliłam. Na szczęście był we Wrocławiu, więc…