Park Wrocławski w Lubinie

Szukałam planu na niedaleką, niedzielną przejażdżkę motocyklową i padło na Park Wrocławski w Lubinie. Atrakcja to darmowa i imponująca, bo łączy mini zoo z ptaszarnią i parkiem dinozaurów. Spacer parkiem jest bardzo przyjemny, choć przyznam szczerze, że ptaki w osiatkowanych boksach to dla mnie zawsze dołujący widok. Pozytywnym zaskoczeniem były pawie, których część była za siatką, a część chodziła sobie luzem między ludźmi. Niektóre zwierzęta w mini zoo także miały mało przestrzeni, ale wyglądały na zadbane i już przyzwyczajone do tych ludzi nimi zainteresowanymi.

Prehistoryczne zwierzaki 1:1 są imponujące i jakościowo całkiem dobrze wykonane. Przy każdym jest tablica informacyjna. Niezła gratka dla wielbicieli dinozaurów.

Kolejnego weekendu wyskoczyłam na Rajd Strzeliński, tak z sentymentu do mojej pasji sprzed lat. Muszę przyznać, że lista zgłoszeń była imponująca i rajdy niższej rangi się w naszym kraju świetnie rozwijają. Fotek nie mam zbyt wiele, bo telefon z większej odległości nic sensownego nie złapie. Fajnie było posłuchać tych ryczących silników, poczuć te okołorajdowe zapachy, jak i spotkać po latach kilku znajomych kierowców.

A w międzyczasie nasz przyjaciel Andrzej Turczyn strzelił nam kilka zabawnych fotek z naszym SeeBlue.

Triumph Dziewczyn!

Tak się fajnie złożyło, że po tygodniu od Międzynarodowego Dnia Motocyklistki dostałam zaproszenie na kobiecy wyjazd, organizowany przez Triumph Wrocław. Namówiłam koleżanki i spotkałyśmy się w sobotnie popołudnie pod salonem. Przywitała nas Ola z mężem Markiem, którzy ten salon prowadzą od kilku miesięcy. Mogliśmy liczyć na oprowadzenie (obok jest salon UNIKAT), ciekawe rozmowy, kawkę i słodkości. A koleżanka Asia napaliła się nawet na jeden model i trzymamy kciuki, że dostanie na niego leasing (UPDATE: UDAŁO SIĘ!!!).

Na wycieczkę można było wyjechać testówką, ale akurat nic turystycznego wolnego nie było, a przy mojej historii zdrowotnej, na innym modelu ryzykować dłuższej jazdy nie mogę. Wycieczka obejmowała trasę ok. 200 kilometrową, którą poprowadziła Magda „Rocket Queen”. Dziewczyny w czołówce jechały na: turystycznym Triumph Tiger 900, niepozornym Tridencie i spektakularnym Rocket (ja bym się go bała haha).

Jechałam raczej na końcu i muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem, jak dziewczyny trzymają szyk. Jak ładnie, synchronicznie wyprzedzają i uważają na siebie wzajemnie. Jeżdżę z rożnymi grupami i często jest jakiś „czynnik chaosu”, a tutaj było tak, jakbyśmy jeździły ze sobą od zawsze. Mega!

Magda poprowadziła nas malowniczymi drogami Doliny Baryczy, a potem zatrzymałyśmy się na pogaduchy oraz kawkę i serniczek (na które zapraszał Triumph). W drodze powrotnej stopniowo odłączałyśmy się od grupy, każda w stronę domu. To był super dzień, bardzo optymistyczny i energetyczny. Po prostu Triumph Dziewczyn!

Międzynarodowy Dzień Motocyklistki 2022

W tym roku Międzynarodowy Dzień Motocyklistki był 7 maja, oczywiście w sobotę. Do jego organizacji zmotywowałam się „na ostatnią chwilę”, jak zobaczyłam, że w okolicy nic ciekawego nie ma. Zainspirował mnie zamek, który wyskoczył mi gdzieś na Facebook’u i okazało się, że jest położony pod Głogowem. Kolejnego dnia zadzwoniłam do Zamku Czerna i porozmawiałam o możliwości odwiedzenia go grupą. Sympatyczna właścicielka od razu się zgodziła, ale pod warunkiem, że to będą godziny poranne (później mieli tam urodziny i komunie).

Problematyczne okazało się zebranie kobiecej grupy, bo niby mam sporo koleżanek-motocyklistek, ale tak w ostatniej chwili i w okresie komunijnym, większość z nich miała inne plany na sobotę. Ostatecznie zdecydowaliśmy, że zrobimy grupę mieszaną damsko-męską i o 8.30 rano wysuszyliśmy ze Środy Śl. Trasa przebiegła spokojnie, duże znaczenie ma tu połączenie intercomem – ja prowadziłam, a Emil monitorował tyły i gdy tylko się coś działo, to mi meldował, żeby zwolnić lub się zatrzymać.

Na miejscu dołączyły do nas jeszcze dwie, miejscowe motocyklistki. Powitała nas prof. Krystyna Iwanicka, która kilkanaście lat temu nabyła zamek w drodze licytacji, a następnie włożyła w niego (i nadal wkłada) dużo pracy, serca i pieniędzy. Duże wrażenie robi wiedza i dociekliwość p. Krystyny w temacie tego obiektu oraz odbudowanie go w taki sposób, by zachować ten historyczny klimat.

O dawnej świetności świadczy piękny portal wejściowy, niezwykłe piece kaflowe i artystyczne sklepienia. O tym, że p. Krystyna świetnie zarządza tym miejscem świadczy cała reszta wystroju i mnóstwo zgromadzonych tam, ciekawych i pasujących do siebie rzeczy. To miejsce ma niesamowity klimat, a opowieści właścicielki są bardzo interesujące.

Po zwiedzaniu zamówiliśmy poczęstunek. Napiliśmy się kawy z porcelanowych filiżanek i zjedliśmy pyszny serniczek. A do tego mała sesja, bo w końcu to nasze święto!

Potem się rozdzieliliśmy i w kilka motocykli wyskoczyliśmy na Marinę w Głogowie, gdzie dojechała jeszcze jedna motocyklistka – Kamila. Sympatycznie sobie pogadaliśmy i zjedliśmy pizzę, przygotowaną przez włoskiego kucharza. Kamila wykierowała nas z miasta w kierunku domu, choć nie obyło się bez małych perypetii, jak utknęliśmy na rondzie w korku (bo przed nami spotkała się ciężarówka z autobusem). Podsumowując – dzień był bardzo udany, atrakcje miały być tylko rano, a tak jakoś do domu dojechałam wieczorem…