W wieży jak księżniczka

Od kilku lat fascynują mnie wieże, szczególnie przerobione na miejsca do mieszkania. Najwięcej ich jest w okolicy stacji kolejowych, ale zdarzają się takie ciśnieniowe, wolnostojące. Trzeba trochę pokombinować, żeby wpasować tam meble, ale uwielbiam oglądać efekty zagospodarowania tej okrągłej przestrzeni.

Ucieszyłam się, gdy się okazało, że taki apartament w wieży jest do wynajęcia w Wałczu. Było to dość kosztowne na 2 osoby, ale miejsc do spania było więcej, więc zabraliśmy ze sobą znajomych. Mieliśmy sporo kilometrów do celu, ale droga fajnie przeleciała i popołudniu wszyscy się spotkaliśmy na pizzy w Wałczu. Dookoła były ładne jeziora, choć atrakcyjnych miejsc do zwiedzania w okolicy zbyt wiele nie było.

Po wejściu do wieży wszyscy powiedzieli „wow”. Był tam super klimat – ściany z cegły, proste meble, wygodne łóżka i różne „smaczki” w postaci dodatków. Okazało się, że mamy te niskie piętra wieży, a jeden poziom z łóżkami jest nawet niżej poziomu ziemi. Jednak nie było tam czuć zimna i wilgoci – to pomieszczenie było także z pomysłem zagospodarowane. Apartament miał 2 łazienki, jedną z prysznicem, a drugą z wanną.

Apartament miał kuchnię, więc na początek część ekipy wyskoczyła na zakupy kolacyjno-śniadaniowo-imprezowe. Pogoda dopisała, więc poszliśmy jeszcze na wieczorny spacer nad pobliskie jezioro. Po wieczornej imprezce położyliśmy się spać i na szczęście żadna „Biała Dama” nas nie straszyła.

Rano po wspólnym śniadanku ruszyliśmy w drogę powrotną i zatrzymaliśmy się jeszcze przy starych pociągach w Wolsztynie.

Amerykańce razy dwa

Tak się jakoś złożyło, że przez dwa weekendy w okolicy były imprezy związane z amerykańską motoryzacją. Ma ona swój klimat i dźwięk! Lubię czasem pooglądać takie perełki, szczególnie, że w wieku nastoletnim zakochana byłam w… Corvette. Najpierw pojechaliśmy na wrocławski stadion, gdzie była American Cars Mania:

Potem pojechałam z Asią, Dawidem i jego tatą na małą przejażdżkę. Asia właśnie wjeżdża się w nowy, większy motocykl na A2 – Kawasaki Er6-f. Wyskoczyliśmy do Krotoszyna, gdzie na rynku był Kroto Amcar Spot. Samochodów było bardzo dużo i ledwo się na tym rynku „upakowały”:

Jadąc na spotkanie z ekipą zauważyłam, że dużo motocykli jedzie w jedno miejsce i przypomniałam sobie, że równolegle jest jeszcze Moto Piknik w Czeszowie. Odwiedziliśmy to miejsce wracając. Motocykli było dwa razy tyle, co widziałam tam kilka lat temu. Organizator się chyba tego nie spodziewał, bo zaplecze do siedzenia i jedzenia było bardzo słabe. Nie zdecydowaliśmy się zostać, polecieliśmy dalej…

Kamizelka chłodząca na motocykl Hyperkewl

Pytaliście o skuteczność kamizelek chłodzących, więc odpowiadam 😉. My mieliśmy te dwa modele ze zdjęć, zakupione na allegro po 150 zł/szt. Użyty materiał Hyperkewl (ten grubszy z przeszyciami) jest połączony z przewiewną siateczką. Siateczką wysycha dość szybko, a Hyperkewl kilkanaście godzin, dlatego drugi model ma większą powierzchnię chłodzącą.

Kamizelki kupiliśmy na upały w Rumunii, do ubrania pod meshowe kurtki. Udało się jednak, że pogodę mieliśmy idealną, ok 25-30 stopni i tylko dwa razy zdecydowałam się z niej skorzystać. Kamizelkę moczy się na chwilę w zimnej wodzie i wyciska jej nadmiar (bez wykręcania!). Ubiera się i… faktycznie robi się przyjemniej i dłużej można jechać, bez zmęczenia wysoką temperaturą. Najlepsze jest to, że wcale nie czuje się mokrej tkaniny (na początku ta siatka jest mokra, ale szybko schnie), tylko delikatny efekt chłodzenia. Patent to fajny i działa.

Wady? No jedna jest taka, że ten materiał mega długo schnie. Jak jechaliśmy cały dzień i moczyliśmy kamizelki dwa razy, to jeszcze rano kolejnego dnia kamizelki były mokre. Dzień nie był upalny, więc musieliśmy je schować do worka. Po całym dniu już się tam zakisiły, a dłużej tak trzymane pewnie zaczną śmierdzieć. Na szczęście można je prać ręcznie i z lekkim detergentem.