Kask nowy, ale Sting padł…

Nowy kask dojechał i jak na taki, kupowany „w ciemno” – to jest całkiem udany 😉 Wybierałam go ze względu na dużą szybę (po jeździe w kasku enduro, to ja w integralu mam jakąś klaustrofobię) i na fajny patent z wyciąganą szczęką. Upolowałam na allegro za pół ceny z małą niedogodnością, że nie ma tych elementów do przerobienia go w kask enduro. Bo to taki zaczarowany jest kask, że można mieć 7 kasków w jednym – nazywa się HJC IS-Multi. Myślę, że przeżyję jakoś brak daszka (dokupienie to 135 zł) szczególnie, że mam blendę teraz.

Wizualnie jestem nim zachwycona, ma dużo wlotów, tylko szyba dołem lubi sobie zaparować. Szczęka wyciąga się za pomocą tych czerwonych suwaków, ale… z włożeniem jej nie jest już tak kolorowo. Może nauczę się to robić w założonym kasku, bo na razie udaje mi się ta gimnastyka jedynie w ściągniętym. Tak jakby szczęka była zbyt szeroka, trzeba skorupę rozszerzyć dołem, żeby weszła płynnie. Praktyka czyni mistrza? Zobaczymy 😉 Blenda i szyba fajnie, bo stopniowo się ruszają, a okulary świetnie się wpasowują (co nie jest takie oczywiste w innych modelach).


Przyjechałam do domu na weekend, podjadana pokazuję nowy kask i co? „Tamten był ładniejszy” – usłyszałam. Ładniejszy, znaczy bardziej kolorowy. Ale, biorąc pod uwagę, że nikt jeszcze nie zauważył wpływu kolorowego kasku na samopoczucie motocyklisty, a zauważalność białej, poruszającej się kropy (dużej kropki hehe) na tle krajobrazu jest znacznie większa – to wybór jest dobry. W drugim argumencie było trochę (uszczypliwej) prawdy – „po co Ci nowy kask, jak motocykl masz zepsuty?”. O tym przekonałam się już w sobotę…

Poranna wyprawa do serwisu stała się (bardzo krótką) okazją do przetestowania kasku. Piździ w nim podobnie jak w enduro z szybą, ale mniej po oczach, więc może łzawić będą mi mniej. Trochę też szumi powyżej 80 km/h, poprzedni nie szumiał, ale ogólnie był głośniejszy i cięższy. Więc zmiana kasku ma swoje plusy i minusy. To tak jak z facetami – ideałów nie ma ;-)!

Wyjechałam i zdziwiłam się, że wszystkie dziwne odgłosy motocykla znikły, a String dobrze się wkręca (jakby dostał kopa). Przez moment się zastanawiałam nad tą potrzebą odwiedzenia serwisu, ale to serwis musiał chwilę potem odwiedzić mnie! Jakie to życie przewrotne ;-).

aniolJadę i nagle obroty mi spadają i znów wracają, spadają i wracają. Dusić się zaczął i zgasł. Stanęłam na poboczu i spróbowałam kranik uruchomić (bo paliwo poniżej połowy baku), miałam przy tym sporo kibiców, bo panowie wycinający krzaki przy torach (pół kilometra dalej) mnie instruowali, krzycząc, kiedy mam gazu dodać ;-). Udało się ujechać jeszcze z kilometr, ale znów zgasł i już nie odpalił. Nie wiem, co to za znak, ale stanęłam pod kościołem i figurką anioła z popsutą prawą ręką (jak moja). Chyba się miałam pomodlić, wypróbowałam jednak bardziej sprawdzone metody i zadzwoniłam po mechanika.

Następną godzinę spędziłam na spacerowaniu w kółko, wydłubywaniu psiej sierści z rzepów spodni, pisaniu smsów, uśmiechaniu się do panów na traktorach (inni jechali zbyt szybko) i do dzieciaków. Jedna dziewczynka, którą babcia uczyła jeździć (różowym) rowerem stwierdziła nawet: „jak będę już taka duża, jak ta pani – to też będę miała motor”. Babcia odpowiedziała „tak, tak”, oczywiście tym tonem, który zna wiele dziewczyn, mających takie marzenia, czyli zakazująco-niedowierzającym. Pozostaje odpowiedzieć: „ja Wam jeszcze pokażę!” i robić swoje ;-).

Spotkałam też drugiego mechanika z okolicy, który się zaoferował z pomocą, ale Uwe w końcu po mnie przyjechał, zapakował Stringa do busa i obiecał naprawić, żebym mogła w przyszły weekend już jeździć. Dam znać, co mi padło i mam nadzieję, że nie zbankrutuję przy tym…

Podobne wpisy

  • |

    Już po operacji…

    W piątek o 11 doczekałam się wyjazdu na blok operacyjny. Miałam ogólną narkozę i obudziłam się dopiero o 17. 3-godzinną operację poskładania główki kości ramiennej wykonywało 2 bardzo dobrych lekarzy, więc mam nadzieję, że jej efekt też bardzo dobry będzie. Sprawna, prawa ręka to jednak podstawa! Doba po operacji to jakiś koszmar, bardzo źle i…

  • Zwiastun filmu „Pasja na 2kołach”

    Zapraszam do obejrzenia zwiastuna filmu dokumentalnego o motocyklistach „Pasja na 2kołach”, w którym zagrałam. Nie byłabym kobietą, gdybym powiedziała, że mi się podoba własny występ 🙂 , ale Pomidor wypadł tak, że normalnie kupiłabym go drugi raz! Podczas jednego z najbliższych weekendów wystąpimy jeszcze z motocyklami, w pełnym rynsztunku na drodze, a premiera odbędzie się…

  • Piękny weekend!

    Cały tydzień sprawdzałam prognozy na weekend i na szczęście pogoda się sprawdziła, i była iście motocyklowa! Co zresztą miało potwierdzenie w ilości motocyklistów na drodze. Sobotę spędziłam na asfaltach, miałam do załatwienia kilka spraw i odwiedziłam też mechanika przy okazji. Miny jego kolegów, jak powiedziałam, że w trasie String spala 2,5 litra – bezcenna ;-)!…

  • Stresssssss

    Kurs nieuchronnie dobiega końca i za jakiś czas (we Wrocławiu ze 2 tygodnie oczekuje się na egzamin) czeka mnie spotkanie oko w oko z… egzaminatorem. Wyobrażam go sobie jako poważnego faceta koło 50-tki, który mówi mało, a jak mówi – to konkretnie. Za próbę żartowania zabija wzrokiem i generalnie nie odpowiada na pytania, jak nie…

  • Mój pierwszy deszcz w trasie

    Niby wiedziałam, że wcześniej czy później to się zdarzy, ale czy byłam na deszcz przygotowana? Hmm nie do końca ;-). Wczoraj wieczorem wyruszyłam na Kotlinę Kłodzką do domu, pogoda była OK. Dopiero w okolicach Strzelina totalnie pociemniało. Zadzwoniłam szybko do domu – u nich nie padało, więc byłam dobrej myśli, ale tylko przez chwilę ;-)….

  • ||

    Leniuchowanie na hamaku i zamek w Legnicy

    Okropne upały ostatniego tygodnia zmotywowały mnie do wybrania się w jedyne chłodne i komfortowe miejsce, jakie mi przyszło do głowy, czyli…. Rokitki (znoooowu?? hehe). Wizja zacienionego hamaka nad wodą wygrała nad pomysłem jakiejkolwiek innej wycieczki motocyklowej, choć i plan zwiedzania udało się zrealizować przy okazji. Jako, że Magda z Andrzejem już tam byli na urlopie,…