Proponuję następujące formy kontaktu:
Edyta „dyda”:
e-mail: cyklistka.moto@gmail.com
poprzez wiadomość prywatną na profilu facebook:
www.facebook.com/pamietnikmotocyklistki

Blog motocyklowy od pierwszej godziny jazdy – po dzień dzisiejszy
Proponuję następujące formy kontaktu:
Edyta „dyda”:
e-mail: cyklistka.moto@gmail.com
poprzez wiadomość prywatną na profilu facebook:
www.facebook.com/pamietnikmotocyklistki
Czasami jest tak, że spełniając marzenie czujemy się szczęśliwi jedynie chwilę. Osiągamy cel i zaraz mamy w głowie mnóstwo kolejnych. Moje zrealizowane marzenie o motocyklu to szczęście długofalowe, to był tylko cel, ale zamienił się w sposób życia i bycia.
Nie jestem wielką podróżniczką, ale… jednak troszkę nią jestem, bo każdy dzień, kiedy ubieram motocyklowy strój i kask – jest dla mnie przygodą. Każdy wyjazd z garażu jest podróżą w nieznane. Bo każda, nawet znana droga bywa inna. Bo na motocyklu jestem dobrym obserwatorem. Na nim staję się lepszym i bardziej otwartym człowiekiem.
To motocykl pozwala mi się oderwać od przygnębiających myśli o niepełnosprawnej ręce, problemach z kasą, niepewnej przyszłości. To on sprawia, że przyjmuję życie z uśmiechem, że się nie poddaję! Że piszę tego bloga z pasją i humorem 😉 .
Wiem, że nie każdy ma w życiu pod górkę. I bardzo się ucieszę, jeżeli trochę pomoże mi spłaszczyć moją 😉 . Poczynając od małego motocykla, używane ciuchy i kask, stopniowo poprawiam swój komfort bycia motocyklistką. Mam już większy motocykl i lepszą odzież.
Na ten moment, za mną jest jedna, nadmorska wyprawa na 1500 kilometrów, druga w Bieszczady na 1600 km i trzecia do Chorwacji 3000 km. Stan mojej ręki nie pozwala mi (jeszcze) na więcej. Zapewne będę stopniowo, przez cały sezon, poprawiać rekordy przejechanej odległości. To też rehabilitacja fizyczna i… duchowa droga. Na kolejne wakacje określę jeszcze dalszy i bardziej wymagający cel.
Wiele moich marzeń już się zrealizowało, a poniższa lista skróciła się o 2/3, za co jestem ogromnie wdzięczna! Jednak planując dłuższą trasę z pewnością będę potrzebować jeszcze:
Hejka 🙂 Jestem Dziabąg, następca Pomidora. Widziałem, jak mój poprzednik pakuje się na busa i odjeżdża na remont, więc wtedy zacząłem się nieco martwić o swoją przyszłość… Nie mogłem uwierzyć, że po latach udanej współpracy z facetami – będzie mnie teraz dosiadać blondynka!
Pierwszego minusa załapała, jak chciała mi dać na imię Brzydal! Co ona wie o urodzie? Pięknie się przecież z boku prezentuję i każdy to potwierdzi! A, że nos nieco większy mam, to jeszcze nie powód, żeby mnie od brzydali wyzywać.
Dostałem jakąś maskującą szybkę i na szczęście imię mam teraz fajne i zabawne. Otrzymałem też kuferek, żeby dźwigać jej zapas rzeczy na czarną godzinę, co mi się jeszcze nigdy w życiu nie zdarzyło! Ale rozumiem, bo kobiety to przecież małe i bezbronne stworzenia, więc muszą się zabezpieczać z każdej strony…
Drugiego minusa załapała, jak na szkoleniu stwierdziła, że jestem nieporęcznym klockiem i żeby to udowodnić – wyglebiła mnie na placu! Połamała mi wtedy podnóżek i wygięła klamkę. Jak żyć z nią – ja się pytam? Sama nie umie a zwala na mnie!
Z czasem zaczęła szybciej śmigać i wyprzedzać co popadnie, to wtedy nawet zaczęło mi się podobać (bo wcześniej to myślałem, że usnę). Może dam jej jeszcze szansę, bo dba o mnie jak należy – wkręci się kobieta i nie skończę, jak ten nieszczęsny Pomidor…
Update 2019: Dziabąga z nowym właścicielem można spotkać we Wrocławiu.