Zamek Królewski w Rydzynie i Zamek Wielkopolski w Rokosowie

Jakoś tak się składa, że od kilku lat jesienne wycieczki wychodzą nam w Wielkopolsce. I tak też, z Emilem i Tomkiem, wyskoczyliśmy obejrzeć dwa zamki, które pełnią role hotelowe, ale można je również pozwiedzać. Pierwszy to Zamek Królewski w Rydzynie.

Można tam zwiedzić kilka muzealnych sal na drugim piętrze, indywidualnie, ze wskazówkami z małego przewodnika oraz z opisami przy eksponatach. Największe wrażenie zrobiły na mnie rekonstrukcje sufitowych rzeźb – tak pięknych ozdób nie widziałam w żadnym, innym zamku 😍. Było tam wiele eksponatów o przeróżnej tematyce: myśliwskiej, z życia codziennego, militarnej, przyrodniczej, archeologicznej. Każdy może tam znaleźć coś interesującego z historii.

Drugie, odwiedzone przez nas miejsce, to Zamek Wielkopolski w Rokosowie z pięknymi wieżyczkami. Tutaj zwiedzanie jest bezpłatne, ale tylko w niedzielę o godz. 15.00. Byliśmy tam godzinę wcześniej, więc mieliśmy okazję spróbować słodkości i kawy z tamtejszej kawiarni. I było warto! 😋 Zamek ten jest miejscem hotelowo-konferencyjnym, więc nie ma tam praktycznie historycznych eksponatów, jednak właściciele starają się zachować zamkowy klimat i, w miarę możliwości, rekonstruować jego dawny wygląd.

Oba miejsca zdecydowanie warte są zobaczenia, szczególnie jeśli lubicie zamkowe klimaty, tak jak ja 😍

7. Zlot Kawasaki Versys United

W ubiegły weekend brałam udział w 7. zlocie mojej grupy Kawasaki Versys United – Klub Polska, który nie był taki jak wszystkie, a zdecydowała o tym… pogoda. Mieszkaliśmy w fajnych, drewnianych w domkach nad jeziorem w miejscowości Biały Kościół.

Niestety w piątek i w sobotę padał deszcz, praktycznie bez żadnych przerw i było zimno, dlatego na zlot kilka osób nie dojechało wcale, a zdecydowana większość przyjechała samochodami. Ostatecznie mieliśmy 6 motocykli, z czego 3 to nie były Versysy 🤣. Entuzjastycznie ich przywitaliśmy!

Do dyspozycji, na szczęście, był wielki namiot, gdzie mogliśmy biesiadować przy grillu, rozmawiać i tańczyć. Tak też spędziliśmy dwa wieczory w świetnym towarzystwie. Była też możliwość postrzelania do tarczy z ASG.

W sobotę wybraliśmy się na wspólny obiad, lody i na pobliski kamieniołom. Mimo nieprzychylnej pogody i tak było super, bo dobry humor i motocyklową pasję każdy przywiózł tam w sobie 💓 Cudownie było znowu się spotkać, a na wiosnę z pewnością to powtórzymy!

Garda 2024 – Gaver i Passo Crocedomini

Kolejnego dnia naszego urlopu Emil wyznaczył alpejską trasę w Lombardii, począwszy od Jeziora d’Idro. Po drodze wpadliśmy w „zasadzkę” w postaci świeżo wylanego (i nie zabezpieczonego przez drogowców) asfaltu z kamykami, który obkleił nam koła. Jechało się niestabilnie i musieliśmy się zatrzymać, żeby te koła wyczyścić. Kamienie udało się oderwać, ale asfalt pozostał i wycierał się stopniowo. Najważniejsze, że dało się bezpiecznie jechać dalej.

Zaczęliśmy od wspinaczki wąską i krętą drogą 669 (Gaver) przez las i cieszyłam się bardzo, że w tym kierunku ją pokonuję, bo im jest trudniej, tym bardziej wolę to mieć pod górkę. Mijaliśmy piękne widoki na góry, aż w pewnym momencie byliśmy już na wysokości ich szczytów. Czad!

Po drugiej stronie trasy otwarły się przed nami cudowne panoramy na Alpy, droga stała się szersza – nadal była kręta, ale łatwiejsza do pokonania. Wielokrotnie zatrzymywaliśmy się tam na zdjęcia. Później wyjechaliśmy na drogę 345 z Passo Crocedomini i zjechaliśmy w dół w stronę Esini (w drugą stronę ponoć trafilibyśmy na drogi szutrowe tej przełęczy). Ten zjazd też obfitował w przepiękne panoramy z miasteczkami na tle monumentalnych gór. Cudowna to była trasa!

Gdy już kierowaliśmy się w stronę jeziora d’Iseo, to zaniepokoiły nas czarne chmury nad szczytami. Mieliśmy jeszcze nadzieję, że to nie są te szczyty, przez które serpentynami mieliśmy wracać do domu. Okrążyliśmy południową stronę jeziora i całkiem fajna to trasa między skalną ścianą a taflą wody. Ogólnie jezioro jest przepiękne i myślę, że to świetna alternatywa dla obleganej Gardy.

Odjeżdżając od jeziora, zaczęliśmy się wspinać w stronę gór, a chwilę później dopadła nas ulewa, która pozbawiła nas złudzeń… Przebrani w przeciwdeszczówki wyznaczyliśmy nową trasę głównymi drogami i tak, już po zmroku, dotarliśmy do bazy. Mimo tego, że plan dnia został zrealizowany tylko w 2/3 to i tak ta trasa pozostanie na długo w mojej pamięci.

A dla śmiechu – z tego dnia powstała też rolka w stylu obecnych trendów „antyreklamy”:
rolka Facebook