Sezon rozpoczęty!

W związku z niezdecydowaniem zimy, czy dowali tym śniegiem czy nie – postanowiłam już dłużej nie zwlekać z rozpoczęciem sezonu. Wiem, wiem, niektórzy to twardzi są i jeżdżą cały rok. Ja znam możliwości swojego organizmu i wiem, że takie historie zakończyłyby się przeziębieniem, atakiem zatok lub/i zapaleniem pęcherza. O łzawiących podczas jazdy oczach nie wspomnę (ostatni wypad na plecaku zakończył się jedynie zapaleniem pęcherza – co uważam za sukces, biorąc pod uwagę w jakim stopniu zmarzłam).
Więc, niech jeżdżą Ci – co mogą, pozazdroszczę, ale naśladować nie będę 😉

Wyznacznikiem temperatury do jazdy jest dla mnie – brak konieczności zakładania rękawiczek, podczas wychodzenia z domu. W sobotę rano miałam jeszcze wątpliwości (w Kotlinie Kłodzkiej noc była na minusie), ale już koło 13-stej zrobiło się całkiem przyjemnie…

Śrubki do akumulatora ładnie schowałam, więc jego montaż poszedł ekspresowo, gorzej z odpalaniem – bo parę razy wkręcał się i gasł, aż załapał wreszcie na stałe (ale w tym roku prostownika nie użyłam podczas przerwy, więc pewnie dlatego).
Oczywiście, żeby jednak element grozy i szukania czegoś ważnego został zachowany – zapomniałam gdzie wsadziłam dowód rejestracyjny. Zwykle go nosze w wewnętrznej kieszeni kurtki motocyklowej, ale kupowałam inną a starą sprzedawałam – więc wsadziłam go w TO miejsce, które w tamtym momencie wydawało mi się najłatwiejsze do znalezienia… Po paru miesiącach szukanie TEGO miejsca, nie jest już jednak, tak oczywiste ;-). Tym razem była to mała kieszeń w motocyklowych spodniach, a wpadłam na to, jak już przeszukałam całą szafę, szafki, plecak i inne kurtki. Dobrze, że motocykl i kluczyki mają swoje stałe miejsca 😉

Wyjechałam… i już gęba mi się cieszyła od ucha do ucha. Przerwa w jeżdżeniu była krótka, więc obyło się bez poczucia niepewności. Od razu odkręcałam, rozkoszując się dźwiękiem i czułam się, jak ryba w wodzie! To świetne uczucie, znać już swój motocykl na tyle, by czuć z nim totalną jedność. Tak jakby nogi własne zamienić na koła.

Tak, to pogłębia radość z życia. Tak, to daje satysfakcję. Tak, to odstresowuje. Tak, potrzebuję tego!

W niedzielę słońce dawało czadu od rana, dzięki czemu wyśmienity humor załapałam już od pierwszego rzutu okiem w okno. Jak to niewiele motocyklistce do szczęścia potrzeba! 😉 Po kawie u koleżanki, ruszyłam na traskę wokół komina. Raczej na spontan – gdzie pomyślę, żeby jechać – tam jadę. Kierowcy puszek było grzeczni, jeden tylko mnie zaatakował, wyprzedzając nagle, a nawet nie zauważyłam go przez sekundę za sobą w lusterku.

Stopy nieco zmarzły (blachy w butach nieźle ciągną), no i twarz – bo dziś zdecydowałam się na kominiarkę i kask crossowy z szybką. Nawet było przyzwoicie, choć lewe oko regularnie sobie płakało. Ale plus z szerokiego pola widzenia w tym kasku, niweluje wszystkie minusy 😉

Wracając do kurtki wymieniłam tą poprzednią Takai – na upolowaną okazyjnie na allegro Probiker Monaco i powiem Wam, że różnica w zimne dni jest kolosalna! W tamtej ubierałam koszulkę+bluzkę z długim rękawem+polar+ kurtkę z podpinką i w klatkę było mi nadal zimno. Tym razem wystarczyła cienka polarowa bluza+kurtka z podpinką i ani trochę nie odczułam zimna. Z fajnych patentów- to ma neoprenowe przedłużenia rękawów i stójki, dzięki czemu nigdzie nie podwiewa. Nie wiem, czy w lecie będę zadowolona z termicznych odczuć, ale wywietrzniki jakieś też ma. Zobaczymy 😉

Jak już pakowałam Stringa do szopy, to zrobiło mi się smutno, że chcę go sprzedać. I zastanawiałam się, jak podepchać będę w stanie moto o 60 kg cięższe. Ale wiem, ze jak sezon się rozkręci – to będę chciała jeździć więcej i więcej, i ta cholerna, wąska kanapa doprowadzi mnie do szału 😉 Dlatego postanowione – spróbuję go sprzedać, porobię sweet focie i wystawię. A czy się uda sprzedać czy nie – to już w rękach losu…

Podobne wpisy

  • Pomidor musi poczekać…

    Pewnie czekacie na jakieś, pierwsze wrażenia z jazdy Pomidorem? Muszę, niestety jeszcze ten moment nieco przeciągnąć, bo ręka jest bardzo słaba po tych 3 tygodniach szpitalnej rehabilitacji. Myślę, że w ostatni weekend sierpnia przewiozę go na wieś (80 km), choć jeszcze nie wiem jak… W grę wchodzi auto z paką, przyczepka bądź jakiś kolega motocyklista…

  • Wrocławskie Targi Motocyklowe – Podsumowanie

    Zapraszam do przeczytania mojej relacji z Targów Motocyklowych w Hali Ludowej: na motocaina.pl „Warto było uczestniczyć w tym wydarzeniu i każdy, komu motocykle są bliskie, z pewnością znalazł tam coś dla siebie. Bo tak, jak my ludzie różnimy się od siebie, tak różne bywają motocykle, ale ich serca i nasze serca potrafią bić tym samym…

  • Już po zimowaniu ;-)

    W ostatnim wpisie pisałam, że motocykl zawiozłam na zimowanie. Jaaaaakie zimowanie?? haha W weekend było 11 stopni i słońce, więc grzechem by było jeszcze nie pojeździć. Na szczęście Artek nie widział problemu, by wytargać motocykle z jego garażu i sam wyraził chęć przejechania się. Od rana jednak nic się nie składało…. Magda z Andrzejem zrezygnowali…

  • |

    Do pracy, rodacy…

    No dobra, napiszę, co tam u mnie słychać… Dostałam ze szpitala pozwolenie na powrót do pracy. Wyobrażacie sobie taki powrót po roku przerwy? Bo ja nie ;-). Powrót do porannego wstawania, powrót do wyciętych 8 godzin z życia dziennie i wiecznego braku czasu. Do wgapiania się w monitor, wsłuchiwania w telefon i tego napięcia, jak…

  • Prawie jak urodziny!

    Serdecznie dziękuję za 100.000 odwiedzin! To bardzo fajna liczba, szczególnie, jak się wyobrazi taką kwotę 😉 Pamiętam, jak bardzo cieszyłam się z pierwszego tysiaca i mówiłam instruktorowi, że nawet jak sama wyklikałam z 200 (z tego wrażenia, że mam swojego bloga), to te 800 ktoś musiał nabić. Nie wiem, co mam powiedzieć o 100 tysiącach…