Bo wszystko jest w głowie…

Dziś ponownie sobie pośmigałam i szło mi o niebo lepiej. Nauczyłam się słuchać Pomidora, tfuuu może bardziej to – nauczyłam się patrzeć na obrotomierz. „Wyznaczyłam” sobie pola do bezpiecznej redukcji i wbijania wyżej, i na ten moment, tak będę jeździć (aż nauczę się, tego samego „na słuch”). Odpalił mi dziś od strzała, więc (na szczęście) zakup akumulatora może być odłożony w czasie.

Z rana byłam nieco zestresowana i musiałam trochę popracować nad swoim nastawieniem. Ostatnia wywrotka i te ciągłe ględzenie wszystkich o tym, jak to „strasznie ryzykuję” skutecznie, podświadomie dobija! Nie chcę w takim stanie siadać na motocykl, chce to robić z radością i pasją, której mi w sercu nie brakuje. Może kiedyś (do ch…..ry) inni też to pojmą! A jeżeli „strasznym ryzykowaniem” jest jazda max 80 km/h po praktycznie pustych drogach, to strach zapytać, jak wygląda ich bezpieczny tryb życia i czy to właściwie jest życie?

pomidorPomidor oficjalnie został ochrzczony – imienną naklejką 😉 Pojechałam w trasę na luzie i od razu jazda stała się przyjemnością! Byłam u dentysty i dałam się mu karnąć – był miło zaskoczony, że to taki lekki i poręczny motocykl (czyżby? hehehe, albo – zależy dla kogo?). Wrócił, a ja słyszę, że motocykl robi takie „pyk przerwa pyk” i pytam z uśmiechem: co mi tam popsuł? A on odpowiada, że: to tylko silnik się chłodzi. No ładnie… wychodzi na to, że mi się jeszcze nie udało dobrze rozgrzać silnik hheheheh.

A wracając, zrobiłam takie zamieszanie wśród chłopaczków (tak 10-11 lat), że mało z tego wrażenia – że dziewczyna jedzie – to mi pod koło nie powpadali 😉 . Uśmiałam się!

Facebook Comments
Ten wpis został opublikowany w kategorii Mam prawko, Pomidor. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Bo wszystko jest w głowie…

  1. Maciek K. pisze:

    Gratuluję zakupu, pozdrawiam Pomidora 🙂
    Przeczytałem wczoraj z radością Twoje cztery ostatnie wpisy (o Pomidorze wiedziałem już z wcześniejszego) i przypomniało mi się, jak próbowałem się dostać pod kanapę swojej maszyny, żeby wymienić aku 🙂 Dodatkowo, dzięki Twoim słowom, postanowiłem również poczuć radość z jazdy – od razu wskoczyłem na swoją czarną strzałę i prześmigałem sobie nią cały dzień 😀 Ale było fajnie! Wstyd się przyznać ale zaniedbałem moją Yamachę; wczoraj śmigałem na niej pierwszy raz od dwóch miesięcy… Dzisiaj nie mogłem wysiedzieć w pracy widząc za oknem śliczne słoneczko i mając w myślach wczorajsze wrażenia… 🙂
    Yo! 🙂

    • dyda pisze:

      A kogo moje oczy widzą?! Miło, że nadal do mnie zaglądasz 😉 A strzała cały czas ta sama?? Raczej tak, bo na mocniejszą to już zmieniać nie musisz ;-D ?

      P.S. Pogoda to mnie nieco wnerwiła, bo weekend w Kotlinie był pochmurny i deszczowy, a od dziś piękne słońce!

  2. Maciek K. pisze:

    A zaglądam, zaglądam… Oczywiście! Śledzę w miarę regularnie Twojego bloga; z zainteresowanie czytam o Twoim jakże barwnym życiu motocyklisty. No i w końcu jakby nie było, prawie w tym samym czasie, prawie razem 😉 zaczynaliśmy swoje „motocyklowanie” na poważnie – sentyment jest 🙂
    Strzała cały czas ta sama – czarna i dzika; no nie, na mocniejszą zamieniać nie muszę – 150 KM cały czas mnie zaskakuje i dostarcza ostrych wrażeń 😀

    U mnie pogoda od niedzieli jest coraz lepsza; na ten tydzień ma być fajowo, przynajmniej na śląsku, więc będę mógł próbować nadrabiać zaległości …mam nadzieję 🙂
    Yo!

  3. dyda pisze:

    No tak, zaczynaliśmy razem, dzieliła nas tylko duża odległość i ilość koni mechanicznych na początek heheh Wydaje mi się, że to było całkiem niedawno… a przecież pierwsze wpisy mam z kwietnia 2011! Kopę lat 😉 U mnie – to akurat „raz na wozie, raz na łóżku szpitalnym”, ale staż na moto leci hehehe

Dodaj komentarz