Kolejne kilometry…

Strasznie dziś zimno było, jakieś 5 stopni może – ale nie przeszkodziło mi to w zrobieniu 150 kilometrów wokół Rajdu Świdnickiego. Na takiej trasie o rozmaitej nawierzchni i bardzo krętej – uwidacznia się mój brak wprawy.

Przerażają mnie kręte drogi w dół, nie potrafię spokojnie złożyć się w taki zakręt. Nie łatwiej jest wcale z nawrotami – za szybkie wejście wywala mnie na zewnętrzną. Muszę podszlifować takie słabe punkty.

Myślałam, że dodawanie gazu zamiast odpuszczenia – mi nie grozi, a i to raz mi się zdarzyło w chwili stresu. Udało się wybrnąć z tej opresji, ale gorąco mi się zrobiło ;-)! I raz mało mnie rów nie wessał ;-), bo sobie zjechałam na pobocze, które było dość mocno pochylone.

Noooo ale koniec marudzenia, było cudnie! Zdarzały się gładziutkie i kręte asfalty, gdzie uśmiech miałam od ucha do ucha! No i jedna akcja, która mi podniosła ciśnienie. Powiesiłam sobie kask (ten stary „zimowy”) na ogrodzeniu i stałam kilka metrów dalej. Wystarczyła chwila, żeby mi go koleś zwędził. Na szczęście odwróciłam się w porę, zobaczyłam go, dogoniłam i odebrałam swoją własność. Stwierdził, że sobie leżał, to on sobie wziął. Masakra! 😉

2 odpowiedzi do “Kolejne kilometry…”

  1. Jaki koleś! ;/ Dobrze,że zauważyłaś…
    Ja z zakrętami też mam czasem problem ale na szczęście trochę wprawy mam. Nie bój się składać, spróbuj raz, drugi-a jak poczujesz frajdę, opory znikną. A ja będzie gleba…no cóż, kto jeźdźi motorem musi się z tym liczyć!

    Czytałaś moze „motocyklistę doskonałego”? Tam jest dużo dobrych porad, w tym jak pokonywać zakręty:)

    No i pamiętaj, że hamowanie silnikiem to podstawa.

    powodzenia!

  2. Nie, czytałam tylko „Pełną kontrolę”. hamuje silnikiem zawsze z górki, hamulec tylko w ostateczności. Ale strach w moich oczach jest wprost proporcjonalny do nachylenia drogi i stopnia zakrętu heheheh

Możliwość komentowania została wyłączona.