Stresssssss

Kurs nieuchronnie dobiega końca i za jakiś czas (we Wrocławiu ze 2 tygodnie oczekuje się na egzamin) czeka mnie spotkanie oko w oko z… egzaminatorem. Wyobrażam go sobie jako poważnego faceta koło 50-tki, który mówi mało, a jak mówi – to konkretnie. Za próbę żartowania zabija wzrokiem i generalnie nie odpowiada na pytania, jak nie musi ;-). No już samo to wyobrażenie – wywołuje stressssa z lasu.

Jak zdawałam naście lat temu kat. B to za pierwszym podejściem ze stresu nie mogłam wykonać podstawowych czynności. A Pan instruktor na to: „no dziś to chyba nie pojeździmy?” :-).

A jak mówił mi instruktor Waldek – młodzi lepiej znoszą egzaminy, bo mają je w szkołach. A im człowiek starszy, tym trudniej radzi sobie ze stresem egzaminacyjnym.

Pozostaje więc, spróbować ten stres jakoś oswoić. Można go trochę przytłumić wypijając herbatkę z melisą, ale ma to sens na kilka godzin przed punktem kulminacyjnym stresa. W przeciwnym razie trochę otępia ;-). A i warto zadbać o mega dawki magnezu.

Wyjście drugie – uprawiać… jogę ;-). Pomogło mi to przed maturą, zdałam ustne egzaminy śpiewająco, bo generalnie bezstresowo „lałam wodę” ;-). Ale trzeba na to poświęcić trochę czasu – którego nie mam.

Relaksacja, autohipnoza – też dają radę, tylko raczej mam tak, że jeszcze dobrze nie zacznę, a już zasypiam ;-). Nie polecam jakiegoś tam wzmożonego wizualizowania osiągniętego celu – bo jak się go potem nie osiągnie – to niestety dołek z tego powodu jest kilka razy głębszy…

Nie wiem nawet, czy lepiej wziąć urlop na wyciszenie i jednocześnie mieć za dużo czasu na myślenie. Czy lepiej mieć pracą zajęty umysł i wypierać te myśli stresujące.

Poradzicie coś?

Podobne wpisy

  • Jak robić skuteczne postanowienia noworoczne?

    Postanowienia noworoczne mają to do siebie, że potrafią wracać co roku jak bumerang. Może po prostu źle się za nie zabieramy? Aby postanowienia noworoczne były skuteczne trzeba je odpowiednio umotywować. Grunt to znaleźć wyższy cel, który w chwili słabości – rozłoży tą słabość na łopatki! Co nas motywuje najlepiej? Myślę, że rozwijanie pasji, więc skupmy…

  • No i jestem!

    No! Szkoła skończona, jeszcze dyplomowe egzaminy i mogę zapomnieć o uczeniu się. Oczywiście nie o uczeniu się motocykla, bo to trzeba robić w trybie dziennym i ciągłym 😉 Dziś trochę pośmigałam asfaltami i wyrypami ;-). Wracając już do domu minęłam polną drogę, a dość często tak mam, że rzucam na taką okiem, jadę dalej a…

  • Podsumowując…

    Wyjeździłam 1250 km na Stringu, dużo to czy mało? Sama nie wiem, mi tam ciągle mało ;-). Czasem ciężko mi opracować jakąś fajną konfigurację trasy, ale zauważyłam, że jak już wystartuję – to trasa znajdzie się sama! Zwiedzam różne, boczne drogi i dróżki, a jednego po wyprawie na Czarną Górę nauczyłam się na pewno –…

  • Motocyklowi terroryści…

    Wielokrotnie podczas tego weekendu było mi wstyd za motocyklistów, w szczególności za grupy, które nie miały żadnego poszanowania dla zakazów wyprzedzania ani ograniczeń prędkości. Na złamanie karku i nie ważne, czy podwójna ciągła, wzniesienie, zakręt, krzyżówka… Ręce opadają. Ale od początku – na trasę wyjechałam w piątkowe popołudnie i każdy wie, że jest to czas…

  • Dziewczyny, piszcie blogi!

    Towarzyszyłyście mi w czasie mojego pisania. Pisałyście w komentarzach o tym, że też się uczycie, zdajecie egzaminy, ruszacie w pierwsze trasy. Chciałabym przeczytać o Waszych przygodach, nauce motocykla i osiągnięciach. I wcale nie chodzi o egzotyczne kraje, tysiące kilometrów i super cele… Chodzi o pokonywanie własnych ograniczeń za kierownicą jednośladu, o ten uśmiech spełnienia i…

  • I co tu robić zimą?

    Motocykle zapadły w sen zimowy i trochę nudą wieje, ale udało mi się znaleźć dwa miejsca we Wrocławiu, gdzie stoją ciekawe motocykle. W tym pierwszym prawdziwe, a w tym drugim… bardziej do zabawy. Słyszałam, że jest pod Wrocławiem Muzeum Motoryzacji Topacz, ale jakoś nigdy tam nie dotarłam. A, że zima, czasu pod dostatkiem, to i…