Garda 2024 – dookoła Jeziora Garda

Urlop 2024 czas start! Dojechaliśmy pod Gardę i postanowiliśmy wystartować od okrążenia tego jeziora. Zaczęliśmy od północy, stroną wschodnią. Początkowo ruch na drogach był taki, że już się zastanawiałam, czy to był dobry pomysł, na szczęście im dalej – tym było luźniej. Do tego był potworny upał i kamizelki chłodzące (hyperkewl na wodę) uratowały nam ten wyjazd, choć nie obyło się bez kryzysu 😉. Koncentracja w upale spada mi na maksa, muszę się wtedy ratować przerwami, energetykami lub sklepem z klimatyzacją.

Stawaliśmy na kilku punktach widokowych, odwiedziliśmy małe miasteczka oraz weszliśmy na zamek w Sirmione. Świetnie zachowane ruiny z murami wypuszczonymi w jezioro – robią wrażenie!

Zachodnia część trasy wzdłuż brzegów jeziora początkowo była nudna, ale później widoki na góry znów zaczęły zachwycać, a liczne tunele w skałach skutecznie nas schładzać. Do domu dotarliśmy ok. godz. 19, a 25 stopni wydawało się już chłodną temperaturą 😂.

6. zlot Kawasaki Versys United – Klub Polska w Borach Tucholskich

Co to był za weekend! Na Kaszubach mnie jeszcze nie było i pozostaje pod ich wrażeniem. Świetne drogi (ich najgorsza nawierzchnia dróg, to na Dolnym Śląsku czasami najlepsza haha), piękne widoki, mnóstwo jezior i lasów! Warto tam wrócić i z pewnością to zrobię…

Na zlot dojechaliśmy dopiero przed północą w piątek, szybko (o ile można tak powiedzieć o 5 godzinach jazdy) i wygodnie, bo z motocyklami na lawecie. Ekipa motocyklowa jeszcze była na chodzie i chętna do dalszej zabawy, więc zaraz po zameldowaniu się w domku, wylądowaliśmy na plenerowej dyskotece z… pielęgniarkami. U nas prawie same chłopaki, u nich prawie same babki – więc akurat się wpasowaliśmy. Muzyka grała chyba do godz. 4 nad ranem, ale ja po 2-giej już poległam.

Spaliśmy przy Jeziorze Charzykowskim w miejscowości Funka. Mieliśmy 4-osobowe, drewniane domki z łazienkami i kuchniami oraz możliwość rozpalania wieczornych ognisk integracyjnych. Większość soboty i tak nas nie było, bo grupowo wybraliśmy się na wycieczkę krajoznawczą.

W tak dużej grupie jechać trzeba spokojnie i z głową, ale koledzy świetnie sobie poradzili z zabezpieczaniem naszych wyjazdów i zjazdów ze skrzyżowań, nikt się też nie zgubił. Trasa miała ponad 200 km – odwiedziliśmy wiatrak w Ręboszewie i „zamek” w Łapalicach.

Pod wiatrak w Ręboszewie nie odważyłam się wjechać, bo droga tam była stroma po betonowych płytach z dziurami, wdrapałam się więc na górę, a było warto, bo widoki przepiękne! A i sam wiatrak robi wrażenie, a nawet mozna sobie w nim przenocować.

Drugie miejsce – „zamek” w Łapalicach było dość specyficzne, bo ani to zamek, ani obiekt do zwiedzania – ale tak funkcjonuje w praktyce i robi wrażenie. To duża budowla w stanie surowym, która miała być spełnieniem marzeń, a „zamarła” w połowie ich realizacji. Kilka razy musiałam powalczyć ze swoim lękiem wysokości i przestrzeni (bo ani tam okien, ani barierek nie ma), ale dałam radę. Krążą plotki, że inwestycja ruszy ponownie, bo miejscowe władze zalegalizowały obiekt, zobaczymy…

Super było znowu zobaczyć versysową ekipę (bo są tacy, co na każdym zlocie byli), jak i poznać nowych uczestników zlotu (ok. 60 osób wszystkich). Organizacja spotkania, przez naszego kolegę Roberta, jak zwykle była udana! A uczestnicy zlotu niezmiennie fantastyczny zrobili klimat – godziny rozmów, dużo pozytywnej energii i śmiechu. Weekend z nimi jest niezapomniany i dodaje powera! 😍 Już nie mogę doczekać się jesieni i kolejnej takiej integracji, która odbędzie się w Białym Kościele.

Grupowa polatanka – Dwór Obronny w Piotrowicach Świdnickich

Nie za często biorę udział w wyjazdach motocyklowych większych grup, ale pewnej niedzieli się skusiłam. Grupy: Motolotki i Motomania zorganizowały wypad na zwiedzanie Dworu Obronnego w Piotrowicach Świdnickich oraz wspólne ognisko pod ruinami zamku Cisy. Zabrałam więc swoją ekipę i dołączyliśmy. Okazało się, że pierwsi dojechaliśmy na miejsce, powoli dołączały kolejne motocykle, a ostatecznie zebrało się ok. 40 motocyklistów i motocyklistek.

Dwór Obronny w Piotrowicach Świdnickich z 1599 roku jest w rękach prywatnej Fundacji Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Śląska, która go odrestaurowuje. Budynek główny pięknie się prezentuje w swym kształcie, ale w środku nadal same gołe ściany, a pod dachem, jako ciekawostkę i zabezpieczenie obiektu, zawieszono samolot do oprysków.

Całość ma duży potencjał, właściciele inwestują w kolejne remonty, ale wymaga to jeszcze wielu środków finansowych. W osobnym budynku fundacja stworzyła małe muzeum techniki rolniczej, gdzie zebrała wiele ciekawych eksponatów z życia wsi przed laty. Ta sala oraz mała restauracja jest także wynajmowana na mniejsze lub większe imprezy okolicznościowe.

Po grupowym zwiedzaniu pojechaliśmy rozpalić ognisko, na rozległej leśnej polanie, tuż przy ruinach średniowiecznego, obronnego Zamku Cisy. Zamek spełniał swoje funkcje do wojny trzydziestoletniej, podczas której został spalony, następnie rozgrabiony z pozostałych materiałów budowlanych przez chłopów. I tak istnieje już tylko w formie leśnej ruiny, którą częściowo odbudowano i zabezpieczono, by była ogólnie dostępna.

Grupa Motolotki świetnie prowadziła grupowy przejazd, każdy czuł się bezpiecznie, a prędkość była do wszystkich dostosowana. Panowała przyjacielska, wesoła atmosfera. To była udana wycieczka w fajnym towarzystwie. Czasami warto przełamać schematy, wyskoczyć na taką „zbiorówkę” i poznać nowych ludzi.

W kolejny weekend wyskoczyłam sobie do Wrocławia na lody i taras widokowy w Sky Tower na 49. piętrze. Nigdy tam nie byłam i o dziwo nie odpalił mi się lęk wysokości, chyba czułam się przez te grube szyby całkiem bezpiecznie. Widok rozpościera się całkiem fajny, choć ja nie jestem fanką miejskiej architektury (raczej lubię widoki naturalne jak z Góry Jested). Po 15 minutach już mi się nudziło, zadzwoniłam po przyjaciół i wyskoczyliśmy razem na prawdziwe lody włoskie.