Powrót ciepłej jesieni i Minieuroland

Liczyłam na jeszcze trochę słonecznych dni i… przyszły! Pojechaliśmy z Emilem po mój motocykl do Kotliny Kłodzkiej, gdzie go zimuję i cały dzień pojeździłam na nim z obstawą samochodu 🙂 . Słońce pięknie dogrzewało i jak dziecko się cieszyłam, że znowu mogę pojeździć. To jest uczucie jedyne w swoim rodzaju, kiedy się robi to, co się najbardziej lubi robić!

Mieliśmy skoczyć do Kudowy Zdrój, jednak ze względu na krótki dzień i powrót do Wrocławia – postanowiliśmy odwiedzić park miniatur Minieuroland w Kłodzku. Przyznam, że pierwsze zetknięcie z małymi obiektami robi wrażenie. Odzwierciedlenie szczegółów, odbicie (nawet szpecącej) rzeczywistości oraz pomysły są niesamowite. Przedstawiono tam budynki reprezentacyjne dla Ziemi Kłodzkiej oraz dla Europy.

Najbardziej uśmialiśmy się z dokładności elementów skupu złomu, bandy dresów, którzy dorwali jakąś ofiarę w starych ruinach i „złotego pociągu”, na który Niemcy pakują złoto, obrazy i kosztowności. Warto zobaczyć to miejsce w sezonie letnim, bo to przy okazji mini park botaniczny z opisami różnych okazów roślin.

Na ogrodzeniach są makiety, które przedstawiają w jaki (pracochłonny) sposób powstają poszczególne elementy makiet i z jakich materiałów. A także kolejne plany np. postawienia wrocławskiego lotniska i 30 metrowych bliźniaczych wież widokowych. W trakcie budowy jest też wieża Eiffla.

received_590162641172613Wieczorem pojechaliśmy do Brzegu Dolnego, a z Wrocławia na Leśnicę był oczywiście gigantyczny korek. Nie przepychałam się, bo jechałam z samochodem, więc złapałam głupawkę i cały korek jechałam na Flinstona 🙂 Tzn. tak wolno się toczyliśmy, że trudno było utrzymać motocykl w równowadze, więc się odpychałam raz jedną a raz jedną nogą. A taki moto spacer 🙂 Trochę sportu na motocyklu nie zaszkodzi haha.

20161122_155300Następnego dnia pojeździliśmy sobie po okolicy już na dwa motocykle. A kolejnego musiałam już wracać do Kotliny Kłodzkiej, bo okienko pogodowe drastycznie się skończyło. Wyjechałam o 13 w kompletnej mgle, a w dodatku wyszło tak, że na wiele kilometrów ulokowałam się pomiędzy dwoma ciężarówkami. Nie miałam możliwości wyprzedzenia, bo widoczność sięgała jedynie do kabiny tejże ciężarówki. Raz wydawało mi się, że mam idealnie prostą drogę i nie widzę z naprzeciwka żadnych światełek, ale intuicja mnie ostrzegła, żeby jednak nie wyprzedzać. 2 minuty później minęła nas ciężarówka, bo w tej mgle jednak był ukryty zakręt. Ta sytuacja wiele mnie nauczyła – do wyprzedzania trzeba mieć 100% pewności i nie ma w tej kwestii żadnej taryfy ulgowej!

Niestety nie wszyscy są tego samego zdania… Na trasie 100 kilometrów drogi we mgle, aż 3 razy spotkałam wyprzedzający samochód jadący mi na „czołówkę”! Pierwszy zdążył wykonać manewr, bo praktycznie się zatrzymałam, żeby mu to umożliwić. Drugi wyskoczył na mój pas, „cudownie” mnie dojrzał i wrócił z powrotem na swoje miejsce w szeregu. Trzeci wyprzedzał cały sznur, zobaczył mnie i ledwo się wcisnął w szereg tuż przede mną. Przepraszam, ale trzeba być kretynem, żeby we mgle wyprzedzać kolumnę samochodów…

20161124_150058Zatrzymałam się na chwilę, żeby ochłonąć i rozgrzać nieco ręce. Ubranie mam teraz doskonałe (komplet Macna i bielizna merino od Brubecka), świetnie daje sobie radę z zimnem i wilgocią, jedynie rękawice zimowe, choć nazywają się „Tundra” i są dość wygodne – to nie grzeją wystarczająco. Muszę coś upolować na wyprzedażach cieplejszego. Dojrzałam kilka płatków śniegu i dotarło do mnie, że przerwa w jeżdżeniu motocyklem jest już nieunikniona…

Weekend i Skalne Miasto Osówka

Wyjechałam na weekend w piątek popołudniu, niestety pogoda, a raczej temperatura nadal nie rozpieszcza. Oczy łzawią z nosa kapie… O ile nie mam już problemu większego z marznięciem, bo mam nowy komplet odzieży, to nadal jest tu jeden słaby punkt – kask. Do tej pory (i pory roku) byłam z Nolana N40 full bardzo zadowolona. Jednak niskie temperatury uwydatniły te jego podwiewanie dołem. Górna uszczelka szyby jest cudna, nic po zatokach nie wieje. Jednak od oczu, im niżej tym bardziej wieje lodowatym wiatrem. Najpierw myślałam, że to takie dwa wywietrzniki w szczęce, które nie mają zamknięcia, ale je zakleiłam taśmą izolacyjną od wewnątrz – a problem nadal istnieje. Przyjrzałam się szybie i ona ma uszczelkę dołem, a bokami już nie. Myślę, że tu leży problem + podwiewanie od dołu (mimo podbródka). Doceniam go, bo jest o niebo lepszy, niż HJC is Multi. Jednak znów myślę o zakupie kasku integralnego „na zimę”, ale musi mieć powiększoną szybę, bo ja w takich normalnych już jeździć nie umiem 🙂 .

W sobotę wyjechałam jedynie na zakupy dla mojej mamy. Tak się złożyło, że na liście były też jajka. Jakoś nie kojarzę, żebym wcześniej miała jakiś problem z wożeniem jajek, więc nic nie obudziło mojej czujności. Wpakowałam je na jedną kaszę w pudełku, przykryłam drugą, lekko związałam rączki torby, zamknęłam kufer i ostrożnie pojechałam. Przed moją miejscowością drogowcy ściągnęli asfalt i mimo ostrożnej jazdy po tych wyrypach – usłyszałam w kufrze niepokojące hałasy. Dojechałam do domu, otwieram kufer, a tam? Jajecznica! Opakowanie się rozmiękło od potłuczonego jajka i rozpadło na dwie części, co spowodowało wylot z opakowania i destrukcję reszty jajek (przeżyło jedno!). No nieźle! Zakupy musiałam opłukać pod wodą, jajka z kufra wybrać kubkiem, a następnie go dokładnie umyć.

20161023_125110Na niedzielę razem z Tomkiem i jego żoną Elą zaplanowaliśmy jakąś wycieczkę. Padło na Skalne Miasto Osówka, bo nikt z nas tam nie był. Zwiedziłam już obiekt Włodarz i byłam w Gross Rosen, a te miejsca łączy jedna historia. Zatankowałam i czekałam na Tomka i Elę na pięknym parkingu, który pod galerią w Kłodzku, tuż przy drzwiach wymalowano. Bardzo fajny pomysł! Mieli małe spóźnienie, a mi strasznie zależało by zdążyć na zwiedzanie o 14, bo to gwarantowało, że do Wrocławia wrócę przed zmrokiem. Tomek tak się przejął, że jakiś diabeł w niego wstąpił i swoją „rakietą” CBR 250 z przestraszoną Elą na pokładzie, zaczął wyprzedzać jak szalony 🙂 Patrzyłam na to z niedowierzaniem, jednak sama zachowałam więcej ostrożności, bo wiedziałam, że i tak mam czym go dogonić. Uśmialiśmy się potem z tej sytuacji, ale wszystko się udało i zdążyliśmy na czas, a nawet załapaliśmy się na promocję biletów „Dolny Śląsk za pół ceny”.

Skalne Miasto Osówka to część kompleksu Riese, o budowie bardziej zaawansowanej, niż widziałam we Włodarzu. Skalne korytarze i sale były dużo większe. Jednak jakbym miała ocenić samą wycieczkę, to polecę Wam obiekt Włodarz. W Skalnym Mieście (nazwa też nijak się ma do rzeczywistości) przewodnik nie opowiadał zbyt ciekawie, jakoś monotonnie i od niechcenia. Nie jestem fanem historii i mój mózg nie przyjmuje w ten sposób podanych informacji. A historia potrafi zaciekawić, trzeba ją tylko ciekawie podać, co w wielu odwiedzonych przeze mnie miejscach się powiodło. Nie wrócę tam już i polecać też specjalnie nie będę (no chyba, że fanom historii).

p.s. Ostatnio udało mi się na wyprzedaży upolować komplet odzieży termoaktywnej Spaio i powiem Wam, że jest super. Fajnie trzyma ciepło i nie pozwala na trzymanie wilgoci. Często tak mam, że się zgrzeję w tych ciuchach motocyklowych na parkingu, a potem po mokrych plecach i T-shircie mi zimno. Z odzieżą termo nic takiego się nie dzieje, a jest tak wygodna, że się nie ma ochoty jej ściągać po powrocie do domu 🙂 . Przydała by się jeszcze taka wersja zimowa z wełną merino.

Muzeum Gross-Rosen w Rogoźnicy

Pogoda nie rozpieszcza motocyklistów… Po cudownym wrześniu, kiedy to codziennie mogłam latać motocyklem do pracy, przyszedł październik, noce po 4 stopnie temperatury i ciągłe opady. Normalnie doła można złapać! Wyczekiwałam weekendu i łaskawie pogoda miała się poprawić na sobotę. Szału nie było, bo obiecane słońce ciągle się chowało, ale chociaż temperatury wzniosły się ponad 12 stopni. Dzień ten wykorzystałam, razem z Emilem, na wycieczkę do obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Jak się później okazało, to raczej muzeum, bo z obozu zostało niewiele…

Dlaczego takie miejsce? Chyba, żeby się zmierzyć z trudną historią. W Oświęcimiu byłam na wycieczce w szkole podstawowej i niewiele z tego pamiętam. W liceum poznawaliśmy równie trudną/bolesną literaturę z tego okresu, a jako dorosły człowiek nie miałam już okazji zetknąć się z tą tematyką.

Obóz znajdował się na uboczu miejscowości Rogoźnica, zostawiliśmy motocykle na parkingu i w kasie zakupiliśmy bilety na film, i bilet parkingowy (przewodnik jest dostępny za dodatkową opłatą dla grup). W pierwszym budynku mogliśmy w małej salce obejrzeć film dokumentalny o obozie z wplątanymi relacjami osób, które to piekło przeżyły oraz z zachowanymi fotografiami. Następnie zwiedzaliśmy małe muzeum z rzeczami i dokumentami, ocalałymi z obozu oraz tablicami opisowymi z fotografiami.

Po tej pierwszej dawce szokujących informacji mogliśmy pójść do bramy obozu. W pomieszczeniach po obu jej stronach można zobaczyć jeszcze obrazowo-opisową historię ekspansji Hitlera oraz budowy kompleksu Riese (w którego powstaniu swój udział mieli więźniowie z Gross-Rosen).

Po wejściu na teren obozu zobaczyliśmy głównie fundamenty pozostałe po drewnianych barakach dla więźniów, z tablicami opisowymi ich położenia i przeznaczenia. Na koniec udaliśmy się do kamieniołomu, w którym więźniowie musieli pracować.

Zobaczone do tej pory fotografie i opisy więźniów, moja wyobraźnia mogła połączyć z tymi miejscami… To były bardzo bolesne historie i zbyt często prowadzące do śmierci. To niewyobrażalne okrucieństwo wobec ludzi, na które pozwoliły sobie inne jednostki „ludzkie”.

Tragiczne losy więźniów trudno jest ogarnąć emocjami, żyjąc we współczesnym świecie, gdzie problemem jest to, co czytamy na facebooku, albo niemożność kupienia nowego iphona. Gdzie ośmielamy się mówić, że wolność daje nam motocykl, a prawdziwe znaczenie tego słowa poznali tylko Ci więźniowie, którzy to piekło przeżyli.