Jezioralna niedziela :-)

Miałam niedzielę do polatania to wymyśliłam trasę ok 300km, która obejmowała wielkopolskie jeziorka. Pierwszym punktem docelowym była Sława, ale ruch turystyczny był tam spory. Zaparkowaliśmy więc z Emilem nad jeziorkiem, dopiero w okolicy przystanku w Lubogoszczu. Punkt był super, bo nie oblegany, jedynie kilku windsurfingowców ćwiczyło sztukę „latania” po wodzie. A powiem Wam, że Ci wprawieni to osiągali prawie motocyklowe prędkości!

Kolejny punkt przy drugim jeziorze zaliczyliśmy w miejscowości Niałek Wielki. Wybraliśmy punkt odludny, jak i same jezioro nie jest, aż tak mocno oblegane.

Wolsztyn był naszym punktem do zawracania, ale po drodze zobaczyliśmy stację kolejową zapełnioną starymi lokomotywami i postanowiliśmy się tam na chwilę zatrzymać.

Drogi w Wielkopolsce były super i miałam o tym województwie bardzo dobre zdanie… miałam. Niestety droga z Wolsztyna do jeziora w Boszkowie to obraz nędzy i rozpaczy… Wyboista, dziurawa i cała zorana maszyną do ścinania kolein. Dla motocykla to straszna katorga! Boszkowo jest już mocno turystyczne, a cena niedużego obiadu z rybą nas powaliła, choć sama knajpa była wyjątkowa, bo stało w niej wiele drewnianych rzeźb. Plaża dość oblegana, choć mocno wiało i pogoda nie do końca była plażowa.

Cała wycieczka była dość przyjemna, takie pożegnanie lata w pewnym sensie. Jeziora były czyste i świetne do uprawiania sportów wodnych. Mnie jednak w tym kierunku jakoś nie ciągnie 🙂

Wrak-Race w Bagnie

Z tygodniowym opóźnieniem pokazuję Wam fajne zawody, na których miałam okazję być. Od zawsze chciałam zobaczyć wyścigi wraków, ale jest to „dyscyplina”, która świetnie przyjęła się na Górnym Śląsku, a na Dolnym Śląsku bardzo słabo. Tak się złożyło, że ostatnio robiłam wywiad z sympatyczną zawodniczką takich zawodów: Agnieszką Zielonką i postanowiłam przejrzeć kalendarz imprez tej serii. Chyba miałam jakieś przeczucie, bo się okazało, że właśnie w najbliższą sobotę mam takie zawody prawie pod domem! Imprezie towarzyszył mały zlot starych motocykli i samochodów:

Cały wyścig odbywał się po prostu na polu, tuż po żniwach, a w pewnym momencie ściernisko zaczęło się na torze palić, ale obecna obok Straż Pożarna szybko sytuację opanowała. Przejeżdżające samochody wzbijały tumany kurzu i czasem ciężko było dostrzec, co się właściwie na torze dzieje. Na szczęście kurz unosił się w przeciwnym kierunku, niż miejsca dla widzów (choć nieco piasku w zębach dało się poczuć).

Sama rywalizacja polegała na wyścigu w grupach ok. 5 samochodów. Z kolejnych etapów wyłaniano tych, co trasę przejechali w miarę bezbłędnie i ruszały kolejne rundy, aż do finału. Na koniec miały być jeszcze skoki finalistów z małej skoczni, ale w końcu uznano, że to grozi dachowaniem i nic takiego się nie odbyło.

Wraki nie mogą kosztować więcej, niż 1000 zł. Można je modyfikować, większość z nich nie wygląda zewnętrznie dobrze, ale jadą całkiem żwawo i agresywnie, co skutkuje świetnym widowiskiem, szczególnie, że wraki ciągle na siebie wpadają. Warto zobaczyć takie zawody na żywo!

Popołudnie z Modeką i Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdrój

Weekend spędziłam w Kotlinie Kłodzkiej, a że akurat w Ludwikowicach Kłodzkich była baza sobotniego wypadu On-Off z Modeką, to Justyna namówiła mnie, żeby tam wpaść. Impreza wprawdzie ruszała z Wrocławia i miała do wyboru trasę asfaltową i terenową, ale na miejscu był motocyklowy obiadek i wiele przydatnych w podróżowaniu wskazówek, które zdradzał Tobiasz Kukieła. Miejscówka świetna – w drewnianej altanie obok zbiornika wodnego i super spędzony czas:

Wracając, przejeżdżałam przez Nową Rudę, dwa wyznaczone pasy, szerokie chodniki, widoczne pasy – to tak jakoś mi nie wyszło te 50km/h w zabudowanym 🙂 . Wychodzę z zakrętu a tu policjanci! Palce mam zawsze na klamkach to wyhamowałam w trybie ekspresowym i jadę sobie, jak gdyby nigdy nic…. Pan policjant wymierzył we mnie radar, a że nie miał już za co mnie zatrzymać, to jedynie uśmiechał się, że taki mam dobry refleks. Niezła ulga, bo mandaty kosztują.

W niedzielę postanowiłam odwiedzić Muzeum Papiernictwa w Dusznikach Zdrój, bo po pierwsze – nigdy tam nie byłam, a po drugie trwały tam dni otwarte i były atrakcje dodatkowe. Piękny jest sam budynek tego muzeum, a dodatkowo w środku zachowały się dwa prywatne pokoje właścicieli z ręcznie malowanymi ścianami i sufitami (na drewnie). Muzeum wprowadza dogłębnie w temat historii papiernictwa i mimo darmowego wstępu – przewodnik dokładnie o wszystkim opowiadał. Na parterze jest pełen przegląd surowców, maszyn i produktów z papieru.

Piętro wyżej zetkniemy się ze współczesną sztuką tworzoną z papieru, choć czasami tego wcale nie widać. Jak to współczesna sztuka – nie zawsze jest łatwa w odbiorze, nie zawsze zachwyca i część eksponatów ominęłam szerokim łukiem haha

Ostatnie piętro się poświęcone, głównie polskim banknotom. Tym w obiegu kiedyś i dzisiaj, ale także wzorom niewprowadzonym oraz banknotom stworzonym przez kolekcjonerów. To też sala najbardziej multimedialna z dotykowymi stołami i urządzeniami do testowania banknotów. A na dziedzińcu rozłożyły się ekologiczne stragany, odbywały się konkursy, koncerty, zajęcia dla najmłodszych.

Wszystko przemknęłam dość szybko, bo było nieznośnie gorąco i zdecydowanie lepiej było jeździć, niż stać – co też uczyniłam 🙂 .