Moto Wstążka we Wrocławiu

W niedzielę 1 października postanowiłam po raz drugi dołączyć do różowej akcji propagującej badania i wczesne wykrywanie min. raka piersi. Zebraliśmy się pod Urzędem Marszałkowskim, porwaliśmy Marszałka na motocykl i różową paradą motocyklową udaliśmy się do Dolnośląskiego Centrum Onkologicznego.

Każdy mógł liczyć na różową koszulkę akcji, a także przystroić motocykl wedle własnego uznania, więc mój Dziabąg ubrał różowy stanik na tą okazję 😉 . Przejazd przez miasto musiał być zgodny z przepisami ruchu drogowego, co zepsuło szyk już na pierwszych światłach. Na szczęście większość wiedziała, gdzie jest miejsce docelowe.

Po salach DCO oprowadzał nas lekarz, który na co dzień decyduje o tym, jaki sposób leczenia dla pacjentek będzie najlepszy. Pokazywał nam nowoczesny sprzęt do przeprowadzania badań, który sprawia, że samo badanie piersi nie jest tak bolesne, jak przy aparatach starego typu. Chodziliśmy po salach w których pacjentki się diagnozuje, a także byliśmy w sali, gdzie kolegialnie zespół lekarzy podejmuje decyzje o wyborze sposobu leczenia. Taka zespołowa decyzja daje o ok. 20 % lepsze wyniki leczenia, niż decyzja podejmowana tylko przez jedną osobę. To była cenna lekcja i ważne tematy, o których każda kobieta powinna wiedzieć.

Na koniec pojechaliśmy na obiad w Rynku, do Chopper-Baru, a nasze motocykle wzbudzały wiele zainteresowania na chodniku. Muszę przyznać, że i na mnie dziewczyny na głośnych Harley-ach zrobiły wrażenie. Sama nie widzę się na takim motocyklu (przynajmniej w tym momencie życia), jednak muszę przyznać, że połączenie tak surowej maszyny z kobiecością jest elektryzujące!

VI Zlot Franciszka Bondarczuka w Niemczy

Pierwszym planem na niedzielę był wyjazd na wyścigi starych motocykli do Brannej w Czechach. Jednak prognozy pogody były paskudne w tamtym regionie i nie uśmiechało mi się stać tam w deszczu pół dnia. Jeden z kolegów napisał coś o jakimś zlocie w Niemczy, to zaczęłam szukać informacji co i jak. Okazało się, że to taka parada motocykli na miejskie święto w Niemczy, rzuciłam więc post na zachętę w kobiecej grupie motocyklowej i do towarzystwa zgłosiła się Marta.

Spotkałyśmy się na miejscu (jechałyśmy z różnych stron) i była tam też grupa moich kolegów. Najwięcej było ciężkich motocykli, bo jak opowiedział mi organizator – Franciszek Bondarczuk, który zginął w wypadku, organizował wcześniej takie zloty w Niemczy. Ku jego pamięci tradycja została zachowana i połączona z obchodami rocznicy obrony miasta Niemcza.

Impreza nie była nagłośniona, ale i tak zjechało się, chyba z 70 motocykli. Ruszyliśmy na małą, ale bardzo fajną, krętą trasę po okolicy do celu, jakim był Rynek w Niemczy. W takiej paradzie trzeba być bardzo czujnym i mieć oczy „dookoła głowy”, ponieważ motocykle są z każdej strony. Jeden z motocyklistów o tym zapomniał i gdy zobaczył znajomych na poboczu, to postanowił do nich zjechać, centralnie zajeżdżając mi drogę! Sytuacja byłaby tragiczna w skutkach, ale na szczęście on w połowie manewru się ocknął i zatrzymał, a ja miałam miejsce na mega szybki unik w lewo. Ciśnienie skoczyło mi na maksa! Koledze zresztą też, bo potem wielokrotnie mnie przepraszał za tą sytuację.

Wielką paradą wjechaliśmy na rynek i go praktycznie opanowaliśmy! Na miejscu były różne zabawy i klimatowe, historyczne pokazy grup rekonstrukcyjnych. My mogliśmy liczyć na darmową kiełbaskę i świetne towarzystwo.

Potem wróciłam jeszcze na chwilę do Kotliny Kłodzkiej i przyszła pora powrotu do domu. Zrobiłam tego dnia ok. 250 km, a pod samym garażem przejechała by mnie kobieta za kierownicą samochodu! W Brzegu Dolnym są może ze 3 duże krzyżówki i ludzie nie mają pojęcia kto ma pierwszeństwo! Ręce opadają!

Rajdowa sobota

W Kotlinie Kłodzkiej rozgrywał się Rajd Dolnośląski, niestety zaczynał się w piątek, więc w sobotę miałam już tylko 2 różne odcinki do wyboru. Postanowiłam podjechać na ostatni, kultowy odcinek Spalona. Kilkanaście lat temu spaliśmy tam pod namiotami przy schronisku, żeby być na trasie od rana. Pamiętam, jak dopadła nas w nocy taka ulewa, że mała rzeka płynęła nam przez przedsionek namiotu 🙂 . Ale to były inne czasy i rajdy były wtedy bardziej widowiskowe.

Odcinek biegł przez całą miejscowość, więc musiałam dotrzeć na trasę w połowie trasy, jadąc od Długopola Zdrój. Zobaczyłam na mapce fajne zakręty, więc na samą myśl się cieszyłam. Nie trwało to jednak długo, ponieważ gdy tylko skręciłam w stronę Spalonej – to się załamałam! Dawno nie widziałam drogi w tak opłakanym stanie, dziury i łaty w stanie ciągłym. Momentami prawdziwe enduro ze śladowymi ilościami asfaltu. Piękne zakręty może i były, ale trzeba je było pokonywać powoli i slalomem pomiędzy dziurami. Umęczyłam się strasznie…

Pod odcinkiem pasły się owce i kibice 🙂 , pogoda dopisała, więc całkiem przyjemnie oglądało się walkę zawodników. Jednak to, co wzbudziło największe emocje, nie tylko u mnie – to rywalizacja aut historycznych na końcu rajdu. Niestety nie mogłam Wam zrobić zdjęć, bo zapomniałam wziąć powerbanka, a padł mi telefon (aparat foto też w domu został). Musicie to sobie wyobrazić… Pięknie brzmiące i szybkie Audi Quattro oraz Subaru Imprezy. Uwielbiane Fiaty 125 i 126p, Łady i inne, kultowe i nie najnowsze modele – wszystkie w wersji pełnorajdowej. Cudowne dźwięki, mnóstwo pracy pasjonatów i uśmiechy na twarzach wszystkich kibiców! Super widowisko!

Wróciłam już odcinkiem, gdy z trasy zjechały wszystkie rajdówki. I powiem Wam, że trasa, na którą wysłali zawodników wcale nie była lepsza. Też pełna łat, dziur i wybojów, aż im współczułam na tych twardych zawieszeniach…