Akcja oponka na start

Szukałam serwisu opon w pobliżu, koledzy jeden polecali, więc zadzwoniłam umówiłam się i… najpierw dostałam sms, że mam miły głos (to jeszcze OK), a dzisiaj nad ranem ten poniżej i ręce mi opadły…. Co z tymi facetami???!!!!! Odpowiedziałam tak, żeby w „pięty poszło” i znalazłam inny serwis w okolicy, gdzie profesjonalnie i bez zbędnych podtekstów oponkę mi wymieniono.

Ponownie kupiłam oponę Michelin Pilot 2, bo ma przystępną cenę i sprawdziła się w każdych warunkach. Miałam ten model także w poprzednich motocyklach i przyczepność zawsze (nawet w deszczu) była doskonała. Oczywiście marzy mi się Pilot 4, ale cena jej jest jeszcze dość spora.

To niestety nie koniec wydatków, bo opona z przodu też się kończy i motocykl wymaga także wymiany napędu. Zrobię to wszystko już wiosną.

Moja szybka (dosłownie) przygoda z motocyklem sportowym!

28 sierpnia miałam urodziny, więc uznałam, że to świetna okazja, by zrobić coś wyjątkowego. Znacie pewnie moje podejście do „szlifierek”, „plastików” – motocykli sportowych. Omijam je szerokim łukiem, bo ani to wygodne, ani praktyczne i zdecydowanie zbyt szybkie, jak na moje potrzeby. Ale korzystając z tej wyjątkowej daty, postanowiłam zmierzyć się z tematem i przekonać osobiście, czy oby się w tym temacie nie mylę???

Dawcą motocykla był Emil, który już kiedyś oferował mi przejażdżkę swoim litrowym Kawasaki Ninja ZX10, ale musiałam do tego dojrzeć! Przebrałam się w motocyklowy strój i plan był taki, że najpierw na osiedlu poćwiczę ruszanie i hamowanie (bo hamulce żylety), a potem pojedziemy w traskę. No cóż… doszło jedynie do planu w części pierwszej.

Usiadłam na motocyklu, pochyliłam się, żeby dosięgnąć manetki i niby wszystko w miarę OK, ale jak to połączyć ze stopami w tej dziwnej pozycji na podnóżkach? Z moimi, długimi nogami to wcale nie jest proste! Kolejna sprawa – sprzęgło. Emil ma je tak ustawione, że gdy klamka dotyka kierownicy to rozłącza, a już 5 milimetrów nad nią „bierze”. W moim odczuciu zupełnie bez sensu, bo sama wciskam klamkę na 3 centymetry i szybko zmieniam bieg.

Ruszyłam kilka razy na półsprzęgle i się poddałam. Duża masa motocykla, nienaturalna na nim pozycja i to sprzęgło – to było zbyt dużo niepewnych elementów, jak dla mnie. A wiadomo, że jak jest brak pewności na motocyklu, to zwykle nic dobrego z tego nie wynika. Wiem, jak Emil kocha swój motocykl, więc odpuściłam dla dobra maszyny haha. Ja „nic nie muszę”, to była tylko próba przekonania się do czegoś, co najzwyczajniej nie jest dla mnie 🙂 I wcale nie żałuję, że nie jest!

p.s. Choć całkiem fajnie na nim wyglądam 🙂

Warkocz bezpieczeństwa :-)

Opowiem Wam dzisiaj o tym, że są takie, kobiece sposoby na poprawę bezpieczeństwa własnego na drodze. Zwykle jest to podkreślenie w jakiś sposób swojej płci na motocyklu, czyli np. różowe, czy czerwone dodatki, ubiór, kask lub długie włosy wystające spod kasku. Ja stosuje włosy, koniecznie splecione w warkocz – ponieważ to gwarantuje brak problemów z ich późniejszym rozczesywaniem.

Co to właściwie daje? Oj dużo! W 90% przypadków gwarantuje większy odstęp innego pojazdu od motocyklistki w czasie jazdy i wyprzedzania. Gwarantuje też większe przyglądanie się i ocenianie jazdy, ale to akurat przy okazji 🙂 . To prawda, którą potwierdzają także moje koleżanki o długich włosach, dopiętych do kasku warkoczach, czy w różowych strojach. A moja motocyklowa koleżanka Justyna, ostatnio swoje włosy ścięła i zszokowała się, jak to pogorszyło jej „relacje” z innymi kierowcami. Zapuszcza, więc włosy od nowa…. To też odsłania smutną prawdę o tym, jak są traktowani na drodze nasi koledzy, mężczyźni na motocyklach.

Z jednej strony takie, lepsze traktowanie może wynikać z wyjątkowości kobiet na motocyklach i szacunku do nich, jednak powstała też teoria, że to tylko wynik stereotypu, że „baba za kierownicą” (a do tego blondynka!), więc trzeba uważać! Tak czy siak – najważniejsze, że przynosi to pozytywny skutek i motocyklistki na drodze czują się nieco bezpieczniej!