Garda 2024 – dookoła Jeziora Garda

Urlop 2024 czas start! Dojechaliśmy pod Gardę i postanowiliśmy wystartować od okrążenia tego jeziora. Zaczęliśmy od północy, stroną wschodnią. Początkowo ruch na drogach był taki, że już się zastanawiałam, czy to był dobry pomysł, na szczęście im dalej – tym było luźniej. Do tego był potworny upał i kamizelki chłodzące (hyperkewl na wodę) uratowały nam ten wyjazd, choć nie obyło się bez kryzysu 😉. Koncentracja w upale spada mi na maksa, muszę się wtedy ratować przerwami, energetykami lub sklepem z klimatyzacją.

Stawaliśmy na kilku punktach widokowych, odwiedziliśmy małe miasteczka oraz weszliśmy na zamek w Sirmione. Świetnie zachowane ruiny z murami wypuszczonymi w jezioro – robią wrażenie!

Zachodnia część trasy wzdłuż brzegów jeziora początkowo była nudna, ale później widoki na góry znów zaczęły zachwycać, a liczne tunele w skałach skutecznie nas schładzać. Do domu dotarliśmy ok. godz. 19, a 25 stopni wydawało się już chłodną temperaturą 😂.

#motokamyki wędrujące kamyczki motocyklowe

Spodobał mi się pomysł na malowanie kamieni i „puszczanie” ich, by wędrowały po świecie. Wkrótce zaczynam urlop, więc stworzyłam swoje pierwsze cztery #motokamyki , które zostawię na wybranych włoskich przełęczach w okolicy Jeziora Garda.

Jeżeli macie ochotę wziąć udział w takiej zabawie, albo znajdziecie jakiś motokamyk i zabierzecie na wycieczkę – to możecie się tym pochwalić na mojej grupie FB: #motokamyki PL lub napiszcie na cyklistka.moto@gmail.com .

6. zlot Kawasaki Versys United – Klub Polska w Borach Tucholskich

Co to był za weekend! Na Kaszubach mnie jeszcze nie było i pozostaje pod ich wrażeniem. Świetne drogi (ich najgorsza nawierzchnia dróg, to na Dolnym Śląsku czasami najlepsza haha), piękne widoki, mnóstwo jezior i lasów! Warto tam wrócić i z pewnością to zrobię…

Na zlot dojechaliśmy dopiero przed północą w piątek, szybko (o ile można tak powiedzieć o 5 godzinach jazdy) i wygodnie, bo z motocyklami na lawecie. Ekipa motocyklowa jeszcze była na chodzie i chętna do dalszej zabawy, więc zaraz po zameldowaniu się w domku, wylądowaliśmy na plenerowej dyskotece z… pielęgniarkami. U nas prawie same chłopaki, u nich prawie same babki – więc akurat się wpasowaliśmy. Muzyka grała chyba do godz. 4 nad ranem, ale ja po 2-giej już poległam.

Spaliśmy przy Jeziorze Charzykowskim w miejscowości Funka. Mieliśmy 4-osobowe, drewniane domki z łazienkami i kuchniami oraz możliwość rozpalania wieczornych ognisk integracyjnych. Większość soboty i tak nas nie było, bo grupowo wybraliśmy się na wycieczkę krajoznawczą.

W tak dużej grupie jechać trzeba spokojnie i z głową, ale koledzy świetnie sobie poradzili z zabezpieczaniem naszych wyjazdów i zjazdów ze skrzyżowań, nikt się też nie zgubił. Trasa miała ponad 200 km – odwiedziliśmy wiatrak w Ręboszewie i „zamek” w Łapalicach.

Pod wiatrak w Ręboszewie nie odważyłam się wjechać, bo droga tam była stroma po betonowych płytach z dziurami, wdrapałam się więc na górę, a było warto, bo widoki przepiękne! A i sam wiatrak robi wrażenie, a nawet mozna sobie w nim przenocować.

Drugie miejsce – „zamek” w Łapalicach było dość specyficzne, bo ani to zamek, ani obiekt do zwiedzania – ale tak funkcjonuje w praktyce i robi wrażenie. To duża budowla w stanie surowym, która miała być spełnieniem marzeń, a „zamarła” w połowie ich realizacji. Kilka razy musiałam powalczyć ze swoim lękiem wysokości i przestrzeni (bo ani tam okien, ani barierek nie ma), ale dałam radę. Krążą plotki, że inwestycja ruszy ponownie, bo miejscowe władze zalegalizowały obiekt, zobaczymy…

Super było znowu zobaczyć versysową ekipę (bo są tacy, co na każdym zlocie byli), jak i poznać nowych uczestników zlotu (ok. 60 osób wszystkich). Organizacja spotkania, przez naszego kolegę Roberta, jak zwykle była udana! A uczestnicy zlotu niezmiennie fantastyczny zrobili klimat – godziny rozmów, dużo pozytywnej energii i śmiechu. Weekend z nimi jest niezapomniany i dodaje powera! 😍 Już nie mogę doczekać się jesieni i kolejnej takiej integracji, która odbędzie się w Białym Kościele.