Kanapa motocyklowa z pianką memory. Jak zrobić samodzielnie? Czy warto?

Zapomniałam się pochwalić, że moja kanapa przeszła garażowy tuning zmiękczający, ponieważ już po przejechaniu 100 km motocyklem – mój tyłek błagał o przerwę. Przeróbki kanap motocyklowych są dość popularne, ale i kosztowne… W internecie jest sporo poradników, jak samodzielnie przerobić kanapę motocyklową, więc namówiłam Emila, żeby spróbował to zrobić w naszych motocyklach. Zaczął od swojego, wyszło fajnie, więc mój był kolejny. Żel zmiękczający siedzenie nie sprawdza się zbyt dobrze, ale pianka memory zbiera coraz lepsze opinie, dlatego zdecydowaliśmy się na przeróbkę samodzielną z tą pianką.

Na początek trzeba zdjąć fabryczny pokrowiec i symetrycznie zaznaczyć pole do wycięcia gąbki, a żeby było łatwiej, to wydłubywanie nożykiem można robić się po naciętych kwadracikach. Potem wyrównanie powierzchni, włożenie pianki memory – nieco wyższej niż zagłębienie, bo ona mocno się ugina. Pianka jest dostępna w małych kwadratach różnej grubości na allegro (ok. 20 zł). Potem klej tapicerski w sprayu i cienka warstwa gąbki, żeby nie było widać i czuć łączenia materiałów. Całość zabezpieczona jest folią, chroniącą przed namakaniem, bo pianka memory nie lubi wody. Na koniec ubranie pokrowca starego lub nowego – ja zamówiłam personalizowany na allegro za ok 250 zł od Wijalis.

Czy warto dać piankę memory do kanapy motocyklowej? Zdecydowanie! Jeżdżę już rok, jestem w stanie zrobić 500 km bez bólu tyłka, co na początku było sporym, pozytywnym zaskoczeniem. Jedyna wada, jaką zauważyłam, to mocniejsze nagrzewanie się siedzenia latem. Ale są fajne, przewiewne siatki 3D na kanapę dla tych, którym to mocno przeszkadza. Dla mnie to mały minus przy takiej poprawie komfortu jazdy na plus.

Czeska Szwajcaria na majówkę

Czeska Szwajcaria to motocyklowy raj. Trasy są tam świetne, asfalt wąski, kręty i gładki. Okoliczności przyrody cudne. Jeżeli jednak chcecie chodzić po górach, to warto tam kupić nocleg lub zostawić motocykl na parkingu w Mezni Louka, przebrać się i iść na szlaki. Trasy nie są bardzo wymagające, ale w większości długie, więc pokonywanie ich w stroju motocyklowym będzie męczące. Blisko drogi są np. Pańska Skała i skalny zamek Rock Castle Sloup.

My wyskoczyliśmy do Czeskiej Szwajcarii ekipą motocyklową (ale samochodami), na 1-3 maja – termin był to idealny, bo pogoda dopisywała. Mieszkaliśmy w miejscowości Hrensko, co do której mieszane mam odczucia. Z jednej strony piękne budynki ze skałami w tle, a z drugiej – połowa miasta przerobiona na hangary z chińskimi produktami i podróbkami.

Niedaleko było wejście na szlak do Pravcickiej Bramy, niezbyt wymagający (śmiało możecie tam zabrać mniejsze dzieci czy psa). Samo miejsce zachwyca, choć też widać z góry ogrom zniszczeń, jakie wyrządził tam pożar. Obrazy, niczym z pocztówki, podziwiać można na własne oczy z różnych stron.

Min. z powodu tej klęski skrócony jest szlak przez Wąwóz Edmunda do Dzikiego Wąwozu. Start i meta jest teraz w miejscowości Mezni Louka. Na końcu szlaku można się przepłynąć łodzią wśród skał, ale tylko kawałek – może z 15 minut to trwa w obie strony. Na szczęście spacer w pięknych okolicznościach przyrody trwa dłużej. Trasy dla turystów są dobrze przygotowane i oznaczone, bardziej relaksacyjne, niż wysiłkowe.

Wyskoczyliśmy zobaczyć jeszcze cud natury, jakim zdecydowanie jest Pańska Skała. Można ją podziwiać, ale także się na nią wdrapać. Nie zdążyliśmy wspiąć się na skalny zamek Rock Castle Sloup (czynny do 16), gdzie chce wrócić motocyklem w pierwszej kolejności.

Informacje dla kierowców samochodów: parkingi są płatne od 50-200 kc, zwykle nie ma taryfy godzinowej, ale całodniowa. Nie warto stawać poza parkingami, bo służby tam bardzo się przykładają, cały dzień jeżdżą po okolicy i zakładają blokady na koła. Pewnie nie jest tanie ich zdjęcie.

Czeska Szwajcaria mnie zachwyciła, pozostał niedosyt, więc powrót (też na stronę niemiecką, szczególnie na Bastei) jest nieunikniony 😉.

Muzeum Miedzi w Legnicy

W niedzielę postanowiłam wyskoczyć do Muzeum Miedzi w Legnicy. Sama nazwa muzeum jakoś specjalnie mnie nie zachęcała, ale zdecydowanie warto było je odwiedzić! Pogoda dopisała, więc przyjemną jazdę motocyklem połączyć mogłam z pożytecznym poznawaniem historii i sztuki.

Główną siedzibą muzeum jest piękny, barokowy budynek dawnej kurii opatów z Lubiąża z 1728 roku. W główna sali zgromadzono eksponaty związane z wydobyciem, przeróbką i zastosowaniem miedzi. A na pozostałej przestrzeni muzeum wystawia różne fotografie i obrazy, więc każdy znajdzie tam coś interesującego. Szczególnie, że wystawy zmieniają się co kilka miesięcy. Tym razem mogłam obejrzeć fotografie dzikiej przyrody, zdjęcia reportażowe z wydarzeń regionu oraz obrazy Telemacha Pilitsidisa z rożnych okresów twórczości.

Trafiłam na końcówkę tego okresu wystaw, więc pewnie odwiedzę to miejsce ponownie. Szczególnie, że od 11 kwietnia będą tam wystawiane dzieła polskiego malarstwa z prywatnych zbiorów kolekcjonerów. Taka okazja pewnie nie zdarza się zbyt często.