|

Wycieczka 100 zakrętów +

DSCN5230Dzisiaj pobiłam zdecydowanie swój rekord czasu jazdy po operacji – prawie 120 km! (Trasa: na google mapy). Dołączyłam do ekipy z Wrocławia, która zmierzała na „drogę 100 zakrętów” z Radkowa do Kudowy Zdrój. Jako, że grupa liczyła 9 motocykli w rozpiętości pojemności od 72 (nawet nie wiedziałam, że takie są!) do 650 – to cała grupa jechała tempem, które było akceptowalne, a z pewnością nikogo nie trzeba było gonić. Umówiliśmy się na spotkanie w Nowej Rudzie, gdzie dotarłam sporo przed czasem, bo chłopcy mieli przygodę ze zgubieniem tablic rejestracyjnych 😉 .

IMG_20150411_115234Ruszyliśmy do Wambierzyc pod Bazylikę, gdzie strzeliliśmy pamiątkowe foto, a stamtąd do Radkowa i krętą drogą przez Góry Stołowe do Kudowy Zdrój. Nieco bałam się tej trasy, mając na uwadze moje panikowanie na krętych drogach z górki… Ale w grupie siła! Poza tym, jak zobaczyłam, że te motórki z pojemnością 72 dają radę – to ja nie dam? Fakt, że pod górkę trochę zdychały, ale z górki dostawały takich skrzydeł, że ciężko je było dogonić! Chłopaki może mocy nie mieli, ale jaj im nie brakowało 😉 .

Z przerażeniem obserwowałam, ile czasu jedziemy pod górkę, bo potem tyle samo będzie z górki i po ostrych zakrętach! Na szczęście jadąc od strony Radkowa zjazd nie jest znowu taki straszny (odwrotnie byłoby gorzej) i te 40-60 utrzymywałam. Na poboczach zdarzał się jeszcze śnieg i było trochę syfu na zakrętach. Jak się zatrzymaliśmy to oczywiście musiałam się upewnić, czy oby nie wracamy też tą drogą 😉 . Wracaliśmy już trasą główną (krajowe drogi to wprawdzie nie moja bajka, ale to mniej stresujące dla mnie, niż 180-tki z górki). Zatrzymaliśmy się pod Kaplicą Czaszek i w Kudowie na obiedzie. A z tarasu okazało się, że takich grup, jak nasza latało po tej okolicy jeszcze kilka.

Zachowanie szyku nie było naszą mocną stroną, początek i koniec grupy jakby trzymał, a w środku nieco większy bajzel, a częściej po prostu wąż. Ale jakoś to funkcjonowało 😉 . Ja byłam zwykle druga, trzecia od końca – chciałam tak, bo przy odrętwieniu ręki muszę ją spuścić na dół i wtedy zwalniam. Wolałabym, żeby wtedy nikt na mnie nie wpadł (muszę zrobić ten tempomat z poprzedniego wpisu). Na ósemce okazało się, że jestem ostatnia, bo chłopakom brakło cierpliwości, żeby jechać momentami 40 km/h za tym jednym z pojemnością 72. A ja się czułam w obowiązku go popilnować. Jednak jak się zaczęło bardziej „z górki” – to już nie musiałam, bo oczywiście dostał skrzydeł i ja musiałam gonić jego haha. Czasem machał nogami w czasie jazdy i się śmialiśmy, że od razu koni przybywało!

Kierowcy na ósemce byli grzeczni, ale jeden strasznie niecierpliwy palant musiał mi podnieść ciśnienie! Zaczął wyprzedzanie naszej trójki, mając samochód z przeciwnej. Wyskoczył na lewy pas, zorientował się i zaczął wracać na mój! Jakbym nie miała czym odkręcić – to by mnie gnój do rowu zepchnął! Potem z jeszcze większą zaciekłością wziął się za to wyprzedzanie, mijając kolegę w odstępie może 20 cm. Odechciało mi się wracać do domu trasą i jak chłopcy odbili z trasy na Świdnicę, to ja już pojechałam swoimi, małymi wioseczkami na luzie do domku. Bałam się już ściągać rękę z kierownicy, bo była takim flakiem, że mogłam mieć problem z ponownym złapaniem manetki. Wysmarowałam się już żelem przeciwzapalnym i liczę, że będzie dobrze 🙂 .

Ale udało się! Mam swój nowy rekord!

Galeria Marcina Wrom:

DSCN5228p.s. Zapomniałam dodać, że poznałam 3-go Vigora, a dokładnie to było tak, że Marcin zaprosił mnie na wycieczkę i mówi:
– Będzie też niebieski Vigor
– aaaa, to Magda też jedzie? – pytam
– Jaka Magda? Jedzie Tomek 😉
I tak się okazało, że mamy w okolicy jeszcze jednego, niebieskiego Vigora! Magda z wycieczki musiała zrezygnować, ale mam nadzieję, że w trójkę się jeszcze spotkamy!

p.s. 2 Na parkingu w Nowej Rudzie zatrzymała się starsza pani i pytała kolegi, czy to my jesteśmy te „Nocne Wilki” od Putina? 😉

I film Marcina:
https://www.youtube.com/watch?v=83ho276NsEk&feature=youtu.be

UPDATE: Niedziela na luzie

Dzisiaj miała przyjechać Magda z mężem, jednak z powodu pogody (silnego wiatru bocznego) zrezygnowali. U mnie pogoda poprawiła się w południe, to zrobiłam koło domu 40 km. Więcej się nie dało, bo ręka jeszcze słaba jest po wczorajszej wyprawie. Magda będzie musiała oddać Vigora do regulacji, bo pali jej prawie 8 litrów, a mój Pomidor mnie miło zaskoczył – bo spalił mi wczoraj 3,6 😉 Super!

Podobne wpisy

  • Wjechał nowy, przed-urodzinowy, tłumik Leo Vince Underbody

    Wymarzyłam sobie tłumik na urodziny, ale trafiła się promocja i prezent dotarł 1,5 miesiąca wcześniej. Jak byłam w pracy, to Emil mi go założył i efekt też jest wymarzony! Tłumik LeoVince Underbody Slip-on, bo postawiłam na markę, którą słyszałam w innych motocyklach, choć nie wiedziałam, jak będzie to brzmiało u mnie. I nie chciałam, żeby…

  • W błocie po… pas

    Rajd Tukan to impreza dla dużych enduro w której postanowiłam brać udział, jako „pomagier organizatora”. Trasa była na tyle wymagająca, że na moim Stringu – nie do pokonania. Stopień trudności dodatkowo podniósł padający od piątku (i bez przerwy) deszcz. A w sobotę zapadła decyzja o skróceniu kilku odcinków, żeby zawodnicy mieli szansę dotrwać do mety…

  • Terenowy szał ;-)

    W sobotę miałam zaplanowane jazdy po terenie w okolicach Wołczyna, a String miał okazję wrócić w miejsce, skąd pochodzi… W piątek prześledziłam mapy, bo oczywiście nie chciałam jechać główną trasą przez Oleśnicę. Nie mam frajdy z takiej jazdy, zdecydowanie wolę mało uczęszczane, kręte drogi ze sporą ilością miejscowości i lasów. Lubię widzieć krajobraz, a nie…

  • Start sezonu 2018!

    Start był, tyle, że znowu mamy atak zimy! Tyle śniegu to ostatni raz widziałam, jakoś w styczniu… zeszłego roku. I pomyśleć, że jeszcze tydzień temu było 15 stopni na plusie, odpaliłam motocykl i zrobiłam ok. 500 kilometrów. Odzwyczaiłam się nieco od debili na drogach, a tu zawsze trzeba być czujnym, bo skręcają bez kierunkowskazu, zatrzymują…

  • Z innej beczki…

    Cudna dziś była pogoda na jeżdżenie i właściwie do życia też najbardziej takie temperatury lubię. Żadne tam upały, tylko umiarkowane i przyjemne ciepełko. Nie pojeździłam jednak bardzo dużo, bo wpadłam w pułapkę… książki! Jak ją zaczęłam, to już nie oderwałam się do końca. Na szczęście ma sporo zdjęć to czytanie idzie szybko 😉 Zwykle nie…