Czego uczy jazda w terenie?

Mając za sobą tydzień jazd w tych łatwiejszych i tych trudniejszych warunkach terenu, mogę stwierdzić, że czegoś tam się nauczyłam. Czego dokładnie?

  • że mogę liczyć tylko na siebie – swoje siły fizyczne i determinację. No i na sprawność motocykla oczywiście ;-).
  • że tylko ode mnie zależy, czy szybko się poddam w zderzeniu z przeszkodami, czy będę walczyć.
  • że nawet sytuacja trudna, nie jest sytuacją bez wyjścia. Trzeba sobie dać trochę czasu na ochłonięcie i kombinować dalej.
  • że każda droga (jak i życiowa) ma sporo odgałęzień i prawie na każdej (pozornie, łatwo wyglądającej drodze), mogą się zdarzyć problemy do pokonania.
  • że wybór drogi zależy od jeźdźca, a nie od losu…
  • Pozdrawiam wszystkich rolników, którzy chcąc zyskać kilka centymetrów pola, niszczą polne drogi. I nie stawiają tam znaku „ślepa droga” :-). Dzięki nim pojeździłam po krzakach wysokości Stringa, świeżo zaoranych polach i słomie…

    Pocztówki z wakacji przesyła String:

    Podobne wpisy

    • Uczę się jeździć… samochodem! :-)

      Wiem, brzmi to dziwnie, szczególnie, że mam prawko ponad 15 lat 🙂 Jednak od jego zdania – kierowcą byłam jedynie rok. Potem przerwa i 6 lat na motocyklu. Nieraz myślałam o powrocie za kółko, ale wypadek i rehabilitacja ręki odłożyła te plany na długie lata. Przyznam się wam szczerze, że mimo mojej fascynacji sportami motorowymi…

    • Pierwsza wyprawa dwu-motocyklowa

      To była podróż jak… film w zwolnionym tempie. Bardzo długa czasowo, a nie kilometrowo. W zeszłym roku ostatni raz jechałam trasę ponad 80 kilometrów w jednym ciągu, zwykle kręcę się gdzieś koło domu w Kotlinie Kłodzkiej. A Eliza (nowo poznana koleżanka – motocyklistka) zmotywowała mnie, by w końcu przewieź Stringa do Wrocławia i wziąć się…

    • Mój pierwszy deszcz w trasie

      Niby wiedziałam, że wcześniej czy później to się zdarzy, ale czy byłam na deszcz przygotowana? Hmm nie do końca ;-). Wczoraj wieczorem wyruszyłam na Kotlinę Kłodzką do domu, pogoda była OK. Dopiero w okolicach Strzelina totalnie pociemniało. Zadzwoniłam szybko do domu – u nich nie padało, więc byłam dobrej myśli, ale tylko przez chwilę ;-)….

    • Dawid i Goliat

      Dziś miałam przygodę z…tirem ;-). Jechałam sobie jak przystało – grzecznie przez miejscowość, a za mną (grzecznie jak przystało) tirek. Taki duży i czerwony. Wyjeżdżamy z ograniczenia prędkości, to się bujam coraz szybciej, tirek trzyma za mną tempo. I było by wszystko OK, gdyby tirkowi nie włączyła się nagła potrzeba wyprzedzenia mnie. No i patrze…

    • Motocyklowi terroryści…

      Wielokrotnie podczas tego weekendu było mi wstyd za motocyklistów, w szczególności za grupy, które nie miały żadnego poszanowania dla zakazów wyprzedzania ani ograniczeń prędkości. Na złamanie karku i nie ważne, czy podwójna ciągła, wzniesienie, zakręt, krzyżówka… Ręce opadają. Ale od początku – na trasę wyjechałam w piątkowe popołudnie i każdy wie, że jest to czas…

    • Motocyklowe oświadczyny

      To już chyba tradycja, że po intensywnym weekendzie motocyklowym, kolejny mam stonowany. Tak dla równowagi, także portfela 🙂 . Trzasnęłam ok. 300 km, ale raczej celem przemieszczania się z punktu A do B, a nie szukania przygód, więc opowiadać zbytnio nie mam o czym. Ale sympatycznie (jak zwykle na motocyklu) było! Choć o odpowiednią dawkę…