Czy to już zima?

Przerażona prognozami i kończącym się abonamentem na parkingu „pod chmurką”, postanowiłam wywieź motocykl na zimowanie. Skończyło się to małym kryzysem zdrowotnym, ale na szczęście zwalczonym czosnkiem, miodziem i cytrynką. Zostałam na kilka dni w Kotlinie Kłodzkiej i patrzyłam przez okno na padające płatki śniegu… Więc to już? Już po sezonie?? Przecież mam w głowie jeszcze kilka miejsc, w które miałam pojechać…

Jest jednak małe światełko w tunelu, że w okolicach weekendu znów będzie ok. 10-12 stopni. Wierzę w to, pielęgnuję tą wiarę i w mojej głowie zima jeszcze nie nadchodzi! A sio!!!!!

Wracając do odzieży termoaktywnej, to jeszcze jakiś czas temu nie widziałam większego sensu w wydawaniu 200-300 zł na kalesonki i cienką bluzkę. Wszystko się zmieniło, gdy w promocji upolowałam komplet Spaio i… nie miałam ochoty go z siebie zdejmować. Wracałam z jazdy, ściągałam ciuchy motocyklowe i śmigałam po domu w tym kompleciku. Przecież to jak druga skóra i w dodatku optymalnie utrzymująca temperaturę ciała. Jak dokupiłam komplet z wełną merino, to podjarałam się znowu, bo wreszcie miałam cieniutką a ekstra ciepłą warstwę na zimne dni.

Zupełnie zmieniło się moje postrzeganie odzieży termoaktywnej. Do tego stopnia, że mam już kilka par majtek, bokserek, podkoszulek (bo wystarczy poszukać promocji) z wełną merino i bez. To sztuczne włókna wiem, ale jednak lepiej, niż bawełna oddają wilgoć i dzięki temu nie ciągnie zimnem po wilgotnych plecach, a bielizna nie przykleja się do ciała. To jest po prostu praktyczne.

A na zmianę tematu i poprawę humoru polecam mój ostatni tekst z motocainy:
10 głupot, jakie może usłyszeć motocyklistka

Podobne wpisy

  • |

    Do pracy, rodacy…

    No dobra, napiszę, co tam u mnie słychać… Dostałam ze szpitala pozwolenie na powrót do pracy. Wyobrażacie sobie taki powrót po roku przerwy? Bo ja nie ;-). Powrót do porannego wstawania, powrót do wyciętych 8 godzin z życia dziennie i wiecznego braku czasu. Do wgapiania się w monitor, wsłuchiwania w telefon i tego napięcia, jak…

  • Perszingi ;-)

    Wczoraj byłam na treningu z fachowcami i poznałam nową koleżankę z bloga – Maję, co jeździ na Ninja 250. Poprosiłam ją, żeby mi potowarzyszyła w drodze na Środę Śl, bo jechałam tamtędy pierwszy raz motocyklem. Maja na mieście czuje się jak ryba w wodzie, to mogłam się od niej czegoś nauczyć ;-). Na trasie dołączył…

  • Stresssssss

    Kurs nieuchronnie dobiega końca i za jakiś czas (we Wrocławiu ze 2 tygodnie oczekuje się na egzamin) czeka mnie spotkanie oko w oko z… egzaminatorem. Wyobrażam go sobie jako poważnego faceta koło 50-tki, który mówi mało, a jak mówi – to konkretnie. Za próbę żartowania zabija wzrokiem i generalnie nie odpowiada na pytania, jak nie…

  • Jazda po mieście

    Zauważyłam u siebie spadek poziomu stresu przy wyjeździe na miasto, przynajmniej wtedy, gdy jadę tam, gdzie choć raz byłam. Zmuszona jestem do jazdy przez miasto na treningi i przez to oswajam się z tym trochę. Ale w miejsca nieznane staram się jechać za kimś lub MPK ;-). Daleko mi jeszcze do slalomu między pasami, nawet…