|

Czwarta jazda treningowa

Instruktor poinformował mnie, że na kolejnej godzinie kursu wyjedziemy razem na miasto (yyyyyy, że co? :-)). No to szybko pojechałam do Stringa ostro trenować.

Zmiany biegów już jakoś idą, aczkolwiek z tą „przygazówką” przy redukcji to różnie bywa. Tzn. jak się rozkręcę i robię ją przy redukcji, to i potem wbijając wyższe biegi, też mi się zdarza taką strzelić… Robiłam też ósemki wokół butelek, ale tym razem na 1 ręce, na zmianę lewą i prawą.

Pojechałam trochę w teren – oswoić wroga (czyli piach-zabójcę) i, o ile jadę powoli, to nie daje się już zaskoczyć. Ale, jak piach-zabójca zaatakuje mnie znienacka – to pewnie tak kolorowo nie będzie…

Odkryłam nową ścieżkę, taką zarośniętą trawą i tam podobało mi się najbardziej. Przyczepność fajna, tajnych dziur brak i byłoby pięknie, gdyby nie to – że to ślepa dróżka była. Wyjechałam na jakieś nie użytkowane dawno pole i podjarana tym, jak to fajnie jeździć po trawce – ruszyłam na jego podbój.

Nie trwało długo, jak wpakowałam się w jakaś dziurę! String oczywiście odstawił „szopkę”, że się chce na tej trawce położyć. Prawie mu na to pozwoliłam, ale w ostatniej chwili zebrałam wszystkie siły i przywróciłam go do porządku! Ale, że to wojna i straty muszą być – to przypaliłam sobie nogę na silniku, pęcherz jak marzenie! To już drugi ślad po Stringu na mojej prawej nodze ;-). A, że mądra blondynka po szkodzie – to jeansy będą już stale na wyposażeniu garażu.

Podobne wpisy

  • |

    Jazda piąta po mieście

    Ufff, było lepiej! 🙂 Dalej mam „stresa” przed wyjazdem na miasto – to takie pomieszanie adrenaliny ze ściśniętym żołądkiem. Może to wynik niezbyt udanej poprzedniej jazdy. Aż strach pomyśleć, co będzie na egzaminie? Zdecydowanie nie miałam dnia do większych prędkości, ale za to nie popełniłam zbyt wielu błędów. Nadal zdarza mi się nie wyłączyć kierunkowskazu,…

  • |

    Jaaaazda druga

    Na wstępie złapał mnie stres nieco większy, niż za pierwszym razem. Niby coś już jeździłam, ale niepewność nadal spora jest… Najtrudniejsze są pierwsze metry, potem już jakoś idzie, a raczej jedzie ;-). Instruktor Waldek mówił, że muszę popracować nad rozluźnieniem rąk i ramion (bo za mocno opieram się na kierownicy), i poprawić ułożenie stóp (bo…

  • |

    Druga jazda po mieście

    Na drugą jazdę po mieście poszłam już z nieco mniejszym poziomem stresu, niż na pierwszą, ale z taką samą niepewnością – co mnie na tym mieście czeka? 😉 Jazdę miałam z powrotem z instruktorem Waldkiem, większymi i mniejszymi ulicami Wrocławia. Skończyła się jazda z prędkością 30 km/h, kamizelka z e-L-ką miała okazję zafurczeć na wietrze…

  • |

    Jazda szósta

    Zdarza mi się „strzelać ze sprzęgła” – mina instruktora jest wtedy – bezcenna! Szczególnie, że często ruszam, jak gdyby nigdy nic, a przychodzi taki moment że zdławię silnik, prawie jak blondynka ;-). Żadne rady nie pomagają, po prostu: wychodzi, wychodzi, a nagle jeb! No to w ramach treningu musiałam ruszać kilkanaście razy pod rząd i…

  • |

    Jazda piąta

    Pierwszy raz umówiłam się na jazdy w godzinach popołudniowych i okazało się, że to będzie bardzo upalne popołudnie. A upały w mieście (bo „na zielonym” – to co innego) sprawiają, że wszystkiego mi się odechciewa! Przez niecałą godzinę tarabaniłam się autobusem i niech będzie przeklęty ten, kto zastąpił w autobusach okna rozsuwane – uchylanymi! (Najlepiej…