Oj, te zakręty z górki

Pogoda nas, motocyklistów rozpieszcza. Piękne, jesienne weekendy nadal się zdarzają, mimo, że co chwilę ktoś wyskakuje z dramatyczną przepowiednią zimy stulecia. Ja tam zimy nie lubię, a kolejne kilometry na Pomidorze są mi potrzebne, by zdobyć większą pewność jazdy, ale i wzmocnić rękę, bo to jest dla mnie także rehabilitacja. Po każdej jeździe ręka – jej mięśnie dostają w kość, więc i się wzmacniają.

Zrobiłam ok 500 km na nowej maszynie, czasem strzelam sobie ten limit wytrzymałości ręki (60-70 km) w jeden dzień, a czasami rozkładam na weekend. Akumulator nowy już jest, aczkolwiek stary chyba się przestraszył – bo odpalał normalnie, więc jeszcze dam mu szansę dotrwania do zimy.

W sobotę zrobiłam małą traskę – ależ było pięknie! Kolorowe liście złociły się w słońcu (na szczęście są jeszcze na drzewach a nie robią ślizgawicy na drodze) i było cieplutko (jak na listopad). Powolna jazda sprzyja rozkoszowaniu się widokami! Cieszę się, że mam blendę w kasku, bo słońce jest teraz bardzo nisko i mocno odbija się od asfaltu – czasem nie widać, gdzie jechać…

W niedzielę umówiłam się z Tomkiem z Polanicy, upewniwszy się wcześniej, ze ma takie same preferencje prędkościowe (CBR 250). Moją mamę dopiero oświeciło, że i Tomek, i 3/4 motocyklistów, którzy u mnie byli, znam jedynie z internetu – bardzo była zdziwiona hehe. Ale, biorąc pod uwagę, że nie szukam przyjaciół od pierwszego wejrzenia, a jedynie ludzi z tą samą pasją do wspólnego jeżdżenia – to co może nie wypalić przy umówieniu się w ciemno? No nic! Tomek był bardzo fajnym i rozmownym kompanem.

Ostrzegłam go jedynie, że jak będziemy jechać z górki – to może się spodziewać wszystkiego hehe. No i przekonał się zaraz na starcie, jak trzeba było zjechać z ósemki do miejscowości z górki i 180 stopni. Musiał zwolnić, żeby we mnie nie wjechać, a pan za nim serdecznie go obtrąbił 😉 Zakręty tego typu były moją zmorą już na Stringu, jednak poręczność 125-tki pomagała mi wyjść z twarzą z każdej sytuacji. Przy Pomidorze nie jest mi tak łatwo manewrować…

Przeanalizujmy sytuację – pędzę z górki (pędzę to u mnie jakieś 60-70 km przy lokalnej drodze). Jest prosto, fajnie i gęba się cieszy. No ale… wyłania się ostry zakręt i co robię? odpuszczam gaz, żeby zwolnić, czasem redukuję, żeby hamować silnikiem. Czasem użyję jeszcze hamulca, czasem nie mogę puścić hamulca aaaaaaa! Czasem mam ochotę zatrzymać się, zsiąść i powiedzieć „pierd…. nie jadę!”. Oczywiście nie robię tego, pokonuję zakręt normalnie, a na koniec muszę przyśpieszyć, żeby z niego wyjechać bo tak dohamowałam 😉 I pukam się wtedy w głowę! Po co ta panika? Znów się uśmiecham, bo się udało! I tak do kolejnego zakrętu z górki, gdzie procedura się powtarza. A okazji do tego mam wiele, bo w podgórskich terenach mieszkam.

Ktoś też tak ma? Czy to tylko moja przypadłość?

Ktoś mi kiedyś powiedział, że nie ma znaczenia, czy zakręt jest z górki czy pod górkę – bo pokonuje się go tak samo. Chyba coś mu się pomieszało! Bo pod górkę to ja rumakuję yiiiiiha 😉

Mam taki plan, ale to może za kolejne 500 kilometrów (bo teraz to sama myśl o tym mnie paraliżuje), że pojadę na taką górę koło mnie, gdzie są dwie 180-tki z górki i będę je katować w obydwie strony przez parę godzin. Oczywiście, jak się odważę – to się pochwalę! 🙂

p.s. Pomidor się doczekał swojego kąta, małego garażu!

Podobne wpisy

  • Co to znaczy „mieć wyobraźnię”?

    Jechałam ostatnio samochodem i zza zakrętu wypadł całkiem poskładany motocyklista na ścigu w takim tempie, że nawet nie wiem w jakim kolorze było moto… I tak się zastanawiam co to znaczy, że kierowca/motocyklista powinien mieć wyobraźnię?? Bo moja wyobraźnia mówiła w tamtym momencie tak: „ja p… przecież jak on by wypadł z tego zakrętu prosto…

  • Poszedł String do doktora…

    Pomyślałam, że przydałby się Stringowi jakiś konkretny przegląd u mechanika przed zimą. Umówiłam się z Krystianem na poranną wizytę, ale jak zobaczyłam ten szron wszędzie – to lekko zwątpiłam… Nie chodzi o to, że się jechać nie da, ale o to, że moje oczy konkretnie by łzawiły całą drogę, co mają w zwyczaju, jak jadę…

  • Czwartkowe 120 km

    Dzisiaj poleciałam sobie z Wrocławia do Dzierżoniowa, przez Strzelin (do kolegi motocyklisty na kawę, bo biedny w pracy był). Asfalty świetne, a i widoki piękne – te czerwone maki na polach i lasy pod Dzierżoniowem… Motocyklistów zatrzęsienie, bo jest akurat zlot w Białym Kościele. Ciągle mnie ktoś z rykiem wyprzedzał, czasem ktoś do mnie na…

  • Rajd Tukan

    Zapraszam wszystkich, co mają większe/mniejsze enduro (250 wzwyż) do udziału w Rajdzie Tukan. Inicjatywa pierwszej edycji rajdu w okolicach Kamieńca Ząbkowickiego, tak mi się spodobała, że postanowiłam zostać ochotnikiem do pracy przy jego organizacji. Poznałam już kierownika całego zamieszania, bardzo zmotywowanego, by wszystko wypadło dobrze. On sam i inni chętni do pomocy – jeżdżą endurakami,…

  • |

    Trening wibracyjny ;-)

    Kolejne kilometry przejechane, oczywiście w ramach rehabilitacji ;-). Jak wyczytałam na stronie fachowej: „Wiele przeprowadzonych badań wykazało, że mechaniczne wibracje obciążają bezpośrednio kość, powodując zwiększenie gęstości i wytrzymałości tkanki kostnej. Kość musi się także adoptować do zwiększonej pod wpływem treningu wibracyjnego siły mięśni, mających swoje przyczepy na kościach. Bodziec zastosowany leczniczo w niewielkich, krótkotrwałych, powtarzalnych…