Gmole i hamowanie awaryjne na… przystanku

Pojechałam dziś odebrać Stringa z Karmelkowej, bo chłopaki od Moto Gymkhany montowali mi w nim gmole. Kasa to niewielka w porównaniu do cen jednego nawet plastiku do Sendy. Całkiem fajnie to wyszło, Paweł ładnie wszystko wkomponował:

 

 

 

 

Nie przewidziałam tylko tego, że zmieni się dźwięk – chyba powietrze inaczej przepływa, jest głośniej i mam wrażenie, że zaraz mi coś odpadnie ;-).

Był totalny upał i duchota, zero tlenu! Postanowiłam, więc do  domu jechać dopiero jutro rano, musiałam tylko dziś wrócić do garażu. Ogólnie źle mi się jechało, w ciuchach i stojąc na światłach można było się roztopić! Jechałam już do świateł, coś mnie na chwilę rozproszyło, aż tu zauważyłam, że jadę wprost w tył stojącego samochodu (tył granatowego Forda Fiesty będzie mi się teraz śnił po nocach!). Okazało się, że przed nim stoi na przystanku autobus, ale nie było tam zatoczki – stali więc wprost na pasie.

No i od tamtej pory to nie wiem co robiłam… Na pewno hamowałam odruchowo przodem, a na trochę zapomniałam o tylnym. Po chwili już wiedziałam, że to nie wyda i nie stanę na czas. Skręciłam na ten przystanek (chyba puściłam na moment hamulec), na szczęście ludzie już byli załadowani w autobus i zatrzymałam się wreszcie! Krawężnik był wysoki i ja już byłam przygotowana, że oto właśnie strzelę zaraz swoją pierwszą asfaltową glebę, połączoną z testem nowych gmoli!

Byłam w lekkim szoku jeszcze chwilę, potem powoli włączyłam się do ruchu i pojechałam dalej. Taka sytuacja dała mi dużo do myślenia – o czujności w mieście, o awaryjnym hamowaniu i poprawieniu umiejętności, i wreszcie o dostosowaniu prędkości do takich awaryjnych sytuacji. Tym razem coś nade mną czuwało i wszystko dobrze się skończyło…

Podobne wpisy

  • Pierwsza jazda motocyklem z pasażerem

    Luty tego roku mamy wyjątkowo ciepły i tak się jakoś fajnie składa, że dobra pogoda bywa w weekendy – dlatego kilka razy włożyłam akumulator i sobie pojeździłam motocyklem. Raz się tak złożyło, że miałam odwieźć koleżankę z pracy do domu samochodem, a potem pojeździć, więc jej zaproponowałam podwiezienie motocyklem. Kasię kilka lat temu przewiózł jej…

  • Brudna robota!

    Pojechałam na wieś na weekend i sobotę postanowiłam przeznaczyć na drobne czynności serwisowe przy moim motocyklu. Oczywiście nie było to nic ważnego i wielkiego, bo blondynka się do takich zadań nie nadaje! Zaczęłam już w piątek od „serwisu” ubrania na motocykl. Może nie było strasznie brudne, ale jego zapach pozostawiał wiele do życzenia – przyjemny…

  • Dziewczyny, piszcie blogi!

    Towarzyszyłyście mi w czasie mojego pisania. Pisałyście w komentarzach o tym, że też się uczycie, zdajecie egzaminy, ruszacie w pierwsze trasy. Chciałabym przeczytać o Waszych przygodach, nauce motocykla i osiągnięciach. I wcale nie chodzi o egzotyczne kraje, tysiące kilometrów i super cele… Chodzi o pokonywanie własnych ograniczeń za kierownicą jednośladu, o ten uśmiech spełnienia i…

  • Pomidor w serwisie

    Wykorzystując wczorajsze okienko pogodowe odwiozłam motocykl do serwisu u Zachara. Poprosiłam kolegę Andrzeja, żeby ze mną pojechał, bo niewiele znam tamte strony miasta, szybko robi się ciemno i już panikowałam, że nie trafię. Po wytarganiu Pomidora z garażu, okazało się, że ma problemy najpierw z działaniem czerwonego przycisku (wciskam a tu cisza), a jak załapał…

  • Rajdowy weekend

    Mam nową apkę z pogodą, która jednego dnia uratowała mnie przed katastrofą, a drugiego rzuciła w ulewne deszcze. No co za małpa! 😉 Do Kotliny Kłodzkiej miałam jechać w piątek popołudniu, było piękne słonko i 17 stopni, więc ciężko było wysiedzieć w robocie. A tu moja nowa apka „krzyczy”: ulewa, pompa, nigdzie nie jedź! No…

  • Różne odcienie tej samej pasji

    Ostatnio zastanawiałam się nad tym, jak zmieniło się moje motocyklowe życie – emocje i odczucia z motocyklem związane. Jak różne są moje doświadczenia z jazdy motocyklem, które zaistniały 8 lat temu, a tym, co dzieje się teraz. Początki mojej przygody z motocyklem były trudne, niosły wiele emocji i nie zawsze pozytywnych. To było wyzwanie, ale…