Co tam słychać?

Nie robię ostatnio jakiś większych wycieczek. Oczywiście jeżdżę motocyklem, jednak bardziej z punktu A do B, bo weekend bez motocykla – to weekend stracony!

Wracając od rodziców z Kotliny Kłodzkiej, wyskoczyłam na kawkę do Ślężańskiego Przystanku w Sulistrowiczkach. Ten punkt gastronomiczny „ożywił” kolega-motocyklista, więc i motocykliści są tam mile widziani (a kawka dla nich jest po 2 zł). Umówiłam się o 16.00 ze znajomymi i przyjechali Ci, których akurat nie widziałam od lat. Super było posiedzieć z nimi, powspominać i usłyszeć, co słychać. To była też okazja, żeby poznać nowych motocyklistów i ich psa. Tak! ten pies jeździ motocyklem, o tak:

Ostatniej niedzieli taki wyskok do znajomych skończył się małą awarią mojego motocykla. Wjechaliśmy do Wrocławia, wciskam klamkę sprzęgła, a ona jakaś luźna. Poruszałam nią, śrubki wymacałam i były na swoim miejscu. Kolejna zmiana biegów i… było coraz gorzej. Wyjechałam z ronda i zdążyłam tylko powiedzieć Emilowi przez interkom, że mam awarię. Udało się zjechać na pobocze i po kilku próbach wbić luz. To były ostatnie chwile żywotności mojej linki sprzęgła.

Jeżdżę motocyklami 10 lat i czasem ktoś wspominał, że mu linka poszła. Wiedziałam też, że jest zestaw naprawczy – ale jakoś nigdy nie czułam potrzeby, żeby go ze sobą wozić… Aż do teraz, bo to właśnie mi się przydarzyło. Na szczęście kolega, do którego jechaliśmy, miał taki zestaw i pędził z pomocą. Upał nieziemski, my centralnie na betonie, bez grama cienia. Emil skoczył na pobliską stację po jakieś napoje. A ja optymistycznie, na bagażniku wiozłam sernik na zimno w termicznej torbie!

Andrzej przywiózł linkę, więc teoretycznie byłam uratowana, ale… tylko teoretycznie. Ta linka była już przycięta do jego BMW i zdecydowanie za krótka do mojego Kawasaki. Zaczęłam pisać posty na różne grupy, czy ktoś pomoże z dłuższą linką. Ale zamiast linki otrzymałam z 10 podpowiedzi o tym, że mam się nauczyć zmieniać biegi bez sprzęgła. Ja wiem, że to też rozwiązanie, ale chyba lepiej dorwać linkę i bez stresów do domu wrócić?

Andrzej z Emilem się nie poddali i postanowili nieco skrócić drogę linki (przez demontaż elementów prowadnicy) i udało się ją przeciągnąć do końca. Potem okazało się, że uzyskali w ten sposób linkę zbyt długą i znowu musieli coś wyrzeźbić. Ale ostatecznie udało się wrócić do garażu, ciasto dojechało do znajomych, a my do Wrocławia wróciliśmy autem (i całe szczęście, bo godzinkę później była już tam nawałnica).

W weekend też testowaliśmy chiński namiot auto-samochodowy nad pobliskim jeziorem i powiem Wam, że to całkiem fajny patent!

A ostatniej soboty odwiedziliśmy zlot tuningowy VAG & GRILL vol. 8, który odbywał się niedaleko. W czasach dziecięcych nawet mnie takie przeróbki jarały, ale potem moje fascynacje skręciły w stronę rajdów i wyścigów, gdzie przerabianie samochodów służyło celom bardziej sportowym. Jednak przyznaję, że cenię sobie każdą pasję, a już najbardziej te motoryzacyjne i fajnie było popatrzeć, jakie ludzie robią „perełki”:

Podobne wpisy

  • W telegraficznym skrócie…

    Od wczoraj nadrabiam trochę wpisów na bloga, więc resztę historii, tych mniej „wybitnych”, opiszę już w jednym podsumowaniu. Mam nadzieję, że kolejne wpisy uda mi się już na bieżąco umieszczać. Zmieniłam kask. Myślałam o tym od dłuższego czasu, bo mój stan mojego Sharka nie był zadowalający. Testowałam różne kaski, największe nadzieje miałam, co do HJC…

  • Wiosna, motocykl – raj!

    Już w połowie tygodnia z niecierpliwością przeglądałam prognozy pogody na weekend i wtedy nie były jeszcze kolorowe – pogodę zapowiadali od poniedziałku wrrrrrrr. Na szczęście im bliżej weekendu, tym bliżej była ta upragniona wiosna! W sobotę jeszcze nieco pochmurnie, ale wyciągnęłam Pomidora, żeby mu wymienić akumulator i naprawić chlapacz przy przednim błotniku, bo się urwał….

  • Bez szału

    Przedostatni weekend z motocyklem, a jakoś nie udało się jeździć zbyt intensywnie… Tydzień w pracy był dość ciężki i moja ręka nie wyrabia. Boli regularnie i jak wsiadłam na motocykl to wcale nie było lepiej, bo każdy wyryp w jezdni czułam dość mocno w barku. Pojeździłam więc w tempie spacerowym po dwie godzinki dziennie –…

  • Eureka!

    Okazało się dzisiaj (wstyd się przyznać), że mam krytycznie niskie ciśnienie w oponach. Przednią normalnie ręką wgniatałam! Szybko podjechałam pod kompresor i różnica w jeździe jest teraz… porażająca! Ledwo odepcham kierownicę, a skręt mam bardzo duży. Muszę się przestawić, bo ostatnio, żeby skręcać musiałam się sporo wychylać. Jakbym się wychyliła teraz w ten sam sposób…

  • Co tam słychać?

    Nie robię ostatnio jakiś większych wycieczek. Oczywiście jeżdżę motocyklem, jednak bardziej z punktu A do B, bo weekend bez motocykla – to weekend stracony! Wracając od rodziców z Kotliny Kłodzkiej, wyskoczyłam na kawkę do Ślężańskiego Przystanku w Sulistrowiczkach. Ten punkt gastronomiczny „ożywił” kolega-motocyklista, więc i motocykliści są tam mile widziani (a kawka dla nich jest…