Zamek Piastów Śląskich w Brzegu

Wykorzystując słoneczną środę i urlop, postanowiłam wybrać się na wycieczkę motocyklową. Dołączył do mnie Emil, ale samochodem, ponieważ jest chory. Na cel wybrałam sobie Zamek Piastów Śląskich w Brzegu (woj. opolskie).

Sam obiekt miło mnie zaskoczył, bo zebranych tam jest bardzo dużo eksponatów, a każde piętro (zwiedza się podziemia, parter i dwa piętra) wypełnione było po brzegi. Mnóstwo zachowanych pomników nagrobnych i sarkofagów książęcych, następnie strojów z epoki, mebli, obrazów, drzew genealogicznych książąt, rzeczy codziennego użytku, makiety miasta i całe piętro ze sztuką typowo kościelną, i wielkimi rzeźbami.

Zrobiłam tylko kilka zdjęć i z pewnością wrócę tam jeszcze na wycieczkę z przewodnikiem (bo czytając samemu – to można tam spędzić cały dzień! 🙂 ). Na koniec do zobaczenia była kolekcja ok. 200 lamp naftowych, które są przepiękne!

Polecam odwiedzić to miejsce. Ja może nie jestem jakimś wielkim fanem historii, ale zamek ma super klimat, bogate wystawy i piękny dziedziniec.

Na miłe podsumowanie dnia, wyskoczyliśmy jeszcze na motocyklowe ognisko.

Pasja na 2kołach – premiera filmu

Miło mi poinformować, że już można obejrzeć w sieci film dokumentalny Krzyśka Wróblewskiego o motocyklistach, w którego nagraniu brałam udział razem z Pomidorem.

Reżyser trzymał film w tajemnicy do samego końca, czyli dzisiejszej, oficjalnej premiery we Wrocławiu. Było to nieco stresujące, bo kompletnie nie pamiętałam, co przed tą kamerą opowiadałam 🙂 A tu pokaz, dużo znajomych, a może ze wstydu trzeba się będzie schować pod stół?? 😉

Na szczęście nie było tak źle! Jestem z efektu zadowolona, bo mimo, że jestem blondynką – to coś tam sensownego powiedziałam 😉 I Pomidor wyszedł cudnie i raz się ładnie złożyliśmy razem w zakręt i … oceńcie sami 😉

Małe latanie wokół komina

IMG_20160330_193302Oddałam Pomidora na nowy parking, po drugiej stronie ulicy. Na zewnątrz (bez dachu), ale strzeżony. We wtorek jadąc tramwajem do pracy, dojrzałam, że z Pomidorem dzieje się coś dziwnego, stoi jakoś inaczej?? Nie dawało mi to spokoju cały dzień, a wracając z pracy odwiedziłam parking i niestety moje obawy się potwierdziły… Pomidor leżał! Nie tak całkiem, bo oparł się kufrem o drzewo i handbarem o słupek.

Zdenerwowałam się nieźle, bo leżał tak długo, nikt go nie podniósł, ani mnie nie poinformował. Poza tym, zostawiłam go w pozycji mocno pochylonej na lewo, więc moim zdaniem ktoś „pomógł” to 180 kg na skręconym w lewo (i zablokowanym) kole, wywrócić na – prawo. Siłę upadku przyjął handbar (przesunął się), lusterko, które się wygięło i kufer. Na szczęście wpadłam na to, by zakręcić kranik, bo w tej pozycji, to i paliwo by mi całe wyleciało.
Okazało się, że kamery na parkingu są, ale nie działają. Zadzwoniłam do właściciela parkingu, porozmawiałam – obiecał poprawę i naprawienie tych kamer. Póki co, panowie z parkingu pomagają mi, są bardzo uprzejmi i mam nadzieję, że właściciel dotrzyma słowa, a sytuacja się już nie powtórzy.

Zapewne ta sytuacja miała też wpływ na to, że w sobotę nie dało się Pomidora odpalić. Akumulator kręcił i nic. Zadzwoniłam do kolegi Andrzeja, który obiecał podjechać i zobaczyć, co się stało. W międzyczasie przeszłam się do nowo otwartego sklepu motocyklowego Dragtech, który ma obok swoją siedzibę. Ze sprzedawcą szybko znalazłam wspólny „motocyklowy” język i on też zaoferował się z pomocą, gdyby nie udało się motocykla odpalić. Jednak Andrzej, którego żona ma ten sam model motocykla, ma sposoby i na mojego Pomidora – manetką podpompował paliwo i dopiero uruchomił motocykl. Nauczyłam się już od niego tej sztuczki i odpala mi teraz „od strzała”. Poza tym silnik przestał wypuszczać olej, a mimo niezbyt łagodnej jazdy nie udało mi się spalić 4-rech litrów na 100 km – także jesienny serwis motocykla się opłacał.

Pojechałam do Kotliny Kłodzkiej, strasznie wiało i trudno się jechało. Zdecydowanie wolę deszcz, niż ten okropny hałas w kasku i napór wiatru, który podczas pokonywania zakrętu potrafi zmienić kierunek swojego ataku. Końcówka trasy była nieco przyjemniejsza i można było się nacieszyć wiosenną, słoneczną pogodą. A w domu rodzinnym mieliśmy gości, dwóch kuzynów mojego taty, z których jeden jest motocyklistą i mieszka na Krecie. Popołudnie minęło w bardzo sympatycznej atmosferze 🙂 .

IMG_20160403_170529W niedzielę miałam spotkanie w sprawie Rajdu Tukan, bo jak co roku, będę pomagać organizatorom jako wolontariusz. A rajd zapowiada się nieźle, bo zgłosiło się ok. 180 motocyklistów! Przez dwa dni pokonywać będą wymagające, off-roadowe odcinki (można też wybrać jednodniową, asfaltową formułę). Baza rajdu będzie umiejscowiona w Bardo.

Zebranie było po 14, a o 12 kolega planował mały wypad do Henrykowa. Tomek odebrał wreszcie z serwisu swoją CRB250 i zabrał ze sobą jeszcze dwóch kolegów na Rometach (poj. 125 i 150). Miałam prowadzić w prędkościach ok. 80 km i specjalnie nie sprawiało mi to trudności (choć sama już bardzo rzadko tak jeżdżę). Odwiedziliśmy Biesiadny Dwór w Ciepłowodach (który jest piękny, ale nie był czynny) i Opactwo Cystersów w Henrykowie. A, że miałam jeszcze trochę czasu to pojechałam okrężną drogą, odprowadzić chłopaków, by znów wrócić pod Henryków na zebranie. Na stacji benzynowej zagadałam motocyklistę na pięknym customie z Hondy CX500, a on nie mógł się nadziwić, że z jednego gara mam dwa wydechy 🙂 . I na koniec znów wylądowałam u Cystersów, bo ekipa z zebrania miała ochotę to miejsce odwiedzić. Także w sumie kręciłam się tego dnia w kółko, a może bardziej w ósemkę?? 😉 Mapka tu.

Wolna jazda ma swój urok, można zobaczyć dużo więcej, poczuć dużo więcej. Raz nawet zwolniłam zupełnie, żeby nie spłoszyć całego stada… bażantów! Cudownie się prezentowały. Gdzieniegdzie kwitną i pięknie pachną drzewa. Pogoda była słoneczna, można było wypiąć zimowe podpinki z kurtki i spodni. Na to czekałam całą zimę! Na wiosnę na motocyklu.