Sidi Vertigo Lei – pierwsze wrażenia

IMG_3763Mam już za sobą ponad 500 km w Sidi Vertigo Lei i oto pierwsze obserwacje z ich użytkowania:
– są bardzo wygodne – podeszwa, mimo sztywności, nie sprawia kłopotów przy chodzeniu, o ile nie jest zbyt długie (powyżej kilometra są uciążliwe jednak). Na początku dziwnie mi się chodziło w nich po schodach, ale teraz już śmigam.
– potrafią skrzypieć na zawiasie, dokładnie robi to u mnie jeden but. Rozmawiałam z innymi użytkownikami i ponoć to przechodzi samo, a jeżeli nie – to trzeba nieco nasmarować (ostatnio zwiedzaliśmy zamek, to efekt w tej, panującej ciszy był zabawny kwiiik kwiiik kwiiik 🙂 ).
– materiał wierzchni jest mocno przewiewny w wersji normalnej (nie wiem jak w wodoodpornej). Przy 12 stopniach dwie pary skarpet są obowiązkowe! W sumie zależało mi na butach letnich, więc zakup pewnie się sprawdzi, szczególnie, że mają dodatkową, otwieraną wentylację po bokach. Zdecydowanie przemakają, więc trzeba wozić pokrowce przeciwdeszczowe na buty.
– do środka wchodzą jedynie cienkie spodnie np. jeansowe (grubsze powodują blokadę zamka).
– nic nie uwiera, nie uciska, nie obciera, nie gniecie. Na piętę jest fajne wyprofilowanie.

Podsumowując – z zakupu jestem zadowolona!

Znowu mam nowy kask :-)

Swoją przygodę z motocyklem rozpoczęłam od kasku enduro z szybą. To był świetny kask na lato, jednak jesienią i wiosną to hulanie wiatru wewnątrz było nie do zniesienia! Czasami miałam okazję przymierzyć kask integralny, ale nie mogłam się do takiego przyzwyczaić, gdyż pole widzenia było bardzo małe w stosunku do kasku enduro.

Wtedy zakochałam się w Nolanie N44 z wielką szybą, który był jednak zbyt drogi i nie można było ubrać w nim jednocześnie daszku i szyby (tylko jedno albo drugie). Potem wynalazłam HJC is Multi, który służy mi od 3 sezonów. Ma wielką szybę, ma daszek, więc słońce nie męczy, ale nadal nie był to mój ideał, bo jest zbyt głośny, przewiewny i trudno się w nim wyjmowało szczękę.

Panorama

Nolan wypuścił nowy model N40 full i znów miałam do czego wzdychać, bo cena (jak dla mnie) nadal zaporowa. Dość jednak miałam marznięcia i jesienią kupiłam Sharka Skwal. Miałam go na głowie kilka razy i ciągle się wkurzałam, że nic w nim nie widzę!

Po tym długim wstępie mamy wreszcie happy end 🙂 Nolan N40 potaniał na tyle, że po sprzedaniu Sharka, dorzuciłam 150 zł i mam! Nolana mam!

Czy Nolan jest moim ideałem? Nie 🙂 Obawiam się, że takiego kasku jeszcze nie ma… Ale wyklucza wady HJC is Multi, a to bardzo dużo! Jest szczelny, ma podbródek, jest zdecydowanie bardziej cichy i lżejszy. Szczękę jestem w stanie z łatwością odpiąć i założyć, bez konieczności ściągania kasku. Za wadę uznaje fakt, że nie można w szybie ustawić szczeliny, tylko od razu kilku-centymetrowe otwarcie. Nie jest też tak zgrabny jak HJC, ma o wiele większą skorupę, a okrągły daszek to wrażenie potęguje (ale przed słońcem daszek chroni doskonale).

Cóż mam powiedzieć – we wszystkich życiowych wyborach nie warto zadowalać się półśrodkami. Jeżeli coś nam nie leży, to nie ma po co iść w tę stronę, bo to będzie ślepy zaułek.

Już wkrótce opiszę go dokładniej, a na kolejny test wpadną damskie jeansy motocyklowe Bull-it SR6.

p.s. Kończący się weekend spędziłam w Kotlinie Kłodzkiej i ledwo stamtąd wróciłam. Bo temperatury spadły do 4 stopni i ostro wiało. W planie było rozpoczęcie sezonu w Wambierzycach, jednak z różnych przyczyn temat nie wypalił. Jazda powrotna w niedzielę była prawdziwą udręką. Niesamowity huk wiatru, walka o stabilność Pomidora i te mijane ciężarówki, które „ciągnęły” za sobą taką ścianę wiatru, że ustawiałam się na nią niczym byk na czerwoną płachtę torreadora 😉 Bywają dni, kiedy jazda nie jest przyjemnością, a jedynie koniecznością dotarcia do celu.

Gdy już cel zdobyłam, to rozpakowałam świeżo zakupiony pokrowiec wodoodporny na Pomidora. To miała być taka specjalna wersja z kufrem, tyle że tak jakby – kufer jest za wielki, ups 🙂

Różności z blondynki punktu widzenia :-)

Tak się jakoś złożyło, że ubiegłego weekendu nie spędziłam na motocyklu. Byłam trochę chora, pogoda była zmienna i często deszczowa, więc wykorzystałam ten moment na naukę jazdy… samochodem 🙂 . Dziwnie to brzmi, wiem, ale mam prawko od 1998 roku i praktyki za kółkiem tylko 1,5 roku. A ostatnie 5 lat jeżdżę jedynie: motocyklem, tramwajem, autobusem i pociągiem. Niby się tego nie zapomina, ale jestem znów na takim etapie, że muszę myśleć o tym, co za czynność mam wykonać za chwilę. Zatraciłam zdolność automatycznej jazdy, jeżdżę spięta i szare komórki normalnie zagotowane 🙂 .

Nie od dziś wiadomo także, że kobieta i mężczyzna w jednym samochodzie, w sytuacji, gdy obydwoje są kierowcami – rodzi konflikty. Nie inaczej było i tym razem, a poszło o… znak drogowy, a dokładnie o dwa znaki na zwężonym fragmencie drogi:
– dla mężczyzny znaki te (foto niżej) oznaczają: pierwszeństwo dla nadjeżdżających z przeciwka, a drugi pierwszeństwo na zwężonym fragmencie jezdni.
– a dla mnie, blondynki interpretacja jest prosta: jak jestem czerwoną strzałką – to muszę puścić tych z drugiej strony.

Panorama1No i się zaczęło… Że ten jest kwadratowy, a ten okrągły, ten jest zakazu, a tamten informacyjny bla bla bla 🙂 Czy to moja wina, że ktoś nie namalował kiedyś tego znaku jakoś ładniej? Np. że jedno autko stoi, a drugie jedzie?
Po co mam sobie komplikować życie z tymi znakami, skoro zasada jest prosta: jak jestem czerwoną (jak STOP) strzałką to jadę, gdy mam wolne. Ot i cała blond filozofia! 🙂 Oczywiście dyskusja skończyła się na parkingu, gdzie (jak na kobietę z godnością przystało hehe) wysiadłam, mówiąc: „to sam sobie jedź” i tyle było tej nauki 😉 .

Byliśmy też na rajdzie, tak trochę z sentymentu do dyscypliny, która mnie kiedyś pasjonowała (fot. Emil):

A Magda z Andrzejem i Asią byli na rozpoczęciu sezonu z różnymi konkursami. Asia wygrała w konkursie z alkogoglami, a Andrzej dostał się do półfinałów w konkursie na najwolniejszą jazdę (Fot. Andrzej Turczyn):

p.s. Emil stwierdził, że zacznie być bardziej tolerancyjny na drodze dla blondynek, skoro mamy własny punkt widzenia na znaki drogowe.

No i dobrze! Przyczyniłam się do wzrostu tolerancji na drodze 🙂