Czeska strona szczęścia
Zwykle w weekend odwiedzam Kotlinę Kłodzką, więc niedziela stała się pretekstem, by przekroczyć granicę, która jest już „rzut beretem”. Uwielbiam Czechy, głównie za jakość asfaltu, ale także za: Kofolę, ciemne piwo, smażony ser i lentilki 🙂 . Wytyczając trasę kierowałam się głównie krętością asfaltów, więc na pierwszy ogień poszła droga 44. Wyjechaliśmy z Emilem jakoś…
