Honda Gymkhana podjeżdża…

…no nie napiszę przecież, że zbliża się WIELKIMI krokami ;-). Dostałyśmy z Elizą potwierdzenia przyjęcia zgłoszenia. Coś tam trenowałyśmy w tym tygodniu, a dziś i jutro będę jeszcze trenować z większą grupą z Wrocławia.

Zdecydowanie mam stresa, brzuch mnie ściska na samą myśl! A jak wiadomo, jak prowadzi ciało – tak jedzie motocykl… jak ciało spięte to lipa! Ale mam nadzieję, że będzie tak jak z egzaminem na prawko – spłynie na mnie jakiś anielski spokój 😉 i dam radę! Problem polega na tym, że czasem podpieram się nogą na obrotach 180 stopni w prawo. Motocykl mam wysoki, więc łatwo na tym przeciwsiadzie się nie manewruje.

Jakby ktoś chciał mnie poznać osobiście to zapraszam w sobotę pod Magnolię, jak będzie dzień treningowy. W dniu zawodów (niedziela) muszę być skoncentrowana, nie jadę wprawdzie na czas, ale wstydu też nie chcę narobić ;-). Trzymajcie za mnie kciuki!

Upał i ciuchy

Ubieracie się porządnie na motocykl, nawet w upały?? Ja już na początku kursu miałam maglowany temat ubioru, potem dostałam ochrzan od Waldka, jak przyszłam na jazdę w krótkim rękawku, a potem wreszcie dotarło i się utrwaliło – że ubierać się trzeba i już!

Wyciąganie kamyczków z rąk czy nóg, albo przeszczepy skóry raczej przyjemne nie są (tu można zobaczyć), a mogą się zdarzyć nawet po małej wywrotce! A ręce to często nasza wizytówka (dłoń wyciągamy na przywitanie się) i podstawowe narzędzie pracy. A teraz takie małe ćwiczenie: wyobraźcie sobie dźwięk materiału szorującego po asfalcie. A teraz dźwięk swojej skóry, niczym nie chronionej… Nawet w wyobraźni to boli, a przecież nie musi!

W taki upał to ubieram koszulkę bez rękawków, na to swoją cienką kurtkę z ochraniaczami (nie zapinam pod szyję, żeby powietrze wpadało). Spodnie motocyklowe odpuszczam, ale grube jeansy i ochraniacze kolanowo-piszczelowe są. Rękawice oczywiście też. I w trasie mam pełen komfort, trochę gorzej po mieście, jak na światłach silnik grzeje.

Przecież są też zbroje na siatce i „oddychające” kurtki. A dziś mijała mnie dziewczyna na ścigu, cała porozbierana i się zaczęłam zastanawiać, czy to nie chodzi tylko i wyłącznie o lansowanie się??

Moje „Strategie uliczne”

W tym moim małym stażu za kierownicą motocykla (3,500 tys km), spotkałam się z dwoma sytuacjami, które zapadły mi w pamięć – bo źle się mogły skończyć… Obydwie wynikały z „fantazji” innych kierowców i tylko dzięki refleksowi udało się uniknąć wypadku.  Takich sytuacji w książce „Strategie uliczne” nie znajdziecie ;-), a niestety mi się przydarzyły.

 

Obok poglądowy rysunek tych sytuacji, wybaczcie brak talentu rysunkowego (mam tyle innych „talentów”, że na ten już zabrakło ;-)).

 

Sytuacja 1: Pokonuję zakręt (linią wprost z podręcznika „Motocyklista doskonały”), a na nim oczywiście podwójna ciągła. Widziałam samochód za sobą, ale nie przyszłoby mi do głowy, że wyprzedzać mnie będzie na zakręcie. Łaskawie zatrąbił, bo nasze drogi mogły się spotkać…

Sytuacja 2: Wyjeżdżam z małej uliczki, droga czysta. W momencie wyjazdu zza zakrętu wynurza się samochód cudnie ścinający zakręt i zamiast po swoim (przeciwnym) pasie, jedzie wprost na mnie. Motogymkhana mi się przydała.