Pozdrawiam (niestety) ze szpitala

Niewiele napiszę bo mam tylko lewą rękę sprawną… Czekam na operację rekonstrukcji główki kości ramiennej. Zaliczyłam upadek ze skutera przy małej prędkości, ale na tyle niefortunny, że uderzyłam całą masą ciała w tą kość od strony spodniej (pachowej). Trzon kości rozbił główkę na kilka kawałków. Brzmi strasznie i boli strasznie – na ale prochy też dają i ćpam na okrągło 😉

Jak będę sprawniejsza to opisze nasz (mój i Elizy) start – był stres na początku, a potem super frajda!

Pomyślcie o mnie czasem, może się lepiej zagoi 😉

p.s. skuter to złoooooo! 😉
p.s.2 Przynajmniej mam łózko pod oknem i oglądam motocykle na ul. Borowskiej 😉


Fot. Honda

Perszingi ;-)

Wczoraj byłam na treningu z fachowcami i poznałam nową koleżankę z bloga – Maję, co jeździ na Ninja 250. Poprosiłam ją, żeby mi potowarzyszyła w drodze na Środę Śl, bo jechałam tamtędy pierwszy raz motocyklem. Maja na mieście czuje się jak ryba w wodzie, to mogłam się od niej czegoś nauczyć ;-).

Na trasie dołączył do nas kolega, który jak się potem okazało – na światłach zobaczył u mnie naklejkę motogymkhany i się zorientował, że jedziemy w to samo miejsce. Nasze tempo 60-90 pewnie go trochę „zmęczyło”, ale dowiózł nas na miejsce.

Tam chłopaki już układali tor na dużym placu o dobrej przyczepności. A ich poziom znacznie odbiega od mojego, więc było na co popatrzeć. Iskry z podnóżków szorujących po asfalcie się sypały ;-)! Strach było się dołączyć do tej szalonej zgrai, ale też trochę pojeździłyśmy. Po prostu, jak czułyśmy na plecach oddech jakiegoś „perszinga” – to robiłyśmy mu miejsce do wyprzedzenia.

Dziś jeszcze z Elizą potrenujemy szybkość, bo do tej pory robiłyśmy ciasne trasy, a jednak te odległości na zawodach są nieco większe, by się trochę rozpędzać. Stres mnie już puścił, bo nie jest tak ze mną źle, tyle że wolno jadę trase ;-).

p.s. Mam problem w krzywą felgą na przodzie, wali mi na kierownicę… Była już prostowana przez poprzedniego właściciela, a przez jazdę po dziurach całkiem się pokrzywiła. Już parę osób powiedziało, że czeka mnie zakup nowej obręczy (300 zł + 100 zaplatanie szprych), bo za duży to defekt do wyprostowania. W poniedziałek jadę jeszcze do jakiegoś speca od kół szprychowych i zobaczę, co on mi powie.