Akcja String 2

Pamiętacie jak jeszcze nie miałam prawka i przewoziłam Stringa na wieś? (Czytaj) Kto by pomyślał, że rok później sytuacja się powtórzy ;-). Nie ma sensu płacić parkingu we Wrocławiu, skoro końcówkę sezonu mam już z głowy… Tym razem w weekend na Stringu zasiądzie Eliza, a ja i Karola będziemy ją asekurować w samochodzie.

A dziś zdjęli mi szwy. Pani była fajna – to i bólu strasznego nie było 😉

W domku

Mówią, że w domu wszystko lepiej się goi. Może i prawda, bo do codziennych czynności nieświadomie włączam prawą rękę. Czasem się zapomnę i chcę nią jeść, i dopiero ból przypomina mi, że jeszcze nie dosięgam. A nawet w ramach rehabilitacji udało mi się pomalować samodzielnie paznokcie ;-).

Nadal najgorsze są noce, bo mimo stówki ketonalu ręka i tak mocno boli, gdy jest w rozluźnieniu. Czasem jak poparzona wyskakuję z łóżka by nią trochę pomachać i znów móc przespać kolejne 2 godziny. Tęsknię za moją ulubioną pozycją do zasypiania… Teraz mam tylko jedną – półsiedzącą i na wznak. Łóżko szpitalne pod kątem ustawienia było jednak lepsze.

Zostaję we Wrocławiu do ściągnięcia szwów w piątek (z 15 ich mam) a potem jadę do Kotliny Kłodzkiej – tam to dopiero goić się będzie! ;-D

p.s. i jeszcze zastrzyki muszę sobie dawać w brzuch. Wiecie, ile muszę ze sobą rozmawiać, żeby się udało? 😉

Byle do przodu!

Dzięki za wsparcie! 😉 Jutro wypuszczą mnie wreszcie ze szpitala. Zakres ruchu po operacji jakiś tam podstawowy mam, tylko mięśnie tak słabe, że podniesienie ręki powyżej pasa – jeszcze przekracza moje możliwości. Mam tu takie „krzesło tortur”, co robi to za mnie, więc przynajmniej wiem, co możliwe jest.

Ciągle mnie pytają, czy będę nadal jeździć? Odpowiadam, że co to ma do rzeczy, jak krzywdę mi zrobił skuter, nie motocykl ;-). A tak serio, to istnienie pod skórą prawej ręki płytek na długość 1/3 ramienia – dość mocno działa na wyobraźnie! No i ten ciągły ból, który już jest całkiem realny… Nie mówię tak i nie mówię nie – czas pokaże, doświadczenia ukształtują…

Byle do przodu i byle tu nie wracać na endoprotezę – a to niestety będzie wiadomo dopiero za kilka miesięcy. Marzyłam kiedyś o motocyklu i marzenie to się spełniło! Marzę teraz o sprawnym życiu bez endoprotezy… Musi się spełnić!

p.s. A tak śmigałam (tym samym!) skuterem dzień przed wypadkiem: