Wizyta w Bolkowie

DSC00371Na festiwal wyruszyliśmy w piątek zaraz po pracy, wypakowaną po dach Hondą z 5-ma osobami na pokładzie i rowerem na dachu. Humor nam dopisywał, a niedaleka trasa nie zdążyła się stać uciążliwa. Znaleźliśmy pole namiotowe i wyruszyliśmy na zamek!

Każdy dzień Festiwalu 3 Żywioły składał się z kilku bloków. Były przesłuchania konkursowe, relacje z podróży, filmy dokumentalne i warsztaty przygotowujące do podróży. Wszystko trwało średnio do 3-ciej w nocy, ale ja nie dotrwałam ani razu do końca… Bo nie wszystkie filmy i prezentacje potrafiły na tyle utrzymać uwagę, by wielogodzinne siedzenie nie zamęczyło – aż do senności. Starałam się nie pić więcej niż jedno piwo wieczorem, bo moje statystyki by spadły ;-).

Tematyka każdej podróży była bardzo ciekawa, ale nie każdy potrafił swój temat „sprzedać”. Monotonne opowiadania z dużą ilością danych (nazewnictwo, statystyki) i historii – były walką o przetrwanie na krześle. Ale za to historie okraszane humorem i żywiołowo opowiadane – zlatywały dość szybko i zbierały wiele braw.

DSC00370Nie byłam nigdy mocna z geografii, ale takie lekcje przyswaja się z łatwością. Oczyma podróżników zwiedzaliśmy różne kraje: Papua, Rosja, Jordania, Nepal, Chiny, Mustang, Norwegia, Ghana, Lofoty, Wyspy Owcze, Islandia, Etiopia, Tadżykistan, Uzbekistan, USA, Maroko. Zobaczyliśmy jak „za uśmiech” można podróżować 3 lata i jak uprawiać couchsurfing.

Podróżowanie ma rożne oblicza. Jedne podróże obfitowały w zapierające dech krajobrazy, poszukiwania odludnych miejsc na ziemi a inne w serdeczne (i szczególnie na wschodzie zakrapiane samogonem ;-)) relacje międzyludzkie. Mimo, że festiwal miał być lekko profilowany w tematykę gór wysokich, to jednak te zakrapiane podróże – były przyjęte przez publiczność najgoręcej.

DSC00381Jedni na podróżowanie poświęcają cały urlop, inni mają odwagę jeździć całymi latami (licząc na ludzką życzliwość). Jedni są przygotowani profesjonalnie (hotele, sprzęt foto, samoloty, wynajem auta), a inni jadą stopem bądź rowerem i jedzą chleb z cebulą.
A motocykliści pokazali jak podróżować na raty po USA. Co roku penetrują kolejne (przepiękne) obszary, a na koniec urlopu gdzieś parkują motocykle na rok i wracają do Polski.


DSC00373Jako, że program był napięty – to nie zawarliśmy zbyt wielu znajomości „namiotowych”. Miasto było dość wyludnione (na ławkach siedzą Ci, co już wypili i Ci – co dopiero czekają na okazję ;-)). Z wieży zamku bardzo ładne widoki, ale nie można ich zbyt długo kontemplować, bo atak dziwnych mrówek ze skrzydłami (które postanowiły zamieszkać w moich włosach!) jest dość traumatycznym przeżyciem ;-).

A ostatnia noc była dość trudna pogodowo (mocny wiatr, deszcz), więc muszę teraz odespać ;-). Ale było warto! Może nie napaliłam się mocno na podróżowanie (raczej jestem skupiona na kolejnej operacji), ale z pewnością wrócę tam za rok…

Światełko w tunelu

Byłam na kontroli u lekarza, który mnie operował i wstępnie będę miała termin wyciągnięcia śrubek na październik-listopad. Przy okazji zajrzą, co się dzieje z tym stawem, że rusza się tylko do 40 stopni. Potem znów rehabilitacja i oby się poprawiło! Bo czarny scenariusz to nadal endoproteza.

Ostatnio spotkałam Marcela – motocyklistę, który w tym samym czasie leżał po wypadku w moim szpitalu. On też nadal walczy o lepszy zakres ruchu w ręce i bardzo mnie zmotywował do szukania pomocy. Także jestem dobrej myśli, że do nowego sezonu się zagoi 😉 i zakres ruchu będzie większy.

Lekarz: Niech Pani dalej jeździ tym motocyklem
Ja: Serio doktor mówi? Bo każdy mi odradza
Lekarz: Niech Pani jeździ, najwyżej coś się połamie i poskładamy 😉

A w weekend (pt-ndz) jadę z ekipą poznaną w sanatorium na Festiwal Podróżników do Bolkowa pod namiocik (szczegóły TUTAJ). Będą prelekcje o podróżach po całym świecie, ognisko i fajny klimat. Lubię ludzi z pasją, którzy mają coś do opowiedzenia – więc nudno nie będzie. A w niedzielę będzie też akcent motocyklowy „MotoAmeryka”.
Jak opowiadają sami podróżnicy:
„Decydujemy się na coroczne odkrywanie Ameryki na motocyklach w jednomiesięcznych ratach. Po 3 latach od wylądowania w Chicago, przemierzyliśmy USA równoleżnikowo, dotarliśmy na północny szczyt Alaski i objechaliśmy fascynujący Dziki Zachód południowo-zachodnich Stanów. Teraz nasze maszyny stacjonują przy granicy z Meksykiem i czekają na kolejny ruch”.

p.s. dostałam właśnie telefon – kładę się 19 września w szpitalu – czyli sezon skrócony 😉 ale do przodu!

No i doła mam…

Wiem, wiem pewnie mnie o takie stany nie podejrzewacie. A i owszem zdarzają się… szczególnie na takie wieści!

Całkiem niedawno powaliła mnie wiadomość o tragicznej śmierci dwóch młodych kobiet startujących w rajdach (czytajcie: tutaj). Jeżdżę kibicować na rajdy od 15 roku życia, wiem jaką pasją potrafią być i ile wysiłku wkładają zawodnicy w swoje starty. Wiem też, jaka to satysfakcja, jak można zrealizować własne marzenia.

A świeża historia o tragicznym zakończeniu wyprawy dookoła świata na motocyklach (czytajcie: tutaj), dziś nie dała mi spokoju. Ciągle o tym myślę…

Z jednej strony widzę – jak wielką siłą jest pragnienie przygody i jak wszelkie przeciwności losu można pokonać, jak się jest zmotywowanym do walki o marzenia.
A z drugiej strony – jak szybko i bezwzględnie śmierć potrafi zgasić każdą duszę, nawet taką, która latarnią jest, a nie zwykłym światełkiem.

Ktoś może powiedzieć, że przecież mnie te dwie powyższe historie nie dotyczą, więc po co o tym myślę?
Ale one dotyczą każdego człowieka, który choć przez chwilę podążał drogą wykreowaną przez marzenia. O ile cenniejsze by były te chwile naszego życia, które wspominamy z uśmiechem – gdyby się okazało, że już dziś umrzemy? Na ile wykorzystaliśmy swoje życie, ile osiągnęliśmy celów, jakie zrealizowaliśmy pasje? By na koniec powiedzieć, że było warto!?

Dziś czytałam notatki i oglądałam filmy z wyprawy Maksa i Krzyśka. To był najpiękniejszy okres w ich życiu. Niesamowita ilość przygód, wrażeń, ale i przeszkód do pokonania. Siła ich optymizmu i wytrwałości jest porażająca.

LwG Maks, bo jesteś już gdzieś na górze… Wiesz, daleko mi do Twojego podejścia do życia, ale jutro znów wstanę z uśmiechem dla całego świata. Bo od czegoś trzeba zacząć!