Upał i ciuchy

Ubieracie się porządnie na motocykl, nawet w upały?? Ja już na początku kursu miałam maglowany temat ubioru, potem dostałam ochrzan od Waldka, jak przyszłam na jazdę w krótkim rękawku, a potem wreszcie dotarło i się utrwaliło – że ubierać się trzeba i już!

Wyciąganie kamyczków z rąk czy nóg, albo przeszczepy skóry raczej przyjemne nie są (tu można zobaczyć), a mogą się zdarzyć nawet po małej wywrotce! A ręce to często nasza wizytówka (dłoń wyciągamy na przywitanie się) i podstawowe narzędzie pracy. A teraz takie małe ćwiczenie: wyobraźcie sobie dźwięk materiału szorującego po asfalcie. A teraz dźwięk swojej skóry, niczym nie chronionej… Nawet w wyobraźni to boli, a przecież nie musi!

W taki upał to ubieram koszulkę bez rękawków, na to swoją cienką kurtkę z ochraniaczami (nie zapinam pod szyję, żeby powietrze wpadało). Spodnie motocyklowe odpuszczam, ale grube jeansy i ochraniacze kolanowo-piszczelowe są. Rękawice oczywiście też. I w trasie mam pełen komfort, trochę gorzej po mieście, jak na światłach silnik grzeje.

Przecież są też zbroje na siatce i „oddychające” kurtki. A dziś mijała mnie dziewczyna na ścigu, cała porozbierana i się zaczęłam zastanawiać, czy to nie chodzi tylko i wyłącznie o lansowanie się??

Moje „Strategie uliczne”

W tym moim małym stażu za kierownicą motocykla (3,500 tys km), spotkałam się z dwoma sytuacjami, które zapadły mi w pamięć – bo źle się mogły skończyć… Obydwie wynikały z „fantazji” innych kierowców i tylko dzięki refleksowi udało się uniknąć wypadku.  Takich sytuacji w książce „Strategie uliczne” nie znajdziecie ;-), a niestety mi się przydarzyły.

 

Obok poglądowy rysunek tych sytuacji, wybaczcie brak talentu rysunkowego (mam tyle innych „talentów”, że na ten już zabrakło ;-)).

 

Sytuacja 1: Pokonuję zakręt (linią wprost z podręcznika „Motocyklista doskonały”), a na nim oczywiście podwójna ciągła. Widziałam samochód za sobą, ale nie przyszłoby mi do głowy, że wyprzedzać mnie będzie na zakręcie. Łaskawie zatrąbił, bo nasze drogi mogły się spotkać…

Sytuacja 2: Wyjeżdżam z małej uliczki, droga czysta. W momencie wyjazdu zza zakrętu wynurza się samochód cudnie ścinający zakręt i zamiast po swoim (przeciwnym) pasie, jedzie wprost na mnie. Motogymkhana mi się przydała.

Dlaczego 125?

Po raz kolejny usłyszałam pytanie, czy pojemność 125 nie jest już dla mnie za mała? Przykro mi, ale nie podpiszę się pod zdaniem, że nie warto kupować 125-tki, bo ona się szybko znudzi (słyszałam to wielokrotnie przed i po zakupie). Wszystko zależy od tego, czego się od swojego motocykla oczekuje i co daje danej osobie frajdę z jazdy. Mi daje sama jazda po prostu i prędkość nie ma tu znaczenia (fakt, że jeżdżę coraz szybciej, ale jeszcze nie szybko).

Plusy 125-tki:

– zwrotność i lekkość, podnoszenie jej i „wytargiwanie” z trudnych miejsc nie jest problemem

– bardzo małe spalanie (2,5 litra)

– jakoś tam przyśpiesza i wyprzedzić też coś można

– jest łatwa do ogarnięcia, mocą nie zaskoczy i z kanapy nie zrzuca

Minusy:

– znów ta lekkość, odczuwalna na wybojach i przy wietrze

– nie zapierdala

– akurat moje moto nie oferuje też komfortu w długiej trasie

Podsumowując – nadal jest OK ;-)! Jeżeli wszystko jest sprawne to patrzę na swój motocykl z uśmiechem ;-).