Perszingi ;-)

Wczoraj byłam na treningu z fachowcami i poznałam nową koleżankę z bloga – Maję, co jeździ na Ninja 250. Poprosiłam ją, żeby mi potowarzyszyła w drodze na Środę Śl, bo jechałam tamtędy pierwszy raz motocyklem. Maja na mieście czuje się jak ryba w wodzie, to mogłam się od niej czegoś nauczyć ;-).

Na trasie dołączył do nas kolega, który jak się potem okazało – na światłach zobaczył u mnie naklejkę motogymkhany i się zorientował, że jedziemy w to samo miejsce. Nasze tempo 60-90 pewnie go trochę „zmęczyło”, ale dowiózł nas na miejsce.

Tam chłopaki już układali tor na dużym placu o dobrej przyczepności. A ich poziom znacznie odbiega od mojego, więc było na co popatrzeć. Iskry z podnóżków szorujących po asfalcie się sypały ;-)! Strach było się dołączyć do tej szalonej zgrai, ale też trochę pojeździłyśmy. Po prostu, jak czułyśmy na plecach oddech jakiegoś „perszinga” – to robiłyśmy mu miejsce do wyprzedzenia.

Dziś jeszcze z Elizą potrenujemy szybkość, bo do tej pory robiłyśmy ciasne trasy, a jednak te odległości na zawodach są nieco większe, by się trochę rozpędzać. Stres mnie już puścił, bo nie jest tak ze mną źle, tyle że wolno jadę trase ;-).

p.s. Mam problem w krzywą felgą na przodzie, wali mi na kierownicę… Była już prostowana przez poprzedniego właściciela, a przez jazdę po dziurach całkiem się pokrzywiła. Już parę osób powiedziało, że czeka mnie zakup nowej obręczy (300 zł + 100 zaplatanie szprych), bo za duży to defekt do wyprostowania. W poniedziałek jadę jeszcze do jakiegoś speca od kół szprychowych i zobaczę, co on mi powie.

Honda Gymkhana podjeżdża…

…no nie napiszę przecież, że zbliża się WIELKIMI krokami ;-). Dostałyśmy z Elizą potwierdzenia przyjęcia zgłoszenia. Coś tam trenowałyśmy w tym tygodniu, a dziś i jutro będę jeszcze trenować z większą grupą z Wrocławia.

Zdecydowanie mam stresa, brzuch mnie ściska na samą myśl! A jak wiadomo, jak prowadzi ciało – tak jedzie motocykl… jak ciało spięte to lipa! Ale mam nadzieję, że będzie tak jak z egzaminem na prawko – spłynie na mnie jakiś anielski spokój 😉 i dam radę! Problem polega na tym, że czasem podpieram się nogą na obrotach 180 stopni w prawo. Motocykl mam wysoki, więc łatwo na tym przeciwsiadzie się nie manewruje.

Jakby ktoś chciał mnie poznać osobiście to zapraszam w sobotę pod Magnolię, jak będzie dzień treningowy. W dniu zawodów (niedziela) muszę być skoncentrowana, nie jadę wprawdzie na czas, ale wstydu też nie chcę narobić ;-). Trzymajcie za mnie kciuki!

Upał i ciuchy

Ubieracie się porządnie na motocykl, nawet w upały?? Ja już na początku kursu miałam maglowany temat ubioru, potem dostałam ochrzan od Waldka, jak przyszłam na jazdę w krótkim rękawku, a potem wreszcie dotarło i się utrwaliło – że ubierać się trzeba i już!

Wyciąganie kamyczków z rąk czy nóg, albo przeszczepy skóry raczej przyjemne nie są (tu można zobaczyć), a mogą się zdarzyć nawet po małej wywrotce! A ręce to często nasza wizytówka (dłoń wyciągamy na przywitanie się) i podstawowe narzędzie pracy. A teraz takie małe ćwiczenie: wyobraźcie sobie dźwięk materiału szorującego po asfalcie. A teraz dźwięk swojej skóry, niczym nie chronionej… Nawet w wyobraźni to boli, a przecież nie musi!

W taki upał to ubieram koszulkę bez rękawków, na to swoją cienką kurtkę z ochraniaczami (nie zapinam pod szyję, żeby powietrze wpadało). Spodnie motocyklowe odpuszczam, ale grube jeansy i ochraniacze kolanowo-piszczelowe są. Rękawice oczywiście też. I w trasie mam pełen komfort, trochę gorzej po mieście, jak na światłach silnik grzeje.

Przecież są też zbroje na siatce i „oddychające” kurtki. A dziś mijała mnie dziewczyna na ścigu, cała porozbierana i się zaczęłam zastanawiać, czy to nie chodzi tylko i wyłącznie o lansowanie się??