Akcja String 2

Pamiętacie jak jeszcze nie miałam prawka i przewoziłam Stringa na wieś? (Czytaj) Kto by pomyślał, że rok później sytuacja się powtórzy ;-). Nie ma sensu płacić parkingu we Wrocławiu, skoro końcówkę sezonu mam już z głowy… Tym razem w weekend na Stringu zasiądzie Eliza, a ja i Karola będziemy ją asekurować w samochodzie.

A dziś zdjęli mi szwy. Pani była fajna – to i bólu strasznego nie było 😉

Prognozy nie są różowe…

Złamanie było bardzo pechowe, połączenie kierunku i siły tak nietypowe, że trzon kości z wielką siłą wbił się główkę. Po złożeniu powstał ubytek kości, ale jakoś to złapali na płytki. Niestety rokowania są nieciekawe, bo kość może teraz nie mieć odżywienia i obumrze. Wszystko zależy od tego, jak sobie z regeneracją poradzi mój organizm… W czarnym scenariuszu – endoproteza, w tym jasnym – uda się bez niej.

Już po operacji…

W piątek o 11 doczekałam się wyjazdu na blok operacyjny. Miałam ogólną narkozę i obudziłam się dopiero o 17. 3-godzinną operację poskładania główki kości ramiennej wykonywało 2 bardzo dobrych lekarzy, więc mam nadzieję, że jej efekt też bardzo dobry będzie. Sprawna, prawa ręka to jednak podstawa!

Doba po operacji to jakiś koszmar, bardzo źle i słabo się czułam na pompie z tramalem. Raz mdlałam, raz miałam gorączkę a na koniec takie tętno, że już się żegnałam z tym światem…Dopiero dziś po zmianie przeciwbólowego jestem sobą i mogę próbować siadać, i wstawać. Gipsu nie mam. Przede mną jeszcze 7 dni w szpitalu i rehabilitacja w stopniu podstawowym, potem 6 tygodni w tym stanie już w domu. A następnie ta intensywna rehabilitacja przywracająca sprawność ręki.

p.s. A z dziwnych zbiegów okoliczności – na moim oddziale leży motocyklista. Jechał na swoim ducati i wjechała w niego samochodem jakaś kobieta. Ma połamane żebra, rękę i szytą nogę. Ale najlepsze jest to, że mieszkamy w tym samym bloku, trzymamy motocykle na tym samym parkingu, pozdrawialiśmy się ze 2 razy a poznaliśmy się w szpitalu ;-)!