Razem w domku

Melduję, że akcja String 2 się powiodła ;-)! Niedzielna pogoda była idealna na przewiezienie motocykla, a Eliza świetnie sobie poradziła ze Stringiem.

Po kilku przejazdach zapoznawczych po parkingu, wyruszyłyśmy w trasę – ja i Karola w samochodzie, a za nami Eliza na moto. Trasa przebiegła bez przygód, a Eliza miała okazję na własnej skórze odczuć te bicie kierownicy i niewygodną kanapę. Mam nadzieję, że ten pierwszy temat (wymiana felgi) jeszcze w tym sezonie załatwię.

Tymczasem Stringa mam za ścianą i sobie tu miesiąc „popauzujemy” razem. Blizna się bardzo ładnie goi, ręka nadal boli w nocy, ale w dzień jest już całkiem znośnie. Zakres ruchu jeszcze, niestety słaby…

Biorąc pod uwagę, że już wyglądam jak twardziel – mam tatuaż i bliznę na jednej ręce – to chyba muszę zmienić motocykl, na taki „czarny i zły” dla twardzieli ;-).

p.s. Wypadek miałam 2 dni przed urodzinami i dopiero teraz dostałam prezent, który do szpitala raczej nie pasował – fachowy kombinezon przeciwdeszczowy! Takie sytuacje jak TU opisana już mi nie grożą ;-).

Akcja String 2

Pamiętacie jak jeszcze nie miałam prawka i przewoziłam Stringa na wieś? (Czytaj) Kto by pomyślał, że rok później sytuacja się powtórzy ;-). Nie ma sensu płacić parkingu we Wrocławiu, skoro końcówkę sezonu mam już z głowy… Tym razem w weekend na Stringu zasiądzie Eliza, a ja i Karola będziemy ją asekurować w samochodzie.

A dziś zdjęli mi szwy. Pani była fajna – to i bólu strasznego nie było 😉

Prognozy nie są różowe…

Złamanie było bardzo pechowe, połączenie kierunku i siły tak nietypowe, że trzon kości z wielką siłą wbił się główkę. Po złożeniu powstał ubytek kości, ale jakoś to złapali na płytki. Niestety rokowania są nieciekawe, bo kość może teraz nie mieć odżywienia i obumrze. Wszystko zależy od tego, jak sobie z regeneracją poradzi mój organizm… W czarnym scenariuszu – endoproteza, w tym jasnym – uda się bez niej.