Czy faceci mają słabe dni?

Zanim rano otworzyłam oczy, wyostrzyłam słuch i od razu ciśnienie mi podskoczyło na tyle, że kawę mogłam sobie darować. To ja tu z takim namaszczeniem czekam na weekend, po takim wściekle gorącym tygodniu (że człowiek wyjdzie z domu i już jest zmęczony!), a za oknem co?? Sobota i p….. deszcz! A miałam pojeździć sobie… śniadanko, kawusia i motocykl.

No nic, zajęłam się innymi sprawami. A pogoda sprawiła mi kolejną niespodziankę – tym razem pozytywną, bo się rozpogodziło pod wieczór. Wyjęłam Stringa i heja! Byłoby pięknie, ale… czasem jest taki dzień, że nie czujesz motocykla. Nie ma tej jedności z maszyną, koncentracja jakaś zaburzona, zakręty wychodzą koślawo i jeszcze po głowie chodzi jakiś głupi kawałek piosenki, że „jutra nie będzie” (jak nie będzie? Ja już mam limit wypadków na ten rok wyczerpany!).

Macie tak czasem, że jazda jakoś nie idzie, nie jest satysfakcjonująca?? A im bardziej się staracie, tym gorzej? Faceci-motocykliści też mają słabe dni??

Na szczęście została jeszcze niedziela i ona była jakaś inna. Poukładana, od rana motocyklowa i bardzo satysfakcjonująca. String jechał jak zaczarowany, zakręty wprost płynęły – uśmiech w duszy od ucha do ucha! To był dzień jedności człowieka z maszyną i tylko takie chcę mieć dni!

Trening wibracyjny ;-)

Kolejne kilometry przejechane, oczywiście w ramach rehabilitacji ;-). Jak wyczytałam na stronie fachowej:
„Wiele przeprowadzonych badań wykazało, że mechaniczne wibracje obciążają bezpośrednio kość, powodując zwiększenie gęstości i wytrzymałości tkanki kostnej. Kość musi się także adoptować do zwiększonej pod wpływem treningu wibracyjnego siły mięśni, mających swoje przyczepy na kościach.
Bodziec zastosowany leczniczo w niewielkich, krótkotrwałych, powtarzalnych ekspozycjach stymuluje, wzmacnia układ kostno-mięśniowy, zwiększa poziom testosteronu oraz hormonu wzrostu w surowicy krwi.”

Może zostańmy przy tym, że zwiększa poziom hormonu szczęścia!

Także mając na uwadze szybką poprawę kondycji swojego ramienia, zastosowałam wibrację na kierownicy motocykla ;-). Przejechałam w weekend około 30 kilometrów, żeby nie szaleć za mocno i już sobie przypomniałam – jak niewygodną mam kanapę 🙁 .
Czuję się o wiele pewniej w siodle, tylko drogi polne muszę sobie jeszcze darować i dziury w jezdni omijać, bo to już wstrząsy są za duże (jeszcze śrubki mi się wykręcą albo coś 😉 ).

Dziewczyny, piszcie blogi!

Towarzyszyłyście mi w czasie mojego pisania. Pisałyście w komentarzach o tym, że też się uczycie, zdajecie egzaminy, ruszacie w pierwsze trasy.

Chciałabym przeczytać o Waszych przygodach, nauce motocykla i osiągnięciach. I wcale nie chodzi o egzotyczne kraje, tysiące kilometrów i super cele… Chodzi o pokonywanie własnych ograniczeń za kierownicą jednośladu, o ten uśmiech spełnienia i o świat, który z perspektywy dwóch kółek – jest jakiś lepszy?

Ja nie osiągnęłam wiele w kategoriach ilościowo-jakościowych (no chyba, żeby policzyć te 10 śrub w ramieniu ;-)), ale to co osiągnęłam – jest dla mnie bardzo cennym i satysfakcjonującym doświadczeniem.

I o dziwo, jakoś znajduje temat do pisania ;-).
Zachęcam Was do tworzenia motocyklowego bloga. Do dzielenia się pasją, uśmiechem i wrażeniami.

Od strony technicznej pisanie bloga to pestka, od strony jego zawartości – to strumień z Waszego wnętrza. Trzeba rozebrać tamę i pozwolić wodzie płynąć! 😉

p.s. Bloga, takiego jak mój zakłada się w kilka sekund TUTAJ