Takie tam…

Ostatnio miałam śmieszną sytuację, gonił mnie rowerzysta! Tak, tak rowerzysta, jakiś taki bardziej zawodowy, ale nadal na rowerze ;-). Wjeżdżam sobie na miejscowość i zwalniam tak do 50 km/h, jadę i nagle widzę czerwoną plamę w lusterku – patrzę, a tu rowerzysta. No jedzie sobie, nic dziwnego. No ale patrzę na licznik i na niego, a on nic a nic ode mnie nie odbiega. I siedzi mi w lusterku po lewej, jak do wyprzedzania!

No to przyśpieszam do 60 km/h a on co? No też przyśpiesza i nadal mi siedzi „na tyłku”. Patrzę na licznik i patrzę w lusterko – i śmiech mnie ogarnął. Patrze na rowerzystę, a ten też się szczerzy z siebie zadowolony ;-). Odjechałam mu trochę i gdzieś skręcił, także się nie poznaliśmy ;-).
Swoją drogą po co mi motocykl, skoro rower bardziej ekologiczny, a jak widać frajda ta sama ;-).

A dziś zgubiłam rękawiczki, ale tylko na chwilkę – zostały sobie na krzyżówce, bo spadły z motocykla. Jakaś zakręcona jechałam wieczorem i dopiero po 3 km się zorientowałam, że gołe ręce mam. Rękawiczki były na zadupku i sobie odleciały. Na szczęście wróciłam po nie i jeszcze nie były przejechane, ani nie zmieniły właściciela ;-).

Oj te wydatki!

Marzenie posiadania lepszego sprzętu odwlekło się w czasie. Bo zamiast skredytować nowy motocykl – zainwestowałam w… zęba 😉 Tak, tak będę miała uśmiech wart 6 tys! (mam nadzieję, że to będzie adekwatne do porażającego blasku z zębów bijącego).
Masakra jakaś. Ale wyjścia nie było, bo to ząb przedni i stan zapalny zniszczył korzeń, potrzebny implant.

Wydatki ze Stringiem też będą, bo przednia felga musi być wymieniona, doprostować się nie da i jeszcze nie wiem co z tyłem będzie… OC i przegląd za rogiem, a jeszcze gaz mi się zacina. Dziś bym wjechała centralnie w ścianę ;-), bo gaz przeskakuje zamiast iść płynnie. Jest już w serwisie, chłopaki ogarniają i szukają felgi.

Jak duży wpływ ma psycha na komfort jazdy – to się przekonałam jadąc do dentysty. Nie byłam raczej w stanie wyluzowanym, a wprost przeciwnie i jazda szła makabrycznie! Jakbym walczyła z motocyklem, a nie współpracowała. W samochodzie nie czuje się tak bardzo tej różnicy.

Miałam też sytuację, gdy nie wiedziałam, czy samochód uzna moje pierwszeństwo. Przyśpieszyłam, żeby zdążyć przed nim, ale jak to baba – musiałam to przemyśleć…

Podczas takiej sytuacji nie ma czasu na kalkulację, myślenie i wybór czy hamować, czy gazować – decyduje instynkt i podświadomość. Podjęłam decyzję na podstawie odległości i pędu tego samochodu (tak mi się przynajmniej wydaje), ale równie dobrze decyzja mogła być błędna. Władzę przejmuje instynkt, pewnie nawyki i ogólna skłonność do podejmowania (lub nie) ryzyka. Myślę, że wielu motocyklistów było z takiej sytuacji i niektórym się nie udało zadecydować dobrze (biorąc pod uwagę statystyki wypadków na pierwszeństwie z motocyklistami). Można sobie wmawiać, że następnym razem lepiej się zatrzymam, ale czy potem, na poziomie podświadomym tak zadecyduję?

p.s. rany, jakiś poważny mi ten wpis wyszedł, jak nie mój hehe ale to przez depresję finansową 😉

UPDATE: Czekam na decyzję mechaników, czy znajdą mi 2 używane felgi, czy tylko przód kupię i przełoży się szprychy (drugie koło zrobię wtedy w przyszłym sezonie). Padło pytanie: „Jak ja tym jeżdżę, bo jak się puści kierownicę to jedzie w pole”, to odpowiedziałam: „Normalnie, po prostu nie puszczam kierownicy ;-)”. Przy ściąganiu opony jeszcze dętka poszła na szwie – dobrze, że nie w trasie…

Czy faceci mają słabe dni?

Zanim rano otworzyłam oczy, wyostrzyłam słuch i od razu ciśnienie mi podskoczyło na tyle, że kawę mogłam sobie darować. To ja tu z takim namaszczeniem czekam na weekend, po takim wściekle gorącym tygodniu (że człowiek wyjdzie z domu i już jest zmęczony!), a za oknem co?? Sobota i p….. deszcz! A miałam pojeździć sobie… śniadanko, kawusia i motocykl.

No nic, zajęłam się innymi sprawami. A pogoda sprawiła mi kolejną niespodziankę – tym razem pozytywną, bo się rozpogodziło pod wieczór. Wyjęłam Stringa i heja! Byłoby pięknie, ale… czasem jest taki dzień, że nie czujesz motocykla. Nie ma tej jedności z maszyną, koncentracja jakaś zaburzona, zakręty wychodzą koślawo i jeszcze po głowie chodzi jakiś głupi kawałek piosenki, że „jutra nie będzie” (jak nie będzie? Ja już mam limit wypadków na ten rok wyczerpany!).

Macie tak czasem, że jazda jakoś nie idzie, nie jest satysfakcjonująca?? A im bardziej się staracie, tym gorzej? Faceci-motocykliści też mają słabe dni??

Na szczęście została jeszcze niedziela i ona była jakaś inna. Poukładana, od rana motocyklowa i bardzo satysfakcjonująca. String jechał jak zaczarowany, zakręty wprost płynęły – uśmiech w duszy od ucha do ucha! To był dzień jedności człowieka z maszyną i tylko takie chcę mieć dni!