Kobieca nadinterpretacja

Motocyklowy dowcip dnia:

Jej pamiętnik:
„Dziś mój mąż zachowywał się bardzo dziwnie. Zaplanowaliśmy wieczorem wyjście do restauracji na kolację. Poszłam z koleżankami połazić po sklepach i trochę się spóźniłam.

Przypuszczam, że zauważył moje spóźnienie, ale nic nie powiedział. Rozmowa nie kleiła się. Zaproponowałam, byśmy poszli do jakiejś zacisznej knajpki, w której moglibyśmy spokojnie porozmawiać. Zgodził się, ale nie był przy tym zbyt rozmowny. Pytałam, co się stało, a on w odpowiedzi mówił, że nic.

Próbowałam to wyjaśnić, obawiając się, że może jest na mnie zły, ale on nie przyznawał się i twierdził, że nie ma się czym martwić.
W drodze do domu powiedziałam mu, że go kocham, ale w odpowiedzi tylko się uśmiechnął i nadal w skupieniu patrzył na drogę. Dlaczego nie odpowiedział, że też mnie kocha? W domu oglądaliśmy telewizję i też nie porozmawialiśmy normalnie.

Czułam, że on myśli o czymś i to coś go zdenerwowało. Poszłam spać. Po 15 minutach przyłączył się do mnie, ale ciągle nie był dla mnie czuły, nawet mnie nie objął. Gdy zasnął, rozpłakałam się. Nie mogę zrozumieć, co zrobiłam nie tak. Za co się na mnie obraził?”

Jego pamiętnik:
„Motocykl nie chce odpalić… nie mogę dojść dlaczego.”

Bez szału

Przedostatni weekend z motocyklem, a jakoś nie udało się jeździć zbyt intensywnie… Tydzień w pracy był dość ciężki i moja ręka nie wyrabia. Boli regularnie i jak wsiadłam na motocykl to wcale nie było lepiej, bo każdy wyryp w jezdni czułam dość mocno w barku.

jeziorkoPojeździłam więc w tempie spacerowym po dwie godzinki dziennie – nad jeziorko (gdzie była akurat sesja ślubna) i po okolicy.
Humor mnie nie opuszczał, szczególnie jak odkryłam, że kask ma świetną akustykę ;-). Ot, tak od niechcenia coś sobie zanuciłam i zadziwiłam się, jak fajnie głos się rozchodzi w kasku. No to dawaj, zaczęłam podśpiewywać jakieś kawałki i chyba to już była lekka głupawka ;-).
Potem pogadałam sobie do siebie, ale wtedy to już jest dziwnie… Bo człowiek nieprzyzwyczajony jest do wypowiadania na głos osobistych myśli i ciągle mu się wydaje, że jednak ktoś to może usłyszeć (ale kto? Wielki Brat?). Może to sposób na nową psychoanalizę? Takie wypowiadanie na wiatr tego, co siedzi w głowie i sercu. Zostanę motocyklowym Freudem! 😉

kamizelkaPolansowałam się też w nowej kamizelce odblaskowej. Przymierzałam się do kupna takich seledynowych pasów motocyklowych, ale ich cena w okolicy 50 zł lekko mnie zmroziła (z czego oni to robią?). Czasem mi się wydaje, że jak towar ma w nazwie „motocyklowy” to już od razu jest dwa razy droższy. Ale wpadła mi w ręce gazetka lidla, gdzie była taka odblaskowa kamizelka dla biegaczy 😉 za 17 zł. Myślę, że jesienią i wieczorami – to bardzo praktyczna sprawa.

No i ćwiczyłam punkty skrętu, bo w pewnej mądrej książce przeczytałam, że lepiej mieć nieprawidłowy punkt skrętu, niż nie mieć żadnego. Ale o tej lekturze napisze innym razem.

p.s. mam już oponkę na tył i felgę na przód – może w przyszły weekend uda się ubrać i pojeździć na prostym kole ;-). Na przyszły sezon zostanie mi do wymiany tylna felga i chyba olej w lagach (bo coś mi skrzypi przedni zawias).

No i doła mam…

Wiem, wiem pewnie mnie o takie stany nie podejrzewacie. A i owszem zdarzają się… szczególnie na takie wieści!

Całkiem niedawno powaliła mnie wiadomość o tragicznej śmierci dwóch młodych kobiet startujących w rajdach (czytajcie: tutaj). Jeżdżę kibicować na rajdy od 15 roku życia, wiem jaką pasją potrafią być i ile wysiłku wkładają zawodnicy w swoje starty. Wiem też, jaka to satysfakcja, jak można zrealizować własne marzenia.

A świeża historia o tragicznym zakończeniu wyprawy dookoła świata na motocyklach (czytajcie: tutaj), dziś nie dała mi spokoju. Ciągle o tym myślę…

Z jednej strony widzę – jak wielką siłą jest pragnienie przygody i jak wszelkie przeciwności losu można pokonać, jak się jest zmotywowanym do walki o marzenia.
A z drugiej strony – jak szybko i bezwzględnie śmierć potrafi zgasić każdą duszę, nawet taką, która latarnią jest, a nie zwykłym światełkiem.

Ktoś może powiedzieć, że przecież mnie te dwie powyższe historie nie dotyczą, więc po co o tym myślę?
Ale one dotyczą każdego człowieka, który choć przez chwilę podążał drogą wykreowaną przez marzenia. O ile cenniejsze by były te chwile naszego życia, które wspominamy z uśmiechem – gdyby się okazało, że już dziś umrzemy? Na ile wykorzystaliśmy swoje życie, ile osiągnęliśmy celów, jakie zrealizowaliśmy pasje? By na koniec powiedzieć, że było warto!?

Dziś czytałam notatki i oglądałam filmy z wyprawy Maksa i Krzyśka. To był najpiękniejszy okres w ich życiu. Niesamowita ilość przygód, wrażeń, ale i przeszkód do pokonania. Siła ich optymizmu i wytrwałości jest porażająca.

LwG Maks, bo jesteś już gdzieś na górze… Wiesz, daleko mi do Twojego podejścia do życia, ale jutro znów wstanę z uśmiechem dla całego świata. Bo od czegoś trzeba zacząć!