Różne odcienie tej samej pasji

Ostatnio zastanawiałam się nad tym, jak zmieniło się moje motocyklowe życie – emocje i odczucia z motocyklem związane. Jak różne są moje doświadczenia z jazdy motocyklem, które zaistniały 8 lat temu, a tym, co dzieje się teraz.

Początki mojej przygody z motocyklem były trudne, niosły wiele emocji i nie zawsze pozytywnych. To było wyzwanie, ale jednocześnie każdy, najmniejszy postęp umiejętności i motocyklowej wiedzy – dawał mi wiele radości. Nie mogłam doczekać się kolejnej jazdy, kręciłam się bez celu po okolicznych drogach, żeby tylko pobyć z motocyklem. Tęskniłam za tym. Każdą chwilę w trasie łapałam wszystkimi zmysłami. Widziałam więcej, czułam więcej, sens miałam. A moje motocykle nie były idealne, wygodne nawet nie były, wyprzedzać strach było. Ale niosły mnie, dodawały skrzydeł.

Nadal robię mnóstwo kilometrów w sezonie, nadal czuję ten pozytywny, błogi stan, gdy jadę motocyklem. Nie jest to jednak to samo. Zawsze jadę do celu i to ten cel jest głównym daniem dnia. Doceniam widoki dopiero wtedy, gdy są wyjątkowe, bo reszta już mi się „opatrzyła”. Motocykl mam szybszy, jeżdżę szybciej i lubię wyprzedzać. Zatraciłam gdzieś tą dziecięcą radość.

Czasem się odrywam i budzę do życia – jak wyjeżdżam na dłużej, jak każdy dzień niesie przygodę. Jak wcale nie jest komfortowo, ale wszystko jest nowe. Znów łapię wszystkimi zmysłami. Doceniam.

Z powodów finansowych nie robię tego często. A chciałabym szukać, odkrywać, czuć jak dawniej…

Nieśmiertelnik dla motocyklisty

Jakiś czas temu wpadłam na pomysł, żeby przy kluczykach motocyklowych nosić numer telefonu. Po co? Bo jak je zgubię, to albo ktoś ich użyje, albo będzie chciał oddać. Wierzę jednak, że świadomość tego, że to kobiece kluczyki motocyklowe sprawi, że jednak je odda 😀 . Choćby z ciekawości. A w sytuacji, gdy nie będzie przy nich żadnych wskazówek – szanse na takie oddanie spadają do zera.

Numer napisałam na takim zwykłym, plastikowym breloku do kluczy, szukałam jednak lepszego i „ładniejszego” rozwiązania. I tak wpadłam na stronę nieśmiertelników. Cieniutka blaszka, z amortyzującą gumą – super! Przeczytałam przy okazji, co na takim nieśmiertelniku można umieścić.

Wiecie co to są numery ICE? To takie międzynarodowe oznaczenie (In Case of Emergency) numerów telefonów, do których ratownicy powinni dzwonić w pierwszej kolejności. Dlatego dobrym zwyczajem (a nawet obowiązkiem) jest to, by w książce telefonicznej bliskie osoby podpisać np. ICE1 mama, ICE2 brat.

Te osoby powinny szybko się dowiedzieć, co się stało i gdzie jesteśmy, ale także mają sporą wiedzę na nasz temat dotyczącą, choćby alergii, przewlekłych chorób, odbytych operacji itp. Czasami słyszy się, że noszenie informacji o grupie krwi przy sobie jest ważne, jednak należy pamiętać, że jedynie medyczną kartę grupy krwi ratownicy mogą wziąć pod uwagę. Dlatego wybijanie jej na nieśmiertelniku czy wytatuowanie – nie ma większego sensu.

Tu fajnie na ten temat wypowiada się ratownik:
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=ojKGsVHLnrs&w=560&h=315]

I wszystko spoko, ale telefony w czasie wypadków też mogą się uszkodzić, a po drugie zabezpieczamy do nich dostęp PIN-em, wzorem czy odciskiem palca. Dlatego właśnie dużo lepszym pomysłem jest umieszczenie kontaktów ICE na nieśmiertelniku przy kluczach. Czy jak niektórzy wolą – z łańcuszkiem na szyi czy bransoletą.

Sens ma jeszcze wytłoczenie imienia, nazwiska i numeru PESEL dla potrzeb służby zdrowia. Choć ja takie informacje wolę mieć jedynie w swoich dokumentach. Taki nieśmiertelnik może być także oryginalną ozdobą z jakąś sentencją czy wyznaniem. A do tego można dobrać sobie kolor jego gumowej ramki.

Dlaczego wybrałam nieśmiertelnik? Bo jest trwały, lekki, ma gumową osłonkę i można na nim czytelnie wytłoczyć cokolwiek (z polskimi znakami). Są wykonane z chirurgicznej stali nierdzewnej, a wybijane na nich dane nie zetrą się, ani nie ulegną zniszczeniu podczas wypadku.

Nieśmiertelniki nie kosztują wiele, a samo ich używanie nie uratuje życia, jednak znacząco pomoże innym je ratować.

Nieśmiertelniki (pod różną postacią – breloków, naszyjników lub bransoletek paracord) można zamówić na: Wybijanie nieśmiertelników Engrave.pl

Jak zorganizować charytatywną zbiórkę rzeczy?

Pisałam Wam kiedyś, że moim marzeniem było zrobienie takiego spotkania motocyklowego, by wniosło też trochę dobra w życie innych ludzi. Nie tylko zlot, czy paradę, ale realne pomaganie. W Brzegu Dolnym, gdzie mieszkam od roku był klub MotoPasja Brzeg Dolny, więc tam dołączyłam i zaczęłam działać.

Pomyślałam, że najlepiej taka akcję zbiórki zrobić przy okazji innej, dużo większej imprezy w mieście i padło na gminne dożynki. Udałam się do Dolnobrzeskiego Ośrodka Kultury i potem już wszystko poszło pięknie, bo współpraca z ich strony była wzorowa!

Początkowo mieliśmy zbierać rzeczy tylko dla Domu Dziecka w Krzydlinie Małej, ale potem padł pomysł, by zapytać, jakie są potrzeby w Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej. A tam największego wsparcia potrzebowali seniorzy, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej. Dodatkowo poszerzyłam zbiórkę o rzeczy używane, typu pościel i koce dla zwierząt w schronisku. Przygotowaliśmy 3 kartony, a jeden z nich dzieci ozdobiły.

Impreza była zaplanowana na 1 września w Żerkówku, gdzie po zbiórce mieliśmy się udać, paradą przez Brzeg Dolny, do Domu Dziecka w Krzydlinie Małej. Coś mnie tknęło, że oprócz informowania policji o paradzie, gdzieś trzeba taką zbiórkę zgłosić. Okazało się, że faktycznie – trzeba to zrobić w MSWiA, by zbiórka znalazła się na liście oficjalnych zbiórek na zbiorki.gov.pl. Takie zgłoszenie mogą składać różne organizacje, ale także zwykły, społeczny komitet, składający się z 3 osób. Szybko taki założyliśmy i wypełniliśmy potrzebne wnioski.

Formalności jednak trwają tydzień, a ja miałam już tylko 5 dni! Na szczęście trafiłam na bardzo sympatyczną urzędniczkę, która tak pokierowała procedurą, by zdążyć na czas. Otrzymaliśmy numer zbiórki i zrobiłam identyfikatory. Uff, wszystko dopięte! W pozostałych sprawach pomagali mi koledzy z klubu Motopasja.

Powstało wydarzenie na facebooku i regulamim przejazdu w paradzie. Tam też była dostępna lista potrzeb poszczególnych miejsc, gdzie motocyklowa pomoc miała dotrzeć.

Ale…. jednak nie na wszystko mamy wpływ, np. na pogodę kompletnie nie mamy, więc rozpadało się idealnie na starcie festynu! No co za pech! Podłamałam się nieco, że tyle roboty pójdzie na marne… Deszcz to nasilał się, to słabł, ale jednak nie odpuszczał. Na festynie było 7 motocykli, potem na miejscu zbiórki 12, ale ostatecznie na paradę wyjechało ok. 30 maszyn. Trasę nieco skróciliśmy, ale pogoda nas nie pokonała!

Zrobiliśmy nieco hałasu, ale przede wszystkim daliśmy wiele radości dzieciom. Mogliśmy wjechać na teren Domu Dziecka, wejść na górę do dzieci, a potem część z nich mogła z bliska zobaczyć nasze motocykle i nawet na nich usiąść. Zawieźliśmy też wielki wór zebranych prezentów.

Przez tą pogodę nie było szału z ilością zebranych darów, ale wstydu też nie było. Myślę, że każda akcja, która niesie pomoc jest warta organizacji! Pozostałe rzeczy zliczyliśmy w niedzielę i kolejne worki trafiły do GOPS-u i schroniska we Wrocławiu. Na koniec trzeba jeszcze wysłać do MSWiA sprawozdanie ze zbiórki, zliczenia i jej rozdysponowania.