Poradnik motocyklowy dla początkujących oraz opowiadania z pamiętnika motocyklistki

Mój pierwszy poradnik w formie PDF jest już dostępny w sprzedaży na platformie Naffy!

Poradnik motocyklowy dla początkujących, poradnik motocyklisty
Poradnik motocyklowy dla początkujących oraz opowiadania z pamiętnika motocyklistki

Zobacz: Poradnik motocyklowy dla początkujących oraz opowiadania z pamiętnika motocyklistki

To nie jest poradnik o tym, jak obsługiwać motocykl i bezpiecznie nim jeździć. To poradnik o tym, jak spełniać marzenia i przełamać własne lęki, by cieszyć się życiem z nowego punktu widzenia – zza kierownicy motocykla.

Tą publikacją chcę zmotywować Cię do działania, rozwiać wątpliwości i przedstawić podstawową wiedzę o motocyklowym świecie. Opowiedzieć o tym wszystkim, o czym ja nie wiedziałam na starcie, a co może być pomocne.

Opowiem też kilka historii z mojego życia. Jedne będą motywujące, inne zabawne, a jeszcze inne z dreszczykiem emocji. Motocyklowa pasja zmieniła moje życie na lepsze, więc może także zmienić tak Twoje!

Sama nie byłam młoda, jak wymyśliłam sobie, że będę jeździć motocyklem. Nie byłam odważna, gdy wzięłam się za realizację tego marzenia. Nie miałam środków finansowych nawet na kurs,
nie mówiąc już o zakupie motocykla. Ale prowadziło mnie serce,
a z takim nastawieniem wszystko jest możliwe. Nie wierzysz?

To poznaj moją historię!

Poradnik motocyklowy dla początkujących oraz opowiadania z pamiętnika motocyklistki

O czym przeczytasz w kolejnych rozdziałach?

Sklep Naffy: Poradnik motocyklowy dla początkujących oraz opowiadania z pamiętnika motocyklistki

Urlop w Dolomitach. Dzień 4. Zamki: Burg Heinfels i Schloss Bruck

Kolejny dzień urlopu był samochodowy, bo już od 12 szły spore fronty burzowe. Postanowiliśmy zobaczyć z bliska zamek Burg Heinfels na wzniesieniu, który codziennie mijamy. Okazało się, że można kupić bilet łączony, więc w pakiecie dostaliśmy zamek Schloss Bruck w Lienz.

Historia pierwszego zamku sięga 1210 roku, gdy powstała wieża. Następnie dobudowano resztę i zamieszkała tam hrabiowska rodzina Gorizii. Po wojnach chłopskich była tam: zbrojownia, urząd podatkowy, lochy więzienne. Potem, już jako państwowy, był schroniskiem dla bezdomnych i koszarami wojskowymi. Po latach zaczął się walić, na szczęście znalazły się środki na renowacje i udostępnienie obiektu zwiedzającym.

Po zamku chodzi się samodzielnie wg wskazówek, oblegany nie jest, bo byliśmy tam sami. Odnowiona część mieszkalna jest zamknięta, chodzi się głównie po murach i wieży. Miejsce to jest wykorzystywane do różnych eventów kulturalnych.

Zamek Schloss Bruck w Lienz budowano od 1252 roku, również dla rodziny Gorizii. Też miał ciekawe dzieje. Po pożarze stał się własnością miasta i odbywały się tam procesy inkwizycji nad „czarownicami”, z użyciem tortur. Potem był tam szpital, koszary. Jako własność prywatna ok 1827 r był siedzibą firmy żeglugowej, browarem, restauracją. Ostatnia właścicielka wykonała renowacje i odsprzedała zamek miastu.

Obecnie zamek pełni funkcje muzeum i miejsca spotkań kulturalnych. My mogliśmy tam obejrzeć wystawy z historii chrześcijaństwa, odkryć archeologicznych, całego przekroju twórczości Albina Egger-Lienz i innych twórców.

Urlop w Dolomitach. Dzień 3. Sella Ronda: Passo Gardena, Passo Sella, Passo Pordoi i Passo Campolongo

Ten dzień urlopu to spełnienie marzeń, był długi i fantastyczny. Widoki z przełęczy na Sella Ronda pobiły wszystko, co do tej pory widzieliśmy, a zakrętów to nie da się zliczyć! Dla motocyklistów – dzień jak z bajki!

To było nasze czwarte podejście do trasy Sella Ronda, bo zawsze pogoda krzyżowała nam plany. Tym razem było idealnie, no może nie licząc tego, że na początku musieliśmy wyprzedzić setki rowerzystów, trenujących do niedzielnych zawodów, co nie pozwoliło w pełni cieszyć się zakrętami.

Kółko Sella Ronda prowadzi przez przełęcze: Passo Gardena, Passo Sella, Passo Pordoi i Passo Campolongo, czyli na przemian jedzie się w górę i w dół. Nawierzchnia na tej trasie jest zróżnicowana, raz gorsza, raz lepsza, najważniejsze jednak, że nie dziurawa. Jest dużo zakrętów „nawrotek”, ich trudność oceniam na średnią, bo asfalt jest szeroki. Tylko trzeba uważać, bo tam kursują też autobusy.

A poza drogą? Prawdziwe cuda natury! „Szczęka mi opadała” wielokrotnie. Jak już myślałam, że krajobraz piękniejszy być nie może, to się myliłam! Emil w pewnym momencie powiedział: „Ciekawe kiedy będziemy jechać dłużej, niż 2 minuty” i razem się pośmialiśmy. Bo faktycznie, przed każdym szczytem i za nim, zawsze zatrzymywaliśmy po kilka razy. Zachwytom nie było końca, a zdjęcia nie oddają skali wielkości i piękna tych gór.

Tak się nakręciliśmy pozytywnymi emocjami, że wróciliśmy do domu nieplanowanymi przełęczami: Valparola, Falzarego, Tri Crime i przez jezioro Misurina. Dojechaliśmy późnym wieczorem, z pełną satysfakcją przebiegu dnia.