Ostatnie podrygi sezonu

Prognozy nie są optymistyczne, na sobotę zapowiadają temperatury blisko zera i nawet opady śniegu. Tym bardziej się cieszę, że udało mi się jeszcze trochę pojeździć. Dwa tygodnie temu, razem z Agnieszką, Ewą, Emilem i Witkiem zrobiliśmy ok. 200 km po pięknych, mało uczęszczanych drogach Parku Krajobrazowego Doliny Baryczy.

Zatrzymaliśmy się potem na kawę i ciacho w Miliczu i odwiedziliśmy naszą koleżankę-motocyklistkę, która właśnie wyszła ze szpitala. Pogoda była świetna (póki nie zaszło słońce hahaha). Zdjęć nie mam z trasy, bo mało się zatrzymywaliśmy.

Ostatni weekend już mniej rozpieszczał temperaturą. Sobota była garażowa – postanowiłam umyć dokładnie motocykl oraz założyć naklejki na felgi, co mi doleciały z Chin (komplet napisów na koła kosztuje 46 zł/4 zestawy). Przód naklejał się świetnie, ale z tyłem nieco walczyłam, bo większe litery zachodziły na próg i nie chciały się dobrze układać. Jednak warto było, bo efekt bardzo mi się podoba.

W niedzielę było słonecznie, nie miałam jednak zbyt dużo wolnego czasu, więc wyskoczyłam sobie na 3 godzinki, przejechać się i poćwiczyć robienie selfie z pilotem bluetooth. Oczywiście, jak na blondynkę przystało, telefon mi upadł (pierwszy raz) i od razu poszła rysa po szybie. Mam folię hybrydową, ale ona nie uwzględnia zaokrąglonych krawędzi ekranu i akurat w tym miejscu musiał się zderzyć z asfaltem! Na szczęście defekt jest jedynie kosmetyczny i nie ma wpływu na działanie telefonu i aparatu.

Co do zdjęć, to trzasnęłam ich chyba z 50, z czego te poniższe wyszły mi „jakotako” 🙂

Nie wiem, czy pisałam – ale kot Bonifacy przesiadł się na drugiego Versysa w rodzinie, a ze mną jeździ już tylko Majk:

LwG i widzimy się pewnie wczesną wiosną (chyba, że pogoda jeszcze raz mnie zaskoczy, tym razem pozytywnie!)

Podobne wpisy

  • Skąd mi się to właściwie wzięło?

    Próbuje skojarzyć moment kiedy motocykle zaczęły mieć dla mnie znaczenie. Może było to nastoletnie zauroczenie motocyklistą śmigającym przez moją rodzinną miejscowość? Podnosił mi ciśnienie z różnych powodów – ale nie było to działanie samego motocykla ;-). Potem robiłam prawo jazdy kat.B i jakoś nie miałam parcia na dopłatę na kat. A – bo w sumie…

  • Ufffff upały…

    Dajecie radę jeździć w takich wysokich temperaturach?? Bo ze mną jest tak, że powyżej 25 stopni w cieniu to się czuję, jakby mi ktoś odciął paliwo. Im więcej stopni tym mniej sił, koncentracji i spostrzegawczości. A to na motocyklu jest akurat bardzo ważne. Jadę wtedy raczej odruchowo i wiem, że jakakolwiek zaskakująca sytuacja, byłaby dla…

  • Czarna Góra na 4 moto – zdobyta!

    Moja druga wyprawa na Czarną Górę obyła się bez zwiedzania bezdroży, ale w doborowym towarzystwie trzech sportowych motocykli. Początkowo miałam jechać tylko z Mają (Ninja 250), ale ona wrzuciła temat na forum i znalazła się jeszcze jedna koleżanka – Katja z taką samą Ninja i kolega Mati na CBR-ce 600RR. Wstępnie nie byłam przekonana, co…

  • Kobieca nadinterpretacja

    Motocyklowy dowcip dnia: Jej pamiętnik: „Dziś mój mąż zachowywał się bardzo dziwnie. Zaplanowaliśmy wieczorem wyjście do restauracji na kolację. Poszłam z koleżankami połazić po sklepach i trochę się spóźniłam. Przypuszczam, że zauważył moje spóźnienie, ale nic nie powiedział. Rozmowa nie kleiła się. Zaproponowałam, byśmy poszli do jakiejś zacisznej knajpki, w której moglibyśmy spokojnie porozmawiać. Zgodził…

  • Podziękowania!

    Chyba można powiedzieć, że mój sezon motocyklowy dobiegł końca. Nie trwał długo – bo na legalu jeździłam jedynie 2 miesiące. Ale pierwsze jazdy smakują niesamowicie, więc i czas nie był mi wcale wrogiem. Wczułam się w każdą chwilę i doskonale wszystko pamiętam. Być może te wspomnienia będą mi dogrzewać zimowe wieczory, a narastający głód nowych…

  • Asfalty wyprostowali a ślimak zdechł

    Odebrałam motocykl z serwisu i przednie koło już pracuje, jak należy. Wracając do domu, miałam wrażenie, jakby podczas ubiegłego tygodnia ktoś wyprostował wszystkie asfalty ;-). Koniec walenia kierownicy i bólów ramienia – momentami motocykl po prostu płynie… bajka! Ale, żeby nie było zbyt kolorowo, to licznik najpierw oszukiwał o 10 km/h, a na drugi dzień…