Moja rozmowa z Katarzyną Wachowską, zawodniczką Moto Gymkhany

Tomasz Parzychowski (motogen.pl)
Startowałaś w zawodach Moto Gymkhana, co Cię do tego skłoniło?
O zawodach dowiedziałam się od mojego chłopaka Mateusza, jeździłam też z nim na zawody w roli kibica. Ale jak zobaczyłam, że jeżdżą tam głównie amatorzy – to nic nie stało na przeszkodzie, bym spróbowała także wystartować. Warto było, bo już podczas pierwszych zawodów nauczyłam się więcej, niż podczas swojej dotychczasowej jazdy motocyklem.

Czy to, że jeździsz na motocyklu to też zasługa Twojego chłopaka?
Częściowo tak, ale sama też planowałam od dłuższego czasu przystąpić do egzaminu na motocyklowe prawo jazdy. Przede wszystkim mój chłopak zainteresował mnie jazdą techniczną i rozwojem w tym kierunku.

Jakim motocyklem jeździsz?
Moim motocyklem jest Honda CB 500, to mój pierwszy sprzęt, kupiłam ją około rok temu, za doradztwem Mateusza i kolegi – Grzegorza. Osobiście skłaniałam się ku Hondzie CBR 600 F3, ale teraz wiem, że to był dobry zakup. Lepiej zaczynać od mniejszego motocykla, a i CB ma moc większą niż oczekiwałam, więc jeszcze trochę nauki przede mną.

Ile razy startowałaś w zawodach?
Przejechałam 2 eliminacje Moto Gymkhany w Tychach i Warszawie, oraz 2 razy brałam udział w „Giętarze” podczas motocyklowych niedziel ze stacją BP. Brałam także udział w czwartym konkursie sprawnościowym organizowanym przez KMPŁ (Klub Motocyklistów Politechniki Łódzkiej).

Jesteś zadowolona z osiągniętych tam wyników?
Tak naprawdę, jedyne czego oczekiwałam po zawodach – to dobra zabawa i powrót na całym motocyklu. Zdarzały się wprawdzie „gleby”, ale niegroźne. Podczas pierwszego startu zdobyłam nawet puchar w klasyfikacji kobiet, a najbardziej cieszyłam się z tego, że wcale nie zajmowałam ostatnich miejsc klasyfikacji generalnej. Dla mnie, jako początkującej motocyklistki, jest to powód do dumy.

Tomasz Parzychowski (motogen.pl)
Przygotowywałaś się jakoś do tych zawodów?
Tak, razem z chłopakiem trenowaliśmy przed zawodami. Oczywiście on robił to na wyższym poziomie, a ja ćwiczyłam ósemki i slalomy.

Czyli Mateusz był Twoim trenerem?
Można tak powiedzieć, bo układał mi przeszkody i dawał rady, jak je pokonywać. Podkreślał też, na czym mam się skupić na moim poziomie zaawansowania. Później Mateusz zainteresował tym tematem znajomych i na treningach pojawiała się już większa grupa ludzi: ja, Mateusz, Sławek, Paweł i Oscar. Treningi bardzo dużo mi dały w procesie poznawania własnych możliwości i możliwości mojej maszyny.

Czy te zawody i treningi poprawiły Twoje umiejętności jazdy?
Zdecydowanie tak! Oczywiście, nie czuję się jeszcze doskonałym kierowcą, ale manewry, których nauczyłam się w czasie zawodów, przydają się w jeździe codziennej. Poza tym, teraz bardziej ufam moim umiejętnościom i w sytuacjach „niepewnych” umiem zachować spokój, ponieważ już trochę opanowałam kontrolę nad motocyklem.

Czy Moto Gymkhana jest trudna do opanowania?
Bardzo trudna, jeżeli chce się zdobyć w niej mistrzostwo, bo poziom czołówki jest bardzo wysoki. Ale jeżeli komuś wystarczy miejsce w drugiej, czy trzeciej dziesiątce klasyfikacji i chce się czegoś nauczyć, to myślę, że wystarczy poświęcić trochę czasu na treningi.

Tomasz Parzychowski (motogen.pl)
Wiemy już jak Ty się przygotowywałaś, a czy Twój motocykl też wymagał przygotowań do startów?
Tak, najważniejsze jest dobre, lepkie ogumienie. Warto też zainwestować w elementy ochronne typu: crashpady, gmole i handbary. Na moich pierwszych zawodach w Gymkhanie (Tychy), miałam opony bardzo twarde, jeździłam więc ostrożnie, żeby nie złapać poślizgu. W Warszawie wystąpiłam na lepszych oponach i mogłam im zaufać, co skutkowało (tu się pochwalę), że w pewnych sytuacjach przytarłam podnóżkiem o ziemię. Wspomniałam też o handbarach, nie mam ich zamontowanych, czego skutki już odczułam, podczas jednego z upadków ułamała mi się klamka sprzęgła, co uniemożliwiło dalszą jazdę – mimo, że „gleba” była całkowicie niegroźna. Natomiast jestem fanką gmoli. Dzięki nim na zbiorniku nie mam ani jednej pamiątki z upadku i motocykl nie spadł mi na nogę, która umieszczona była przy maszynie, tuż nad gmolami.

Czy występ na zawodach jest dla Ciebie stresujący?
Oj, bardzo. W Tychach ze stresu pomyliłam trasę i to niestety odbiło się na moim wyniku. W Warszawie stres był mniejszy, bo nie miałam wobec siebie zbyt dużych wymagań – wcześniej miałam 2-miesięczną przerwę w jeździe motocyklem. I tam, udało mi się ukończyć zawody bezbłędnie.

Czyli, prócz umiejętności potrzebne jest duże skupienie na trasie?
Tak, trzeba zwracać uwagę na oznaczenia pachołków, które sugerują w jaki sposób je ominąć. Mimo tych oznaczeń trasa jest często mylona. Wszystko dzieje się szybko i dochodzi jeszcze stres, więc bardzo łatwo jest popełnić błąd.

motocykl-online.pl
Czy różnica między startującymi mężczyznami a kobietami jest mocno zauważalna?
W wynikach ta różnica jest zauważalna, ale patrząc obiektywnie – ona nie jest zbyt wielka. Bo zdarzają się zawodnicy – mężczyźni, kruchej postury, opanowujący wielkie maszyny. Gdyby kobiety wykazały większe zainteresowanie jazdą techniczną, to i są w stanie osiągnąć sukcesy w Moto Gymkhanie. Dowodem na to jest chociażby 4 miejsce Moniki Jaworskiej podczas warszawskiej rundy zawodów. Może trudno zdobyć jej poziom, ale konkurowanie z mężczyznami jest możliwe!

Kobiety mają swoją klasyfikację?
Tak, ale stosunkowo mało ich startuje, najwięcej bo 8 zawodniczek udało zgromadzić się w Warszawie.

Jaki motocykl wybrać do startów w Moto Gymkhanie?
Chyba lepsze są lekkie motocykle, bo są bardziej zwrotne i łatwiejsze do opanowania. To nie znaczy, że ciężkie motocykle nie mają szans. Niektóre manewry wymagają siły, więc dla kobiet mniejszy motocykl jest odpowiedniejszy, według mnie.

Miałaś jakąś pamiętną przygodę podczas startów?
Miałam jedną sytuację niebezpieczną, która na szczęście nie skończyła się, tak bardzo źle… Na „Giętarze” we Wrocławiu wjechał we mnie inny motocyklista, gdy czekałam w kolejce na swój start. Nie wyhamował podczas przejeżdżania próby i uderzył w bok mojego motocykla. Zdążyłam podnieść nogę, by mi jej nie zgniótł, a siła uderzenia wyrzuciła mnie na barierki. Zaprowadzono mnie do punktu medycznego, ale nie stało mi się nic poważnego. W tym czasie znajomi doprowadzili do porządku mój motocykl, bo wyciekło trochę płynu z chłodnicy.
Mimo wszystko podeszłam do kolejnej próby i nawet poprawiłam swój pierwszy czas! Potem mój motocykl nie był sprawny, zatem w Czeladzi i w Łodzi wystartowałam na Hondzie NTV 650 mojego chłopaka, jechałam więc bardzo ostrożnie.

Planujesz kontynuować swoją naukę i starty?
Jeżeli tylko cykl zawodów będzie kontynuowany, to i ja się na nich pojawię.

Tak bardziej dla zabawy, czy weźmiesz się na konkretne przygotowania?
Nie jestem pewna… Zawsze miło jest osiągnąć jakiś sukces. Mój chłopak z pewnością będzie trenował, więc pewnie i ja do niego dołączę. Mam frajdę już z samego startu w zawodach, jeżeli uda mi się osiągnąć coś więcej – to będę bardzo zadowolona!

Gdzie można zasięgnąć informacji o Moto Gymkhanie?
Zapraszam na stronę mojego chłopaka – MotoGymkhana.pl, gdzie można znaleźć wiele przydatnych informacji i porad. I zapraszam też inne motocyklistki do spróbowania swoich sił w Gymkhanie!

Podobne wpisy

  • No i… pierwsze rozkręcanie Pomidora

    Pomidora mam już na wsi, Zachar (z ekipą) przywiózł go na lawecie. Trochę trwała ta nasza podróż, bo w piątkowe wieczory na trasie, nieco więcej ruchu. Odpalił go na koniec i podjechał kawałek, tym bardziej wielkie było moje zdziwienie, jak potem już mi nie odpalił… Upewniłam się, czy jako blondynka *) nie popełniam jakiegoś kardynalnego…

  • W błocie po… pas

    Rajd Tukan to impreza dla dużych enduro w której postanowiłam brać udział, jako „pomagier organizatora”. Trasa była na tyle wymagająca, że na moim Stringu – nie do pokonania. Stopień trudności dodatkowo podniósł padający od piątku (i bez przerwy) deszcz. A w sobotę zapadła decyzja o skróceniu kilku odcinków, żeby zawodnicy mieli szansę dotrwać do mety…

  • Zamek Piastów Śląskich w Brzegu

    Wykorzystując słoneczną środę i urlop, postanowiłam wybrać się na wycieczkę motocyklową. Dołączył do mnie Emil, ale samochodem, ponieważ jest chory. Na cel wybrałam sobie Zamek Piastów Śląskich w Brzegu (woj. opolskie). Sam obiekt miło mnie zaskoczył, bo zebranych tam jest bardzo dużo eksponatów, a każde piętro (zwiedza się podziemia, parter i dwa piętra) wypełnione było…

  • Małe latanko z litrem

    Obiecałam jeszcze opowiedzieć o niedzieli – bez spektakularnych wycieczek grupowych, bo jakoś żadna (znana mi grupa) nie zwarła szeregów, niedaleko był też zlot w Srebrnej Górze. Ale napisał do mnie Mariusz z litrową „Włoszką” i umówiliśmy się na motocyklowe pogaduchy w Srebrnej Górze. Mimo, że ostrzegałam, że nie jeżdżę szybko (ostatnio nawet dołączyłam do grupy…

  • Wiosna, wiosna, wiosna, ach to Ty!

    Witam, podjarana wiosennie 😉 Choć wiosenna to u nas była jedynie sobota… Na szczęście zdążyłam ją wykorzystać w jedyny słuszny sposób – odpalając Stringa! Najpierw musiałam go odkopać (przykryty był, żeby nie zamarzł biedaczek), potem zamontować akumulator (który, jak się okazało – żadnych strat energetycznych nie wykazał), a nie było to łatwe bo przepadła jedna…

  • Czwartkowe 120 km

    Dzisiaj poleciałam sobie z Wrocławia do Dzierżoniowa, przez Strzelin (do kolegi motocyklisty na kawę, bo biedny w pracy był). Asfalty świetne, a i widoki piękne – te czerwone maki na polach i lasy pod Dzierżoniowem… Motocyklistów zatrzęsienie, bo jest akurat zlot w Białym Kościele. Ciągle mnie ktoś z rykiem wyprzedzał, czasem ktoś do mnie na…