Raj w Rokitkach

Magda i Andrzej zaprosili motocyklistów (i w tym mnie) do domku letniskowego w Rokitkach. Bladego pojęcia nie miałam, jak tam trafić (100-130 km), ale z pomocą przyszła Magda i pojechałyśmy tam razem w piątkowe południe. Koleżanka prowadziła nieco bocznymi trasami, potem nieźle zapchaną drogą ze Środy Śl. i znów mniej uczęszczanymi szlakami. Także trasa urozmaicona, pogoda idealna (ciepła, ale niezbyt gorąco) i towarzystwo fajne. Raz tylko bym wpadła pod auto, bo się wzięło znikąd – patrz w lusterka, „puszki” są wszędzie hehe.

Rokitki to mała miejscowość, trzeba wjechać w malutką uliczkę na której po paru metrach zwinęli asfalt i tam jest już inny świat 😉 . Małe domki wśród drzew i jezior – bajecznie! Musiałyśmy chwilę poczekać na ekipę, bo plażowała od rana i prosto z wody wyskoczyli nam wszyscy na powitanie. Domek piętrowy i było dla nas wystarczająco dużo miejsca i na parkowanie motocykli, ognisko, stół też. Jeszcze dyskotekę można by było tam zrobić 😉 . A obok zejście wprost do jeziora, także można kąpać się pod domem lub iść na sztuczną plażę nieco dalej.

Galeria Andrzeja Turczyna:

Uderzyliśmy na zakupy, a potem już w towarzystwie browarków na małe zwiedzanie okolicy i tych (prawie) dzikich plaż. Wieczorkiem ognisko, kiełbaski i najpyszniejszy na świecie krupnik ugotowany na ogniu! Czas leciał przyjemnie wolno, drzewa dawały przyjemny cień, a przyroda prawdziwy koncert, który trwał całą noc (a myślałam, że jak ze wsi jestem – to jestem przyzwyczajona haha). Czas w miłym towarzystwie tak zleciał, że grubo po północy polegliśmy. Mi się film urwał dopiero koło 4-tej, bo się zapomniałam i strzeliłam kawę o 20 (a po kofeinie w większej dawce mam ADHD). Nad ranem stwierdziłam, że jest tak pięknie na dworze, że spać będę na balkonie, co też uczyniłam. Cudowne miejsce!

IMG_20150606_103858Rano Magda z Andrzejem zrobili olbrzymią jajecznicę z 20 jaj! I chociaż panowała zasada: „Frykasy to w domu”, to gościna była na najwyższym poziomie i śniadanie przy stole na dworze pobija wszystkie, inne sławne śniadania np. u Tiffany’ego 😉 . Potem plażowanie i kąpiele (dla mnie woda jednak za zimna brrrrrr, zmarzluch jestem), grillowanie, wędkowanie i niestety też pora powrotu do domu.

Wracałam znów z „litrem”, bo do Kotliny Kłodzkiej (też 130 km) i w połowie drogi już oczy zaczęły mi się zamykać. Akurat wtedy, jak kolega wymyślił sobie wyprzedzanie. No i macha mi, że wyprzedzamy, a ja odmachuje głową, że NIE i tak sobie korespondowaliśmy, że ze dwa razy gdzieś mi się urwał na moment. Dopiero po przerwie i energetyku nabrałam tempa, i poleciałam już sama ostatni kawałek trasy do domu.

Podobne wpisy

  • Kolejne treningi

    Ćwiczymy sobie co jakiś czas moto gymkhane, bo udało się nam znaleźć teren, gdzie właściciel wyraził zgodę na nasze treningi. Nie ma tam domów mieszkalnych, więc nikomu nie przeszkadzamy. Wydrukowałam kilka tras i staramy się je odwzorować na tym placyku. Raz idzie lepiej, a raz gorzej – bardzo dużo tu zależy od dyspozycji psycho-fizycznej. Przy…

  • W planie Czarna Góra

    Razem z Mają planujemy w sobotę 17 sierpnia pojechać na wyścig w Siennej. To jedyne na Dolnym Śląsku górskie mistrzostwa Polski i będzie można obejrzeć mnóstwo mega-mocnych samochodów. To, że jadą pod górę to nie znaczy, że cieniują ;-). A klimat jest piknikowy, warto wziąć kocyk i ciasteczka ;-). Dla niezorientowanych – polecam na youtube…

  • |

    Razem w domku

    Melduję, że akcja String 2 się powiodła ;-)! Niedzielna pogoda była idealna na przewiezienie motocykla, a Eliza świetnie sobie poradziła ze Stringiem. Po kilku przejazdach zapoznawczych po parkingu, wyruszyłyśmy w trasę – ja i Karola w samochodzie, a za nami Eliza na moto. Trasa przebiegła bez przygód, a Eliza miała okazję na własnej skórze odczuć…

  • Wrocławskie Targi Motocyklowe – Podsumowanie

    Zapraszam do przeczytania mojej relacji z Targów Motocyklowych w Hali Ludowej: na motocaina.pl „Warto było uczestniczyć w tym wydarzeniu i każdy, komu motocykle są bliskie, z pewnością znalazł tam coś dla siebie. Bo tak, jak my ludzie różnimy się od siebie, tak różne bywają motocykle, ale ich serca i nasze serca potrafią bić tym samym…

  • Pomidor w serwisie

    Wykorzystując wczorajsze okienko pogodowe odwiozłam motocykl do serwisu u Zachara. Poprosiłam kolegę Andrzeja, żeby ze mną pojechał, bo niewiele znam tamte strony miasta, szybko robi się ciemno i już panikowałam, że nie trafię. Po wytarganiu Pomidora z garażu, okazało się, że ma problemy najpierw z działaniem czerwonego przycisku (wciskam a tu cisza), a jak załapał…