||

Drugi wypad do Rokitek

IMG_20150717_155626Wróciliśmy do Rokitek w większym składzie, bo miejsce to jest idealne na wakacyjne wypady. Pierwszy pobyt opisywałam TUTAJ, a tym razem grupa liczyła 11 osób i 9 motocykli! Wyjazd zaplanowaliśmy na piątek, a ja po pracy byłam jeszcze w czarnej d…. z pakowaniem (na szczęście nie tylko ja hehe). Wyruszyliśmy na kilka grup, bo różne godziny, trasy i prędkości były przez motocyklistów/tki preferowane.

Mi przypadła podroż z Andrzejem i nie narzekałam, bo jadąc z nim czuję się najbardziej komfortowo, jeżeli chodzi o tempo, choć „beemka” zdecydowanie szybciej się zbiera z zatrzymania, niż mój Pomidor. Wybraliśmy trasę pomijającą autostradę i z fragmentami nowiutkiego asfaltu – nie był to akurat plus, bo było na niej mnóstwo niewymiecionego żwiru i prędkość spadła do 30-40 km/h. Odwiedziliśmy po drodze rodziców Andrzeja i się okazało, że na miejsce dotarliśmy ostatni. Są tego plusy, bo na gotowe 🙂 – namiot stał, drzewo na ognisko było, zakupy zrobione i nawet gulasz się w kociołku gotował!

IMG_5570Gulasz na kolację wyszedł wyśmienity, humory dopisały, a wieczór ubarwiła przywieziona przez Andrzeja gitara (przywiązał ją sobie linkami do plecaka!). Na pierwszy ogień poszły kawałki zboczone, potem nieco klasyki, a na koniec się okazało, że jest jeszcze dwóch chętnych i umiejących na gitarze grać. Ja trochę zaniemogłam, bo po całym tygodniu pracy padłam jakoś po północy, reszta zabawiła do 3.30. A niektórzy nie spali prawie wcale, bo Andrzej wybrał leżakowanie w hamaku i pilnowanie połowu ryb (wędki miały taki alarm, że w kółko robiły mu pobudkę) – efekt był taki, że miska świeżych rybek rano na nas czekała! Popołudniu dwóch Andrzejów się wzięło za ich przygotowanie i uczta była!

11707989_10204509711053232_7323811350196346177_oW sobotę manewry trwały, jakoś od 8-mej rano, ale nikt nikogo nie gonił i każdy mógł się wyspać do woli. Potem śniadanko przed domem, wyśmienita kawa (bo Andrzej kawiarki nawet ze sobą zabrał!) i postanowiliśmy odpalić maszyny, żeby pojechać do oddalonego 30 km zamku Grodziec. Ekipa jechała zgraną grupą (jak nigdy hehe), nawet udało mi się wyprzedzić sportowy motocykl hihi. Magda zostawiła swojego Vigora i wsiadła na kanapę męża, tłumacząc, że tam podjazd jest stromy, z zakrętami i przepaściami. Ja też nieco zwątpiłam w swoje siły po tych zapowiedziach i zostawiłam Pomidora przed podjazdem do zamku. Jak się później okazało – to tak bardzo strasznie tam nie było, tylko sporo piachu w zakrętach. Następnym razem wjadę samodzielnie.

IMG_5619Zamek na wygasłym wulkanie robi wrażenie i całkiem jest zachowany (jak na tych kilka grabieży i remontów w jego historii). Tutaj możecie zobaczyć panoramę zamku. Nie mieliśmy przewodnika, ale załapaliśmy się na bilet grupowy, a Ci, którzy już tam byli – dbali o kierunek naszego zwiedzania. Na dziedzińcu było dużo fajnych zabawek, a i w salach wszyscy świetnie się bawili.

Następnie udaliśmy się na poszukiwanie jedzenia, tyle, że nawigacje sfiksowały i pojeździliśmy nieco w kółko, potem drogą polną, i kolejną drogą – która 50 lat temu była asfaltem (aż trudno uwierzyć, że są jeszcze miejscowości bez asfaltu!) i na koniec wielkimi, „kocimi łbami”. Moja ręka od rana miała focha i nie nadawała się zbytnio do jazdy (przedburzowa pogoda mnie tak zwykle załatwia), a ta kostka sparaliżowała mnie już na amen – regularne wstrząsy w barku przez kilka kilometrów sprawiły, że zupełnie przestała funkcjonować. Poprosiłam Magdę, żeby wróciła na moim motocyklu, a ja zostanę pasażerem.

11119882_960986463964914_163822968199307939_oMiejscówka z jedzeniem okazała się być warta tej podroży, porcje nakładali duże i dobre wszystko było. Odpoczęłam też na tyle, by spróbować wrócić o własnych siłach.

Popołudnie i wieczór spędziliśmy przed domkiem bycząc się w hamakach, pływając, szykując wieczorne ognisko i spacerując po okolicy (co, kto wolał). Męska część ekipy godzinami stała przy motocyklach i tematy się im nie kończyły! Nawet stwierdzili, że otwierają serwis „Newton” z hasłem reklamowym: „Naciągniemy Ciebie i Twój łańcuch” 🙂 . O dziwo, poszło bardzo mało alkoholu, bo nikomu nie był potrzebny, żeby się dobrze bawić do późnej nocy. Powstało kilka kultowych tekstów i chyba każdy został dłużej, niż na początku deklarował 🙂 .

IMG_5571W niedzielę spaliśmy już do 9, tradycyjnie śniadanko i kawka, a potem na: kajaki, spacery, leniuchowanie. Jedynie gołębiom nie odpowiadało nasze towarzystwo, bo co jakiś czas zrzucały śmiercionośne bomby (tfu śmierdzące), a komary (jak na pobyt nad wodą) były wyjątkowo tolerancyjne.

Na koniec sprzątanie i pakowanie. Ekipa wykruszała się stopniowo, a my wyjechaliśmy bliżej 18-stej. Za nami i czasami nad nami wisiała olbrzymia, czarna chmura z deszczem w tle, ale udało nam się ją wyprzedzić (a wieczorem nad Wrocławiem przeszła mała wichura i gradobicie). Stanęliśmy na chwilę pod sklepem, gdzie wszyscy (znaczy te żule sklepowe) koledze zazdrościli, że ma dwie żony, a każda z nich na swoim motocyklu 😉 .

W takim miejscu i w takiej ekipie weekend jest niezapomniany! 🙂 Fotki z aparatów uczestników wycieczki:

Podobne wpisy

  • Rajdowa niedziela

    Z sentymentu do mojej dawnej pasji, która mnie pochłaniała totalnie – wybrałam się na Rajd Świdnicki. Tak tylko symbolicznie, na jeden najbliższy odcinek, pod Świdnicą. Namówiłam Justynę, żeby ze mną pojechała, bo mieszka bardzo blisko trasy rajdu. Dojechałam do Świdnicy, a potem już razem ruszyłyśmy w stronę odcinka. Po drodze nieco się pokręciłyśmy, ale udało…

  • Oj, te zakręty z górki

    Pogoda nas, motocyklistów rozpieszcza. Piękne, jesienne weekendy nadal się zdarzają, mimo, że co chwilę ktoś wyskakuje z dramatyczną przepowiednią zimy stulecia. Ja tam zimy nie lubię, a kolejne kilometry na Pomidorze są mi potrzebne, by zdobyć większą pewność jazdy, ale i wzmocnić rękę, bo to jest dla mnie także rehabilitacja. Po każdej jeździe ręka –…

  • No i jestem!

    No! Szkoła skończona, jeszcze dyplomowe egzaminy i mogę zapomnieć o uczeniu się. Oczywiście nie o uczeniu się motocykla, bo to trzeba robić w trybie dziennym i ciągłym 😉 Dziś trochę pośmigałam asfaltami i wyrypami ;-). Wracając już do domu minęłam polną drogę, a dość często tak mam, że rzucam na taką okiem, jadę dalej a…

  • |

    Spontan Żmigrodzko-Milicki

    W ubiegłą sobotę był czas na jazdę motocyklami, więc szukaliśmy ku temu celu czy okazji. Okazało się, że całkiem niedaleko – w Żmigrodzie jest motocyklowe rozpoczęcie sezonu. Niewiele było informacji o przebiegu tej imprezy, więc potraktowaliśmy ją jako wstęp do dalszej jazdy. Wyjechaliśmy na 3 motocykle, a na miejscu dołączyły jeszcze 2. Impreza zgromadziła nieco…

  • |

    Zamek w Mosznej i Pałac w Kopicach

    W ubiegłą niedzielę postanowiliśmy wyskoczyć w opolskie. Jest tam mnóstwo zamków i pałaców, jednak postanowiłam po latach odwiedzić te dwa, które najbardziej lubię. Chciałam to zrobić w czasie kwitnięcia rododendronów, ale znowu się spóźniłam… Na wycieczkę pojechałam z moją ulubioną, motocyklową rodzinką: Magdą, Andrzejem i Asią. Wycieczka nie była szybka, bo to Asi pierwszy motocykl…

  • Polecam Mikołajom!

    Mam sentyment do Dominatorów (bo mój Pomidor ma serducho od tego modelu) i na facebookowej grupie poświęconej temu modelowi, zupełnie przypadkiem zobaczyłam relację z podróży Asi i Daniela. Nie była to zwykła podróż, ale taka z wątkiem historycznym, bo 80-lat temu podobną trasę przebyli Halina i Stanisław Bujakowscy. Cała ich historia po latach została opublikowana…