Oj, ta jesień…

IMG_0428Pada i pada od kilku dni, jakoś aury ani weny na jazdę nie mam. Szczególnie, że Pomidor chory (ja nieco też) i trzeba go odwieź na serwis. Tymczasem podrzucę Wam kilka linków do własnych tekstów, gdyby Wam było nudno podobnie:

PORADY:

Praktyczne porady dotyczące zimowania motocykla: Tutaj

I podobne, ale dotyczące jeżdżenia motocyklem zimą: Tutaj

CIEKAWE, MOTOCYKLOWE HISTORIE:

Niesamowita podróżniczka motocyklowa podzieli się swoją filozofią życiową: Tutaj

Rodzinka w motocyklowym pakiecie podróżnym: Tutaj

A babcie na ścigaczu widzieliście? Tutaj

Historia niepełnosprawnej motocyklistki: Tutaj

Oraz ciekawa motocyklistka z Pakistanu: Tutaj

Poznajcie jeszcze Doris: Tutaj

A gdy motocykl chcecie zabrać psa to zapraszam: Tutaj

I nieco kobiecej historii: Tutaj

WYWIADY:

Z Moniką Fryc: Tutaj

Z Agatą Salamon: Tutaj

Jesienna sesja fotograficzna

Ostatni weekend na Dolnym Śląsku nie był zbytnio sprzyjający motocyklistom. Całą sobotę padało i były mgły, a niedziela, choć słoneczna, uraczyła nas porywistym wiatrem. Zdecydowaliśmy się jednak na grupowy wypad w stronę Świdnicy przez Sobótkę. Zebrała się fajna ekipa i ruszyliśmy z Bielan krajową „ósemką”.

Tuż po przekroczeniu granicy zabudowań przestało być kolorowo. Widziałam jak Magda jedzie pochylona w prawo, by przeciwdziałać bocznemu wiatrowi, a ja starałam się trzymać środka jezdni, bo spychało mnie na przeciwny pas. Nasze Vigory ważą najmniej z całej stawki jadących motocykli i dodatkowo z jakiegoś powodu zaczęły przerywać, gdy wiatr wiał na wprost. Myślałam, że to wina mojego Pomidora, który znów stracił sporo oleju, ale Magda miała identycznie. Andrzej, choć na większym motocyklu, też miał dość tego wiatru i postanowiliśmy w trójkę wrócić bocznymi drogami (gdzie mniej wieje) z powrotem do miasta.

Mam już za sobą wypadek i kilka operacji, więc gdy w grę wchodzi jakieś ryzyko – to odpuszczam. To nie jest kwestia przeżycia, dotarcia do celu, jak w przypadku wielkich wypraw, a jedynie przyjemność z kilku godzin jazdy. Gdy tej przyjemności i poczucia bezpieczeństwa brakuje, to nie mam parcia na jazdę dalej… (już nie dodam, że byłam na lekkim kacu, więc i pociąg do przygód mi osłabł hehe).

Poza tym zmartwił mnie stan Pomidora. Mam dużo większy wyciek oleju, niż na początku sezonu i miałam problemy z odpaleniem. Czeka mnie wymiana uszczelek, czyszczenie i regulacja gaźnika (baku pewnie też), regulacja zaworów. Niestety dopiero w przyszłym tygodniu i nie wiem, czy jeszcze polatam. Mechanik mówił, że mogę, byle olej mu dolewać, ale jakoś mnie serce boli, jak mam Pomidorowi krzywdę robić.

Po powrocie do miasta, Andrzej wpadł na pomysł jesiennej sesji. Super to wymyślił, ale trudno było o tej porze roku znaleźć jakieś kolorowe drzewko. Jak już zwątpiliśmy w powodzenie akcji, Andrzej wypuścił się na bezdroża i znalazł odpowiednie drzewo. Oto efekt tej akcji:


Fot. Andrzej Turczyn

p.s. Popołudnie i wieczór spędziłam u Magdy i Andrzeja, później dołączył jeszcze Marcin z żoną. Mimo, że kilometrów nie zrobiliśmy wiele, to przebywanie z motocyklistami też ma swój urok! A wracając wieczorem do garażu mogłam przetestować ledowe oświetlenie mojego kasku.

Prawie jak w niebie! Prawie…

Ostatni dzień października postanowiłam uczcić, organizując wycieczkę do zamku w Niemodlinie. Od samego początku wycieczka napotykała rożne przeszkody – rano dostałam info, że we Wrocławiu straszna mgła i dwie osoby zrezygnowały. Kolejny motocyklista napisał, że przejechał pół drogi, zamarzł w tej mgle i zawrócił. Chwilę potem sms, że Marcin się spóźni i kolejny, że spóźni się też Justyna z kolegami. No nie! 😉

Piękne słońce, więc skoczyłam jeszcze zrobić mamie małe zakupy. Wracam, patrzę i oczom nie wierzę! Nad lasem zebrały się olbrzymie kłęby mgły i stopniowo zalewały całą okolicę. Słońca już nie było, niczego już nie było! Jedynie kilka metrów drogi przede mną… Jechałam na miejsce zbiórki zupełnie zrezygnowana, że wycieczkę trzeba będzie odwołać, bo w takich warunkach wspólna jazda nie ma sensu. Jednak po wjechaniu do Złotego Stoku znowu wyszło słońce i nadzieja wróciła!

12188494_1023199947744022_885042254_nJak tak sobie czekałam, to zaczepił mnie jeden kierowca i się okazało, że też jest motocyklistą, tyle, że z Podkarpacia. Sympatycznie pogadaliśmy, aż nadjechała Justyna z Łukaszem i Jurkiem, a chwilę potem Marcin. Nasza ekipa była w pewnym sensie wyjątkowa, bo liczyła sobie 2 kobiety i 3… strażaków 😉 . No cóż – mogłyśmy się czuć bezpiecznie w takiej obstawie!

Ruszyliśmy ze słonecznego Złotego Stoku, by tuż za pierwszą górką wpaść w krainę wiecznej białości… No nie! Jechaliśmy, jechaliśmy i kompletnie żadnej poprawy. Parę metrów widać przed motocyklem, żadnego krajobrazu, wilgoć na kasku, ubraniach, zimno penetrujące do kości (mimo wielu warstw ubrania). Mając na uwadze to, że jadą z nami nakedy, zjechałam w Skorochowie z trasy, by zrobić zebranie, co dalej robimy? Tak jak przypuszczałam, większość była za odwrotem i gorącą kawą tuż obok. Koledzy wzięli się za mięso i strażackie pogaduchy, a ja z Justyną skusiłyśmy się na gofry i tematy babskie. Nie wiem, czy lokal tak dba o naszą linię, ale dostałyśmy mini gofry, a „owoce” w liczbie mnogiej znaczyły, że będzie mnoga ilość ananasa z puszki. Rozczarowanie!

Nasze motocykle na parkingu kolorowały biały świat:

W tym czasie Łukasz dostał telefon, że Polanica jest po drugiej stronie mocy i mają tam słońce! Postanowiliśmy wrócić do Złotego stoku i odbić w przeciwnym kierunku. Poprowadził Jurek w żwawym tempie motocykla sportowego, a my nie staraliśmy się mu dorównać 😉 . Ale czekał na nas co jakiś czas. W jednym momencie wpadłam w taką białość, że motocykla przed sobą, ani za sobą żadnego nie widziałam. Zabójcze uczucie! Takiej nierealności, to jakby nagle znaleźć się w niebie, choć uważam, że w niebie powinno być cieplej! 😉

W Złotym Stoku wyszło upragnione słońce! Jeju, jak cudnie było się w nim wygrzewać! Wysuszyć zawilgocone ciuchy i wreszcie uśmiechać się z kasku do świata. Piękna, równa i kręta droga, kolorowe lasy w jesiennych barwach, ooooo tak! Tego nam było trzeba 😉 . Dojechaliśmy pod deptak w Polanicy, gdzie miał być motocyklowy lans, ale niewiele się tam działo hehe. Jedyne szoł robiliśmy my, próbując upakować się w pojazdy dla dzieci, zresztą skutecznie! A ile śmiechu przy tym było! 😉

Potem pożegnaliśmy się na stacji benzynowej i każdy ruszył w swoją stronę. To był super dzień, zupełnie nieprzewidywalny, ale mocą naszych motocyklowych dusz, pokonaliśmy biały świat i odzyskaliśmy kolory!

Film od Marcina nie oddaje wielkości tej mgły, a on musiał się z nią zmierzyć jeszcze raz w drodze powrotnej do Wrocławia. Za to oddaje obraz motocyklistek w trasie 😉 (ja to się napompowałam jak ludzik Michelina haha):

Wracałam do Wrocławia w niedziele, było już słonecznie, choć mocno wiało. Ruch był spory i niestety kierowcy odzwyczaili się już od wypatrywania motocyklistów – dwa razy musiałam hamować awaryjnie, jak mi wymuszali pierwszeństwo.

p.s. Jurek dzięki za polubienie bloga i tak, jak się umawialiśmy – nie obsmarowałam Cię za bardzo 😉 .