Brrrrr

No niestety zima nadciąga i już nie pozostawia cienia nadziei, że będzie cieplej. Oddałam Dziabąga do serwisu u Zachara (zachar-motocykle.pl) na wymianę łożyska główki ramy, złamanego podnóżka (dzięki Marcin za dostawę) i wymianę płynu hamulcowego. Czeka mnie jeszcze wymiana ośki przedniego koła, bo się okazało, że jest krzywa (zamówiłam używkę, bo oryginał 300 zł!), regulacja świateł, a na wiosnę wymiana oleju w lagach.

Po serwisie zrobiłam ponad 100 km i zauważyłam dużo większą czułość kierownicy na wszelkie wyrypy – trzeba się pilnować 🙂 . Do tego jest już bardzo zimno i szybko zapada zmrok, przez co zmarzłam przeokrutnie w czubki palców stóp i rąk, i odechciało mi się jakiejś sobotniej wycieczki, bo było jeszcze zimniej. Mam nadzieję, że kolejny, długi weekend będzie nieco cieplejszy!

Mały kurs doskonalenia techniki jazdy

W niedzielę mieliśmy okazję uczestniczyć w kursie doskonalenia techniki jazdy na małym torze, który powstał na lotnisku pod Opolem (Polska Nowa Wieś). Organizatorem był ODTJ Delta, a samo szkolenie gościnnie poprowadził Zbyszek Łacisz z Akademii Bezpiecznej Jazdy Lanette z Gliwic. Szkolenie było o 9, więc trasę podzieliliśmy sobie z Emilem na 2 kawałki z noclegiem i rano musieliśmy podjechać jedynie z Nysy. Trochę pobłądziliśmy po małych uliczkach, które zamieniały się w drogi szutrowe, a czasem błotne (raz mało mnie to błotko nie wciągnęło), a potem szukaliśmy właściwego budynku na torze. Udało się dotrzeć prawie na czas, a na miejscu było już ciepło i gorące napoje, więc mogliśmy się dogrzać.

Tor było mokry, ale w czasie, gdy omawialiśmy teorię nieco przeschnął. Zbyszek przygotował dla nas wiele zadań sprawnościowych i z hamowania, a także postawy na motocyklu. Na plac podstawiono nam 2 motocykle testowe od Delty, ale takie, w których możliwości techniczne nieco wątpiliśmy (obroty same podskakiwały w jednym i rączka się urwała), więc postanowiliśmy ćwiczyć na własnych maszynach. Dało mi to szansę lepszego poznania Dziabąga (Kawasaki ER6N) i niestety przekonania się, że to nie jest łatwa w manewrowaniu parkingowym maszyna.

Pierwsze zadanie wykonałam z lżejszym i niższym motocyklem testowym, ponieważ był to slalom pieszy z motocyklem u boku przez ciasne bramki. I o ile było to proste do przodu, to to samo trzeba było zrobić do tyłu. Zgrzałam się nieźle przy tym ćwiczeniu, bo motocykl trzeba było odsunąć od bioderka (ja zwykle na bioderku przeprowadzam) i jeszcze go pochylać w obie strony. Motocykl mi się w bramkach mieścił, tylko ja raz czy dwa, stopą ze słupkiem się spotkałam, przez nieuwagę.

20161030_114805Kolejne ćwiczenia to bardzo ciasny slalom z przesunięciem (słupki nie w jednej linii, ale raz po lewej, raz po prawej), co wymagało dużej skrętności przy niewielkiej prędkości na półsprzęgle. To ćwiczenie mnie pokonało – tzn. pozwoliłam sobie na zbyt duże zwolnienie w stosunku do pochylenia motocykla. W tym momencie jego masa mnie przeciążyła i musiałam mu pozwolić upaść. Oczywiście serce mnie zabolało, ale szkody dzięki zamontowanym crashpadom nie były duże. Ułamała się końcówka podnóżka i klamka hamulca się nieco wygięła (czego konsekwencją było prawie ciągłe świecenie stopu w drodze powrotnej).

Kolejne zadanie było dla mnie początkowo zbyt trudne, bo wymagało prostego wjechania pomiędzy słupki, a następnie na sygnał instruktora – ostrego nawrotu w prawo lub w lewo. Miałam problem ze zmieszczeniem się Dziabągiem w granicach tych słupków. Manewr ten wymagał dużego przeciwsiadu na małej prędkości z użyciem sprzęgła. To był słaby punkt mojego panowania nad Dziabągiem, więc odjechałam nieco dalej poćwiczyć coraz ciaśniejsze i wolniejsze kółka na nim. Co przydało mi się w kolejnym zadaniu. A był to bardzo ciasny tor z nawrotem wokół opon. I to właśnie te opony były najtrudniejszym elementem wyznaczonej trasy. Ale uparcie powtarzałam to zadanie z 15 razy, aż zrobiłam ten nawrót bez podpierania się awaryjnie stopą 3 razy. Potem próbował Emil i też miał problem, by wykonać to zadanie moim motocyklem.

Wiem, że to nie motocykl jest problemem a umiejętności (bo dobry motocyklista nawet wielką maszyną czy ścigaczem taki tor pokona), ale zdaję też sobie sprawę, że są motocykle, które ułatwią takie zadania i są takie – co utrudnią. Miałam okazję się przekonać o tym chwilę potem, kiedy Oskar (który z nami był na szkoleniu) dał mi poćwiczyć swoją, przygotowaną do motogymkhany MT-07. Rany! Jaki to boski, stworzony do manewrowania, lekki i skrętny motocykl. Mogłam na nim wykonać ćwiczenie, które początkowo mnie przestraszyło…

Trzeba było napędzić się do ok. 30 km/h (trzeci bieg), puścić kierownicę (ręce do góry), a następnie na sygnał instruktora opuścić tylko jedną rękę i popchnąć kierownicę, by przy użyciu przeciwskrętu skręcić we wskazaną przez instruktora stronę. Wydawało mi się to bardzo trudne, a jednak okazało się bardzo fajnym ćwiczeniem. Przekonałam się, że kierownicy motocykla wcale nie trzeba trzymać, a przeciwskręt działa bardzo dobrze.

Następnie na swoim motocyklu wykonywałam slalom szybki z użyciem przeciwskrętu właśnie, a na MT-07 zadanie z hamowaniem pulsacyjnym. Ten punkt chętnie poćwiczę jeszcze na jakimś placu, bo zdarza mi się przy ostrym hamowaniu odkręcać manetkę (oczywiście nic się nie dzieje bo sprzęgła używam), ale chcę to wykluczyć.

Następnie ćwiczenie, które bardzo mi się spodobało, szczególnie, że mogłam je znowu wykonać na MT-07. Na placu powstało koło ze słupków, wokół którego trzeba było krążyć w jedną, a następnie w przeciwną stronę. Ale wszystko z użyciem 3 pozycji na motocyklu: 1. równym pochyleniem motocykla i własnym, 2. przeciwsiadem, czyli znacznym pochyleniem motocykla, a własnym w stronę przeciwną i 3. w pozycji sportowej z kolanem (co na początku sprawiło mi trudność, bo nigdy jej nie ćwiczyłam, ale później całkiem mi się spodobała).

Co mi dało to szkolenie? Poznałam swoje mocne i słabe strony, i wiem nad czym muszę popracować oraz jakie ćwiczenia na dowolnym placu mogę wykonywać. Otrzymałam wiele cennych wskazówek od Zbyszka i Oskara. Przekonałam się także, że jazda przed siebie to nic trudnego, ale dalsze doskonalenie techniki jazdy powinno być obowiązkiem motocyklisty, bo nabyte w ten sposób umiejętności mogą się przydać w każdej niespodziewanej i trudnej sytuacji na motocyklu.

Shark Vision-R series 2 – pierwszy test i wrażenia

Uwielbiam zakupy. Myślę, że większość kobiet uwielbia, choć często potem trzeba walczyć z wyrzutami sumienia, że tyle kasy wypłynęło z konta 🙂 . Z zakupami motocyklowymi jest nieco inaczej, bo tutaj nigdy nie kieruję się spontaniczną decyzją, a złożoną analizą swoich potrzeb i tego co oferuje rynek. Zwykle znaczy to, że wgapiam się w monitor komputera i smartfona godzinami (często zamiast spać w tym czasie), szukając najlepszego zaspokojenia danej potrzeby oraz uwzględniając to, czy mnie na dany produkt stać.

Misja ostatnich dni brzmiała: „kask zimowy” 🙂 . Oczywiście nie ma takiego typu kasków, no chyba, że ktoś chce narciarski kupić. Ja uwielbiam kaski modułowe i mój obecny Nolan N40 full jest super, jeżeli chodzi o ciepłe miesiące sezonu. Jednak już w temperaturach poniżej 10 stopni jeżdżenie w nim grozi: przewianiem, bólem zatok, przeziębieniem. A takie temperatury nie są jeszcze dla mnie powodem do zakończenia sezonu. Stąd znowu pomysł zakupu kasku na „zimę”. Dlaczego znowu? Bo może pamiętacie, że zeszłej jesieni kupiłam już Sharka Skwal i próbowałam się do niego przekonać. Bezskutecznie… Parowały mi okulary nawet podczas postoju i mało w nim widziałam. Sprzedałam go na wiosnę.

Wyszukiwarka google nie bardzo wiedziała co zrobić z hasłem „kask integralny z dużą szybą”, więc pozostało mi przeszukiwanie ofert poszczególnych sklepów. Wpadłam na kawę do Moto-Point (moto-point.com.pl), a tam kolega Grochu już miał dla mnie konkretną propozycję – Shark Skwal Vision-R series 2. To on sprzedawał mi poprzedniego Sharka, więc zna moje potrzeby i miał 100% pewności, że wybiorę ten właśnie kask. Dlaczego? Bo to właśnie jest kask integralny w powiększonym polem widzenia, dzięki większej szybce. Do tego jest już z włókien szklanych, więc ekstra lekki.

20161028_171604Pierwsza przymiarka była zabawna, bo wydawało mi się, że wcale się w niego nie wbiję. Ten model ma bardzo dobre uszczelnienie dołem (niwelując podwiewanie do wnętrza), jednak chwilę mi zajęło, żeby nauczyć się go ubierać w ten sposób, żeby mi tuszu do rzęs nie ściągał przy okazji 🙂 . Okazało się, że jednak w eMce mieszczę się spokojnie.
Duże pole widzenia? O tak! Idealne i pełne na boki, a także dołem (tzn. żeby zerknąć na licznik nie trzeba schylać głowy). Tego mi brakowało w modelu Skwal. O dziwo ten model nie ma pinlocka i nieco się tego obawiałam. Szyba pokryta jest warstwą nieparującą, a sam kask ma taki fajny „dzyndzelek”, który pozwala na lekkie otwarcie szyby.

20161101_085947To w teorii, a przechodzimy do praktyki i to od razu w skrajnych warunkach pogodowych. Jechałam do Kotliny Kłodzkiej, a był deszcz, wiatr i może 8 stopni. Ubrałam kask i okulary nieco zaparowały, ale z doświadczenia wiem, że ten deflektor na nos jesienią nie służy okularnikom i po jego wyjęciu już było super. Ruszyłam, zamknęłam szybę i stoję na światłach. Chwilka i nic nie widzę! Szyba jest super – ona nie zaparowała, ale zaparowały okulary. Bez paniki, wszystko pod kontrolą, pstrykam magiczny „dzyndzelek” i już wszystko odparowane. Ruszam i wcale mi po twarzy nie wieje, bo ta szczelina jest dość mała. Docisnęłam szybę dopiero po wyjechaniu z miasta, żeby w kasku było ciszej. Sam „dzyndzelek” chodzi dość opornie na sucho, jednak po ubraniu kasku i obsługiwaniu go w rękawicach, już nie jest trudno nim operować, przy czym jego położenie jest dosyć wygodne.

Jeżeli chodzi o pole widzenia, to praktycznie nie zauważyłam zmiany kasku. Tzn. mój modułowy ma szybę o 1/3 większą, ale już ta szyba Sharka jest optymalna. Zauważyłam lekkość i ciszę, bo tak do 80 km/h praktycznie nie słychać silnika motocykla, ani mijanych samochodów, jedynie lekki szmer wiatru (czasem jakimś basowym dźwiękiem walnie) i stukanie kropel deszczu rozbijających się o szybę. Im szybciej jedziemy tym jest głośniej, a jeszcze jak dojdzie do tego porywisty wiatr – to już mam to samo co w Nolanie, czyli najlepiej ubrać zatyczki do uszu.

A w czym Nolan jest lepszy? W uszczelnieniu górnym szyby, gdzie uszczelka jest oddalona od krawędzi kasku i kompletnie nie przepuszcza. Shark (i Vision, i Skwal) przepuszcza stróżkę zimnego powietrza centralnie na czoło. Ja mam na to swój patent – opuszczam nieco blendę, tuż nad linię oczu, wtedy stróżka rozchodzi się już po kasku i mam cieplej. Zrobiłam nawet mały eksperyment i zakleiłam taśmą izolacyjną dziurę od blendy – wiało nadal, więc jest to ewidentnie przepuszczająca uszczelka. Jeżeli chodzi o podwiewanie dołem, to Nolan powinien się znowu uczyć od Sharka, bo w nim nic takiego nie istnieje (oczywiście jesienią noszę też kominiarkę i kołnierz).

Podsumowując – ideału kasku nadal nie znalazłam, jednak Shark Vision-R jest niebezpiecznie blisko niego. Pole widzenia, lekkość, system uchylania szyby, uszczelnienie dołem, niewielka w sumie głośność (przy dobrych warunkach pogodowych). Myślę, że ten kask ma szansę zostać ze mną na wiele sezonów „zimowych”, a kto wie, może i latem się sprawdzi, więc porzucę kaski modułowe? Pożyjemy, zobaczymy…