Mały dołek..
Nie wiem, czy przez te deszcze, czy tak ogólnie – złapałam małego doła. Krążyły mi po głowie same czarne myśli, że się do jazdy motocyklem nie nadaje, że marzenia są piękniejsze niż ich realizacja, że tak długo to wszystko trwa – a to dopiero początek początku tej motocyklowej drogi… (nie, nie byłam przed okresem ;-)).
Pojechałam się pocieszyć, wsiadając na Stringa, ale padało i jazda też była ostrożna – nie dodała mi „powera”.
Minęły 4 dni, pogoda się poprawiła i pojechałam ponownie potrenować. Odkryłam mały zagajnik leśny i tam znalazłam ten zagubiony sens! Drogi fajne, bo moje opony dawały rade (mało piachu-zabójcy) i trochę pułapek (kałuż, kolein) do ominięcia. To z jednej strony – wyzwanie, bo trzeba dać sobie radę, a z drugiej – ciekawość, co jest dalej i dalej…
Odnalazłam tam tą pewność, że chcę jeździć. Odnalazłam tam też optymizm, że będzie dobrze!
