A może YBR na początek?

– mało kosztuje (świeże roczniki)
– bardzo, bardzo mało pali
– jest niezajeżdżalna (ponoć) i łatwa do naprawy
– wjedzie wszędzie prócz: „na księżyc i ocean atlantycki” 😉
– jest wygodna na dłuższych trasach
– jest „niekradalna” (ponoć przetestowane w centrum miasta z kluczykami w stacyjce!)
– nie jest przerażająca dla początkującego
No minusem jest 10 KM, ale w sumie czy na początek potrzebuje więcej? W długie podróże po świecie dają radę nim jechać, a co dopiero po bułki do sklepu? 🙂
A największym dowodem na wartościowość tego modelu jest to, że „żubr” wcale mi go nie chce sprzedać. Wprost przeciwnie, ma mocniejszy motocykl, a ciągle wraca do YBR ;-).
Prawie mnie przekonał…
P.S. w poniedziałek kolejne wpisy z jazd!
